profesor feelgoodProfesor Feelgood to mężczyzna wprost idealny. Czy aby na pewno? Przekonajcie się sami, czytając dalej.

Ambitna redaktorka Asha Tate jest beznadziejną romantyczką. Wierzy w wielką, nieskończoną miłość. Jasne, seks jest w porządku, ale Asha nigdy nie była kimś, dla kogo liczy się tylko sfera fizyczna. Aż do teraz. Gdy Asha widzi na Instagramie gorący profil kogoś, kto określa siebie mianem Profesor Feelgood, po raz pierwszy czuje coś, co można określić tylko jednym słowem – żądza. Nie wzdycha jednak wyłącznie do zdjęć profesorka i jego niesamowitego ciała, bo jakby tego było mało, ten facet pisze wiersze o utraconej miłości, a one cóż… przemawiają do jej duszy.

Wydawnictwo, w którym kobieta pracuje, ma kłopoty i desperacko potrzebuje bestsellera, a Asha wie, że miliony lojalnych obserwatorów profilu, które potencjalnie kupiłyby książkę profesora, mogłyby uratować jej szefa. Jednak tuż po podpisaniu umowy do Ashy dociera, jak wielki popełniła błąd. W prawdziwym życiu mężczyzna jest zupełnie inny niż osoba, którą wykreował na profilu. Okazuje się, że jest arogancki i irytujący, a jego niesamowita zdolność doprowadzania jej do szału zmienia wymarzony projekt w koszmar. Asha powtarza sobie, że nie chce mieć nic wspólnego z profesorem. Wmawia sobie, że wcale go nie chce i nie potrzebuje. Przekonuje samą siebie, że nic do niego nie czuje. Ale powtarzanie w kółko kłamstw nie sprawi, że staną się prawdą.

Razem czy osobno?

 „Profesor Feelgood” to drugi tom serii, który teoretycznie możecie czytać osobno, bez znajomości pierwszego, ze względu na to, że opowiada o innej parze bohaterów. Oczywiście, jest to możliwe. Nie było w pierwszym tomie nic, co powodowałoby braki w historii Ashy i Profesora. Jest jednak inny temat, o którym nie tylko warto, ale wręcz trzeba wspomnieć. To spoilery na temat Eden i Maksa. Jeśli nie czytaliście pierwszego tomu, czyli „Pana Romantycznego” to zepsujecie sobie niesamowitą zabawę podczas jego lektury.

Mnóstwo humoru i emocji

„Profesor Feelgood” to kolejna ogromna porcja humoru od Leisy Rayven. Pewne jest, że zabawnych sytuacji i tym razem nie zabraknie. Będziecie się śmiać, momentami aż do łez. Choć nie tylko. Autorka zadbała o równowagę emocjonalną swoich czytelników. Oprócz śmiechu, znajdzie się miejsce na łzy wzruszenia i momenty chwytające za serce.

Co jeszcze otrzymacie sięgając po drugi tom serii Masters of Love? Niezwykłą, zaskakującą i chwytającą za serce historię. Porywającą i pochłaniającą do granic możliwości. Nie, nie jest to pisanie na wyrost. Kiedy zaczniecie czytać, będziecie mieli problem, żeby się od niej oderwać. A im bliżej końca, tym będzie Wam trudniej. Sama skończyłam czytać o trzeciej  nocy, a może to już będzie nad ranem? Po prostu musiałam znać finał historii o Ashy i Profesorku, którego tożsamości Wam w tej chwili nie zdradzę.

Wysoko zawieszona poprzeczka

Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęskniłam za bohaterami „Pana Romantycznego”, dopóki nie zaczęłam czytać „Profesora Feelgood”. W tym momencie zapragnęłam ponownie utonąć w lekturze pierwszego tomu i jeszcze raz przeżyć na nowo te wszystkie sytuacje związane z Eden i Maxem. I wiecie co? Niedługo do niej wrócę, bo inaczej nie da mi to spokoju. Ta książką wgryzła się we mnie bardziej niż myślałam.

Wydaje mi się, że „Profesor Feelgood” jest jeszcze lepszy niż „Pan Romantyczny”. Choć w kwestii męskich bohaterów, to chyba jednak Max jest nadal moim numerem jeden. Aczkolwiek zaledwie z niewielką przewagą. Drugi tom jest historią bardziej dojrzałą i bardzo mocno emocjonalną. Dużo bardziej zmusza też do przemyśleń, niż miało to miejsce w przypadku pierwszego tomu. Leisie Rayven udało się wysoko ustawić poprzeczkę.

Po przeczytaniu obu książek, marzy mi się, by zobaczyć obie części na dużym ekranie lub chociaż w formie serialu. Być może kiedyś stanie się to faktem. W końcu jest Passionflix i ich rewelacyjne ekranizacje, co udowodnili na przykładzie „Driven” czy ekranizacji serii „Skrzydłowi” Rachel Van Dyken.

Kulturantki objęły powieść „Profesor Feelgood” patronatem medialnym, co oznacza, że już niedługo będziecie mogli wygrać ją w naszym konkursie. Bądźcie czujni.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu