T.M. Frazier i jej mroczna i niebezpieczna seria „King” powracają w najlepszym stylu. Jesteście ciekawi, co znajdziecie w „Lawless”?

Po oddaniu kamizelki członka klubu Beach Bastards, Bear spędza czas szukając zapomnienia w alkoholu, narkotykach i kolejnych kobietach. Jednocześnie planuje zemstę, bo nie ma zamiaru lekką ręką oddać klubu. Niespodziewanie otrzymuje telefon od Kinga. Przyjaciel informuje go, że ma u siebie pokiereszowaną dziewczynę z niemal różowymi włosami, ściskającą należący do niego pierścień. Nagle wracają do niego wspomnienia sprzed siedmiu lat i spotkania z jedenastoletnią dziewczynką, Thią. Porzuca swoją obecną sytuację, by jak najszybciej do niej dotrzeć. Thia Andrews znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Ma teraz olbrzymie kłopoty, a Bear wydaje się być wg niej jedyną osobą, która może jej pomóc. Nie spodziewa się, że szukając go, wyda na siebie niemal wyrok śmierci.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością T.M. Frazier wzbudziło we mnie mieszane uczucia. „King” nie porwał mnie tak, jak spodziewałam się sądząc po czytanych w Internecie opiniach. Jako, że należę do osób, które nie odkładają książki, dopóki jej nie skończą, czytałam dalej. I to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Wszystko zmieniło się, kiedy zbliżałam się do finału powieści. Przepadłam i nie mogłam doczekać się „Tyrana”, czyli drugiego tomu serii, który również rzucił mnie na kolana. Jednak mimo to, miałam pewne obawy, co zastanę w „Lawless”. W końcu autorka wprowadza nowego głównego bohatera, którego już nieco mogliśmy poznać wcześniej. Na szczęście moje obawy były nieuzasadnione i otrzymałam niesamowicie wciągającą historię, z którą zarwałam noc, nie mogąc się od niej oderwać mimo bardzo późnej godziny.

„Lawless” to historia Thii i Beara. Thia bardzo przypomina mi charakterem poznaną w Kingu Doe, czyli obecnie Ray (ci, którzy czytali “Tyrana” zrozumieją, o co chodzi). To twarda i odważna dziewczyna, która mimo ledwo skończonych osiemnastu lat, miała na swoich barkach utrzymanie rodziny i rodzinnej firmy. A kim jest Bear? To dwudziestoośmioletni były członek gangu motocyklowego, którego szefem jest jego ojciec i facet, który walczy z bólem oraz wspomnieniami o wydarzeniach z przeszłości, nie radząc sobie z nimi. Siedem lat temu, kiedy Thia była jeszcze dzieckiem, ich losy połączyły się i teraz to przypadkowe spotkanie owocuje w dość niespodziewany sposób.

– Nie chcę narkotyków. Chcę, żebyś ty był moim narkotykiem. Spraw, żebym zapomniała, Bear.

 

„Lawless” jest trzecim tomem serii „King”, jednak mimo to można ją czytać osobno, bez znajomości dwóch wcześniejszych. T.M. Frazier zadbała o to, żeby czytelnikom nie zdradzić zbyt dużo na temat historii Kinga i Ray, bohaterów pierwszych dwóch tomów, a jednocześnie osoby te pojawiają się w „Lawless” i biorą udział w toczącej się akcji. Jeśli po lekturze tej historii polubicie styl autorki, możecie śmiało sięgnąć po „Kinga” i „Tyrana”, by uzupełnić swoją wiedzę o bohaterach i zatopić się w znakomitej fabule.

Mrocznie, mocno i brutalnie

Ponownie jest mrocznie, mocno i brutalnie. To ewidentny znak rozpoznawczy tej autorki. Nie są to książki dla każdego. Czytelnicy, którzy lubią raczej lekkie i słodkie romanse, a także nie tolerują nadmiaru wulgaryzmów i ostrego seksu, będą zdegustowani lub zniesmaczeni niektórymi scenami. T.M. Frazier łączy w swoich powieściach romans, sensację, thriller i mnóstwo ciekawej akcji. Tutaj nie ma chwili na nudę. Chwila oddechu, którą autorka funduje bohaterom, oznacza, że za chwilę stanie się coś niebezpiecznego lub zaskakującego. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić czytając „Lawless”.

Wielokrotnie to pisałam i powtórzę jeszcze raz. Kończenie książki takimi cliffhangerami, jaki zafundowała nam po raz kolejny T.M. Frazier powinno być karalne. Z tego też powodu niecierpliwie czekam na kolejny tom serii, czyli „Soulless”, której premiera zapowiedziana jest za nieco ponad miesiąc. Uwierzcie mi, że będziecie mieć podobne wrażenia i oczekiwania.

Nie ma jak pogłębić książkowego kaca jedną książką, a potem doprawić go jeszcze jedną. Właśnie takie combo zafundowałam sobie czytając po sobie książki „Chłopak taki jak ty”, „Niepewność Violet i Luke’a” a na koniec po tym czytając „Lawless”. Moja biedna głowa i serce. Za dużo wszystkiego na raz. A na dodatek chce się więcej. To chyba podchodzi pod masochizm. Przyznaję się bez bicia, ewidentnie jestem książkową masochistką.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy