[PRZEDPREMIEROWO] Znakomity thriller czy marketingowa wydmuszka? – C.J. Tudor, Kredziarz

Kiedy sięgałam po „Kredziarza” zastanawiałam się czy popularność tej książki wynika wyłącznie z odpowiedniego rozdmuchania marketingowej bańki z nią związanej, czy też ma ona w sobie coś, co ją broni. Teraz już wiem, gdyż jestem po jej lekturze. Chcecie poznać moją opinię o „Kredziarzu”? Zapraszam.

Jest lato 1986 roku. Dwunastoletni Eddie Munster, wraz z czwórką przyjaciół, Grubym Gavem, Hoppo, Mickey Metalem i Nicky, jedyną dziewczyną w tym towarzystwie spędzają wakacje jeżdżąc na rowerach, bijąc się z miejscowymi łobuzami czy budując szałasy w lesie. Ich życie zmienia się w ciągu jednego dnia, kiedy to dochodzi do tragicznego wypadku w wesołym miasteczku. To właśnie wtedy Eddie spotyka Kredziarza. Dzięki niemu poznaje nową zabawę, która polega na rysowaniu kredą różnych ludzików. Staje się to systemem komunikacji pomiędzy piątką przyjaciół. Coś, co początkowo wydawało się zaledwie niewinną zabawą i sposobem na tajne kontaktowanie się z pozostałymi członkami paczki, niespodziewanie doprowadza do makabrycznego odkrycia w głębi miejscowego lasu. To właśnie tam, kierowani kredowymi rysunkami, odnajdują ukryte pod liśćmi rozczłonkowane zwłoki młodej kobiety. Tylko, kto odkrył ich tajny kod i się nim posłużył? Oprócz morderstwa dochodzi także do serii podejrzanych i niewyjaśnionych wypadków, w których zawsze pojawiał się motyw kredowego ludzika.

Trzydzieści lat później, zamknięta sprawa morderstwa, zaczyna ponownie o sobie przypominać. Nieoczekiwanie, dorosły już Eddie oraz pozostała czwórka, otrzymują tajemnicze listy z kredowymi rysunkami. Początkowo wszyscy myślą, że to czyjś głupi żart. Do czasu, gdy ginie jeden z nich. Mimo, że nie są z tego powodu szczęśliwi, muszą ponownie zmierzyć się z ponurą przeszłością. Eddie dochodzi do wniosku, że jedynym sposobem by nie podzielić losu przyjaciela z dzieciństwa, jest odkrycie prawdy o wydarzeniach z 1986 roku. Czy trzydzieści lat temu znaleziono prawdziwego mordercę? Kto naprawdę był katem, a kto ofiarą?

Fenomenalny debiut

Debiutancka powieść C.J. Tudor jest światowym fenomenem. Mimo, że jej premiera w wersji oryginalnej miała miejsce dopiero 9 stycznia 2018 roku, prawa do jej publikacji zostały kupione jeszcze przed jej premierą, przez wydawnictwa z innych krajów, w tym również z Polski. Dzięki temu, już niecałe dwa miesiące po brytyjskiej premierze, każdy będzie mógł poznać tę znakomitą, trzymającą w napięciu, pełną niedomówień i tajemnic, historię.

Do debiutu brytyjskiej autorki podchodziłam jednocześnie z dystansem i ciekawością. Ten pierwszy wynikał z faktu, że powieść ta zbiera bardzo pozytywne recenzje zarówno innych, zagranicznych autorów, jak i czytelników dzielących się swoimi opiniami w internetowych serwisach książkowych. Obawiałam się, czy te wszystkie opinie o „Kredziarzu” nie wynikają wyłącznie z odpowiednio opłaconych i rozdmuchanych działań marketingowych. Z drugiej strony byłam nią bardzo zainteresowana od momentu, gdy tylko przeczytałam opis tej książki. Całe szczęście, moje obawy okazały się bezpodstawne i otrzymałam kilka godzin znakomitej lektury. Ale dlaczego tylko kilka godzin? Ponieważ tę książkę się po prostu pochłania strona za stroną.

„Kredziarz” jest książką, od której oderwać może chyba tylko sen. W innym przypadku, jej odłożenie może być bardzo trudne. Kiedy zaczniecie, nie będziecie chcieli przestać czytać, dopóki nie poznacie wyjaśnienia wszystkich tajemniczych zdarzeń dziejących się w tym brytyjskim miasteczku. A ma tam miejsce wiele dziwnych czy też podejrzanych sytuacji, które właściwie nigdy nie zostały wyjaśnione, a są kluczowe by odkryć prawdziwą tożsamość osoby odpowiedzialnej za morderstwo sprzed trzydziestu lat. Dawno nie miałam w rękach książki, której lektura wywoływałaby u mnie niepokój podczas zgłębiania się w jej treść. A tak właśnie było w ty przypadku.

Chyba już czas na prawdziwą podróż w przeszłość. Ale tym razem nie do słonecznej krainy przyjemnych wspomnień. Tym razem powinienem się wybrać mroczną ścieżką, zarośniętą plątaniną kłamstw i tajemnic, pełną głębokich dołów przysypanych liśćmi. Drogą oznaczoną kredowymi rysunkami.

