Życiowa pasja może być szczęściem lub przekleństwem. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się nasz los. Na własnej skórze przekonała się o tym tancerka Alicja, bohaterka znakomitej debiutanckiej powieści Adrianny Rozbickiej. Dajcie się ponieść muzyce i odpłynąć w tańcu.

Alicja Bajska stała u progu świetnie zapowiadającej się tanecznej kariery, gdy podczas spektaklu uległa wypadkowi. W jego wyniku omal nie została kaleką do końca życia. Pierwsza diagnoza była nieubłagana, Alicja już nigdy nie zatańczy. Dwa lata po wypadku, wbrew wszelkim przeciwnościom, dziewczyna podejmuje próbę powrotu na scenę, tym razem jako tancerka w rewii. Poznaje tam m.in. wokalistę Mateusza, francuskiego choreografa Pierre’a i utalentowanego muzyka, Simona. Każdy z nich odzwierciedla coś, przed czym dziewczyna ucieka w życiu. Podczas przesłuchań musi konkurować z dużo młodszymi, doświadczonymi i bardziej sprawnymi od niej tancerkami, choć to ona ma wrodzony talent, wrażliwość i niepowtarzaną urodę. Jednak to nie konkurencja jest największym jej problemem. Stanowi go producentka przedstawienia, Iza, bezwzględna, wyrachowana, która nie cofnie się przed niczym, by pozbyć się Alicji i dopiąć swego. Czy tancerce uda się osiągnąć wymarzony cel?

„Uwertura” to kolejny strzał w dziesiątkę spośród moich wyborów w ciemno. Opis wydawniczy mówił mi tak naprawdę niewiele, co spowodowało, że nie nastawiałam się jakoś szczególnie na to, co przyniesie lektura tej książki. Określiłabym wręcz swoje nastawienie jako mocno sceptyczne, tym bardziej, że jest to debiut autorki. A jakie było wrażenie już po rozpoczęciu czytania, w jego trakcie i po zakończeniu historii? Wielkie wow. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Po prostu nie spodziewałam się tak zaskakującej, wciągającej, trzymającej w napięciu i emocjonującej historii. Najwyraźniej mam ostatnio bardzo dużo szczęścia w wybieraniu książek, które chcę przeczytać, bo trafiam na same dobre lektury.

Prawdziwy świat zawodowych tancerzy

„Uwertura” to historia o pasji, życiu nią i dla niej, walce o swoje marzenia, poświęceniu dla tego, co w życiu kocha się najbardziej. Adrianna Rozbicka na przykładzie Alicji pokazała, jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić i znieść, by robić to, co kocha. Przedstawiła również brutalny świat zawodowych tancerzy, walki o miejsce w zespole, wzajemnego rzucania sobie kłód pod nogi, walki z przeciwnościami. Wszystkie blaski i cienie tego jakże pięknego, ale i niebezpiecznego dla zdrowia zawodu. Widać również ogromną znajomość tematu u autorki, wszak kiedyś sama była tancerką i choreografem. Czytając książkę można odnieść wrażenie, jakby samemu uczestniczyło się między innymi w próbach opisywanej rewii.

Pasja to taka siła, która nie daje spać i ściąga z łóżka o świcie. To przewodnik po górskich ścieżkach i ramię do wypłakania żalów. To namiętność zagubiona i odnaleziona, wrażliwość na przezroczyste elementy życia, podwójna skala kolorów w łuku tęczy.

Z pozoru to opowieść wyłącznie o Alicji, jej życiu i pasji, próbie powrotu na scenę i walce o każdy kolejny dzień w tym miejscu. Jednak, kiedy zaczynamy zagłębiać się w kolejne strony i rozdziały, autorka zaczyna nas wciągać w rozległą sieć powiązań różnych bohaterów, ich tajemnic i intryg, które rozwiązują się dopiero na samym końcu. Przyznam szczerze, że po zakończeniu i wyjaśnieniu wszystkich tajemnic, zapragnęłam powrócić do książki, by sprawdzić, czy nie przeoczyłam czegoś wcześniej, co mogło wskazywać na takie a nie inne sytuacje na końcu książki. Na pewno w wolnej chwili do niej wrócę, by jeszcze raz prześledzić historię, tym razem szczególnie zwracając uwagę na właśnie te osoby i sytuacje.

Autorka w „Uwerturze” zastosowała trzecioosobową narrację, co w przypadku tej powieści i ilości wnoszących do niej coś ważnego bohaterów, było najlepszą decyzją. Dzięki temu czytelnik ma dokładny wgląd w sytuację, patrząc na wszystko jakby z góry. Pomaga to również szybciej zrozumieć pewne intrygi i powiązania między bohaterami. Momentami ten rodzaj narracji może jednak powodować lekkie zdezorientowanie, o którym bohaterze akurat czytamy, lecz jest to wyłącznie chwilowe i jeśli dzieje się, to tylko na początku nowego rozdziału.

Życie jest wielkim dywanem uplecionym z wyborów. Podążamy za nitkami naszych drobnych, codziennych decyzji, które nieodmiennie prowadzą do tego samego supła – przeznaczenia.

Napięcie i niepewność do samego końca

Stworzona przez Adriannę Rozbicką historia wciągnęła mnie na tyle mocno, że w ciągu kilku godzin przeczytałam 2/3 książki i przerwałam ją wyłącznie dlatego, że, już chyba tradycyjnie przy wciągającej lekturze, usnęłam z nią w ręce. Zmęczenie wzięło górę. Na jej skończenie dzień później potrzebowałam już maksymalnie trzy godziny. Powieść jest napisana w taki sposób, że trudno się od niej oderwać. Czytelnik jest stale trzymany w napięciu i niepewności, pragnąc dowiedzieć się, co będzie dalej, dlaczego tak właśnie się stało i co stanie się z naszymi bohaterami. Napięcie nie spada od początku do końca książki.

Historia ta ma wg mnie jednak jeden duży minus. Autorka często używa francuskich zwrotów i określeń, nie tylko na figury baletowe, lecz również podczas rozmów choreografa z tancerzami. Dla osoby, jak ja, nieznającej języka francuskiego lub bez znajomości nazw figur tanecznych, jest to utrudnienie. Wystarczyłoby, aby autorka zrobiła odpowiedni przypis i wszystko stałoby się zrozumiałe dla każdego czytelnika.

Małym minusikiem jest również samo zakończenie. Aż się prosi o kolejną część (być może autorka przewidziała kontynuację historii), aby wyjaśnić kilka drobnych niedopowiedzeń i poznać dalsze losy bohaterów. Chętnie dowiedziałabym się jak potoczyło się ich życie po wydarzeniach z „Uwertury”.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu