„Czarny Lampart, Czerwony Wilk” – Marlon James

Marlon James - Czarny Lampart, Czerwony Wilk - okładka plus tło

Powieść „Czarny Lampart, Czerwony Wilk” Marlona Jamesa jest jak diabelnie mocne espresso z górnej półki. Szalenie intensywna, bogata w smaku i zapierająca dech w piersiach.

Czarny Lampart, Czerwony Wilk - Marlon James - okładkaWarto wiedzieć, że autor książki Marlon James to pierwszy jamajski pisarz, który zdobył prestiżową Man Booker Prize w 2015 r. za „Krótką historię siedmiu zabójstw”. Nagrodzona powieść ukazuje realia Jamajki lat siedemdziesiątych, a akcja toczy się wokół owianego tajemnicą zamachu na Boba Marleya. „Krótka historia siedmiu zabójstw” została wydana w Polsce przez Wydawnictwo Literackie, podobnie jak dwie inne książki Jamesa: „Diabeł Urubu” i „Księga nocnych kobiet”. Kapitalny przekład zawdzięczają Robertowi Sudołowi.

Co ciekawe nazwisko tłumacza znajduje się na okładce polskiego wydania „Czarnego Lamparta (…)” (tym razem Wydawnictwa Czarna Owca), a to rzadkość. Zwykle poznajemy je dopiero po otworzeniu książki. Okładka zwraca uwagę nie tylko dzięki temu. Graficznie jest zachwycająca. Genialny projekt pochodzi z pracowni Wenezuelczyka Pablo Gerardo Camacho. Wspaniale oddaje pasję, namiętność i dzikość, które przenikają całą powieść.

Dżungla emocji

Historia aż bucha od emocji: pożądania, nienawiści, miłości, bólu. Jest przesycona brutalnością, co podkreśla mięsisty, wulgarny i niesłychanie plastyczny język. Marlon James dysponuje talentem noszącym znamiona geniuszu. Wyznacza nowe standardy w literaturze fantastycznej. Przede wszystkim większość postaci i główny bohater są ciemnoskórzy, a akcja dzieje się w krainie, która jednoznacznie kojarzy się z Afryką (ciekawostka kulturoznawcza – w książce wykorzystano również fascynującą mitologię afrykańską). Co więcej główni bohaterowie Tropiciel i Lampart są gejami, co wciąż stanowi ewenement, jeśli chodzi o powieści fantasy napisane z takim rozmachem i w ogóle książki reprezentujące ten gatunek literacki (szczególnie nasza rodzima polska fantastyka nie ma powodu do dumy po tym względem).

Literackie analogie

Na pewno „Czarny Lampart (…)” jest przeznaczony dla ludzi o mocnych nerwach. Na czytelnika czeka dużo ohydy i obsceny. Krew leje się nie mniej spektakularnie niż u George’a Martina, przemoc i wynaturzenia seksualne zawstydzą Jacka Piekarę i Andrzeja Ziemiańskiego razem wziętych.

Nie rozumiem za to porównań Marlona Jamesa do Tolkiena. Tolkien jest dla mnie absolutnym, niedoścignionym mistrzem w tworzeniu literatury fantastycznej. Stworzył wspaniały, złożony świat, w którym można znaleźć wiele piękna i szlachetnych charakterów, a dobro ostatecznie zwycięża. U Marlona Jamesa wszystko jest ponure, przygnębiające i zepsute, może poza (uwaga, spoiler!) miłością Tropiciela i Mossiego, która jednak kończy się tragicznie.

W „Czarnym Lamparcie, Czerwonym Wilku” można znaleźć także inne nawiązania literackie, celowe lub przypadkowe. Na przykład chata, w której mieszkają sangoma i mingi, przywodzi na myśl „Osobliwy dom Pani Peregrine” Ransoma Riggsa. Mingi są jak podopieczni Pani Peregrine. To zdeformowane, wykluczone ze swojej społeczności dzieciaki, niektóre z nadnaturalnymi zdolnościami, jak Dymka, dziewczynka będąca po części duchem, po części prawdziwa.

Z kolei Tropiciel momentami przypomina Geralta (z sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego) z jego skłonnością do samotności, skomplikowaną relacją z matką, rozterkami i wrażliwością na dziecięcą krzywdę. Pojawia się też „dziecko przeznaczenia” mające zmienić świat, zupełnie jak Ciri, księżniczka Cintry. 

Zaginione dziecko

Dziecko nie żyje. Nie ma potrzeby wiedzieć nic więcej.

Mówią, że na południu jest królowa, która zabija posłańca przynoszącego złe wieści. Czy podpisuję więc wyrok na siebie, gdy głoszę nowinę o śmierci chłopca? Prawda pożera kłamstwo, jak krokodyl pożera księżyc, a moje świadectwo będzie dziś takie samo jak jutro. Nie, nie ja go zabiłem. Choć życzyłbym mu śmierci. Pragnąłem jej jak żarłok koźliny. Och, napiąć łuk i strzelić wprost w jego czarne serce, zobaczyć, jak tryska czarną krwią, zobaczyć, jak przestaje mrugać oczami i patrzy, ale już nie widzi, słuchać, jak charkocze, słyszeć, jak w piersi mu rzęzi agonia i jak mówi, patrzcie, mój nieszczęsny duch opuszcza to najbardziej nieszczęsne ciało, uśmiechnąć się na taką nowinę, zatańczyć z radości nad taką stratą. Och, jakże pławię się w tej pysze. Ale nie, nie ja go zabiłem.*

Na poszukiwaniach zaginionego dziecka osadza się cała akcja „Czarnego Lamparta, Czerwonego Wilka”. Jest to pierwsza część trylogii. Ciekawe, co przyniosą kolejne tomy. Czy Marlon James ponownie zastosuje ryzykowną i przewrotną technikę narracyjną polegającą na zdradzeniu zakończenia już na wstępie? Czego możemy się spodziewać? 

U mnie niestety książka wzbudziła mieszane uczucia. Z jednej strony w trakcie lektury czułam narastający niesmak, a po przeczytaniu ulgę, że mam to za sobą. Z drugiej strony w powieści jest coś dziwnie magnetycznego i na pewno nie można jej odmówić zachowania wysokiego poziomu pod kątem języka, konstrukcji fabularnej czy budowania postaci. Oceńcie sami.  

* Cytat pochodzi z recenzowanej książki.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

Logo wydawnictwa Czarna Owca

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close