 

Historię sprzed trzydziestu lat, a także tę dziejącą się obecnie, poznajemy oczami Eddiego. To on jest jej narratorem i przedstawia nam wydarzenia, w których sam wziął udział. Całości dopełniają jego rozmowy z pozostałymi bohaterami powieści. Przyjaciółmi, rodziną, innymi znajomymi dorosłymi. Wielokrotnie możemy być także świadkami sennych koszmarów Eda, zarówno obecnie, jak i z czasów nastoletnich. Te senne nocne mary pozwalają nam i jemu samemu odkryć kolejne elementy układanki związanej z tajemniczymi kredowymi rysunkami wielokrotnie pojawiającymi się w miejscach zbrodni. Na dodatek są tak realistyczne, że momentami powodują gęsią skórkę. Jawa miesza się tu ze snem w najgorszej postaci.

Wszystko poddawaj w wątpliwość

Jeśli myślicie, że na pewno odgadniecie, kto jest mordercą, możecie mocno się przeliczyć. C.J. Tudor tyle razy zmyli Wasze szyki, że będziecie mocno zdziwieni, gdy w końcu odkryjecie prawdę. Aż do ostatniej strony nie będziecie niczego pewni, a informacje, które otrzymacie na sam koniec, z całą pewnością wywołają w Was zdziwienie. Zakończenie powieści to istne otwarcie puszki Pandory. Wyjdą na jaw wszystkie brudy i bezeceństwa lokalnego społeczeństwa.

Bez wątpienia mogę napisać, że C.J. Tudor jest mistrzynią suspensu. Niespodziewane zwroty akcji, jej zawieszenia, niepokojące oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń, nieustające napięcie i wreszcie wielokrotne zaskakiwanie czytelnika, aż do ostatnich słów powieści. Nie raz dacie się wyprowadzić w pole autorce. Mylenie tropów to coś, w czym C.J. Tudor jest znakomita. Mogę Wam to zagwarantować. Wszystkie te elementy znajdziecie w „Kredziarzu” i to na dodatek w ogromnych ilościach.

Głowa dziewczyny spoczywała na niewielkiej stercie pomarańczowo – brązowych liści. Jej migdałowe oczy patrzyły na korony jaworów, buków i dębów, ale nie widziały nieśmiałych promyków światła, które przebijały się przez gałęzie i pozłacały leśną ściółkę. Powieki nawet nie drgnęły, kiedy lśniące czarne żuki przebiegały po jej źrenicach. Oczy dziewczyny nie widziały nic prócz ciemności.

 

Krótkie rozdziały nadają akcji dynamizmu. Naprzemiennie przenosimy się z roku 2016, w którym toczy się akcja, do roku 1986, kiedy to doszło do makabrycznego i tajemniczego morderstwa pewnej dziewczyny. To właśnie ta sprawa niespodziewanie zaczyna ponownie o sobie przypominać po trzydziestu latach. Mimo przeskoków czasowych, akcja w obu wymiarach czasowych jest spójna. Nie ma tu chaosu, czy nic nieznaczących wątków. Każdy motyw pojawiający się w tej powieści, ma swój cel. Każdy znak, rysunek kredą czy przedmiot. Po prostu nie od razu można się zorientować, w jaki sposób łączą się ze sobą.

Brakowało mi wyjaśnienia pewnego elementu, a mianowicie tego, kto był autorem kredowych rysunków pozostawionych w kościele podczas jednego ze zdarzeń. Być może to ja przegapiłam gdzieś ujawnioną przez autorkę informację, a może po prostu w tym konkretnym przypadku nie zostało to ujawnione. Jeśli to ja przegapiłam ten moment, a Wy wyłapaliście go w trakcie lektury, będę wdzięczna za podzielenie się tą informacją. Nie daje mi ona spokoju.

Na portalu goodreads.com można przeczytać krótki wywiad z autorką. Wspomina w nim, że skończyła pisać drugą książkę i pracuje obecnie nad trzecią. Obie będą utrzymane w podobnym klimacie, co „Kredziarz”, jednak mają być dużo bardziej mroczne. Po przeczytaniu jej debiutu, jestem pewna, że chcę poznać również kolejne książki C.J. Tudor. Będę na nie niecierpliwie czekać.

Jeśli „Kredziarz” wzbudził w Was zainteresowanie, koniecznie musicie po niego sięgnąć, gdy tylko pojawi się w księgarniach. Został już niecały miesiąc do premiery, która jest zaplanowana na 28 lutego 2018 roku. Szczególnie mogę ją polecić czytelnikom, którzy wychowywali się w latach 80. i wcześniej. Będziecie mogli poczuć klimat minionej już, a dobrze Wam znanej, epoki.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu 

Komentarze

komentarze

3 Replies to “[PRZEDPREMIEROWO] Znakomity thriller czy marketingowa wydmuszka? – C.J. Tudor, Kredziarz”

  1. Ahh, czyli nie tylko ja się zastanawiałam nad kwestią ludzików. Ciągle zastanawiam się nad tym, czy to nie Ed (i uwaga, jego nazwisko to Adams, a przezwisko Munster) lub jakieś urojenia. Książka sama w sobie świetna. I mam zamiar przeczytać wszystkie książki jakie wyjdą spod klawiatury tej autorki :)
    Pozdrawiam
    K.

  2. Mi też bardzo się podobała, szczególnie doceniam pomysłową konstrukcję :D Dobrze wiedzieć, że autorka pracuje nad kolejnymi książkami, ja z chęcią przeczytam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close