mirror mirror

Znana modelka i aktorka Cara Delevingne zadebiutowała niedawno w nowej roli. W roli pisarki. Napisała, we współpracy z Rowan Coleman, powieść opowiadającą o trudnych okresie dorastania. O czym jest jej książka „Mirror, mirror”? Co sądzę o jej debiutanckiej książce?

„Mirror, mirror” to historia czworga członków zespołu o tej samej nazwie. Red, Naomi, Leo i Rose to grupka londyńskich szesnastolatków, których zbliżyło do siebie granie w kapeli, która powstała w ramach szkolnego projektu. Nie wiadomo kiedy zespół przestał być traktowany jako szkolny eksperyment, a stał się sposobem na życie, ucieczką od problemów szarej codzienności, a jej członkowie stali się dla siebie drugą rodziną. Czy jednak na pewno znają się tak dobrze, jak myślą? Jakie tajemnice skrywają?

Kłamstwa zawsze wyjdą na jaw

Sielanka bohaterów nie trwała jednak długo. Pewnego dnia zniknęła Naomi, nikt nie wiedział, gdzie dziewczyna może przebywać, dokąd mogła uciec. Niepokój wkradł się w serca członków zespołu. Każdego dnia mnożyły się domysły dotyczące zaginięcia nastolatki. Aż przyszedł dzień, gdy wyłowiono z rzeki nieprzytomną Naomi i rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem o jej życie… Co przydarzyło się Naomi? Czy był to typowy gigant i próba samobójcza? Czy może ktoś przyczynił się do zaginięcia nastolatki bo chciał jej śmierci? Kto i dlaczego? 

Muzyka lekiem na całe zło

Cara swoją powieścią wyłamała się ze schematu dotyczącego książek celebrytów – nie zaserwowała nam swojej autobiografii – ale napisała powieść o „młodych i gniewnych”. Autorka wiele wątków zaczerpnęła ze swojego życia (wątek muzyki, grania w zespole, nastoletniego buntu i niezrozumienia), dzięki czemu myślę, że łatwiej było jej skoncentrować się na napisaniu powieści. We współpracy z Rowan Coleman stworzyła powieść, w której każdy nastolatek odnajdzie samego siebie. Ukazała bunt, niezrozumienie, szukanie akceptacji i dochodzenie do prawdy. Pokazała, że wspólna pasja łączy ludzi, a muzyka jest lekiem na całe zło.

W książce nie brakuje narkotyków, alkoholu i głośnych imprez. Nie brakuje również wulgaryzmów. Plus ode mnie za okładkę – w branży mówi się, że żółty nie jest kolorem okładkowym, ale połączenie go z czernią sprawiło, że książka wyróżnia się z tłumu i zachęca, by wziąć ją do ręki.  Kolejnym plusem jest bardzo trafne ukaznie świata nastolatków i ich problemów. Cara nastolatką już nie jest, ale zapewne doskonale pamięta ten  trudny czas buntu. Ja również nastoletnie lata mam już za sobą, a mimo to porwała mnie lektura „Mirror, mirror”. Przypomniałam sobie „szczenięce lata” i problemy z tamtego okresu. To pozycja, nad którą powinien się pochylić każdy współczesny nastolatek.

 

Samotność to jedna z tych rzeczy, których nienawidzę najbardziej na świecie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu: