Jak określić „Przełom”? Chyba najlepszym stwierdzeniem będzie powieść międzygatunkowa. To thriller, sensacja, odrobina science fiction i przygoda w jednym. Historia, która wciąga i wielokrotnie zaskakuje. Zainteresowałam Was?

W głębinach Morza Karaibskiego atomowy okręt podwodny amerykańskiej marynarki wojennej zostaje zmuszony do przerwania rozpoczętej misji. Coś nietypowego związanego z nawigacją zaczyna dziać się wokół nich. Gdy śledczy John Clay próbuje wyjaśnić te dziwne zdarzenia, zaczynają mieć miejsce kolejne anormalne sytuacje. Sprawa, zamiast się wyjaśnić, komplikuje się jeszcze bardziej. W tym samym czasie biolog morska Alison Shaw wraz ze swoim zespołem przy użyciu potężnego systemu komputerowego, przygotowuje się do dokonania epokowego odkrycia. Chcą przetłumaczyć mowę delfinów i podjąć się próby dialogu z drugim pod względem inteligencji gatunkiem na kuli ziemskiej. Jednocześnie na Antarktydzie dochodzi do niespodziewanych trzęsień ziemi oraz zapadania się lodowca, które może grozić wywołaniem wielkiego tsunami. Zajmująca się tym naukowiec, Kathryn Lokke, odkrywa także, że wbrew wcześniejszym prognozom, z niewyjaśnionych przyczyn ubywa wody w oceanach.

John Clay dociera do Alison Shaw, która wydaje się być najlepszą osobą do pomocy w jego sytuacji. Prosi ją i jej zespół o pomoc w odnalezieniu zaginionego w trakcie badań batyskafu. Do tego celu chce wykorzystać delfiny. Kobieta jest sceptycznie nastawiona do współpracy z wojskiem, gdyż kiedyś została przez nich oszukana. Mimo to, decyduje się na współpracę, gdyż Clay wydaje się być osobą, której można zaufać. Okazuje się, że od swoich podopiecznych dowiadują się więcej, niż mogli się spodziewać, gdyż na dnie oceanu odkrywają tajemniczy obiekt, który nigdy nie miał zostać odkryty.

Co wspólnego ma ubywanie wody w oceanach, wstrząsy na Antarktydzie i tajemnicze morskie znalezisko? Komu można zaufać, a na kogo powinni uważać? Kto za to wszystko odpowiada i co właściwie grozi światu?

Nie jestem fanką takich klimatów, jak nie trudno zauważyć, raczej gustuję w literaturze kobiecej, nie gardzę też dobrym kryminałem czy thrillerem. Teoretycznie, ta historia, w żaden sposób nie pasuje do moich zainteresowań. Jednak coś mnie do niej przyciągało, od momentu, kiedy pierwszy raz przeczytałam jej opis. Dodatkowo zachęcała mnie do zapoznania się z nią jej okładka (włączyła się moja wewnętrzna sroka okładkowa). I wiecie, co? Ani przez moment się na niej nie zawiodłam. I jestem zdania, że po jej lekturze będziecie mieć podobne odczucia.

Fabuła w powieści skupia się równolegle na trzech wątkach. Pierwsze z nich to tajemnicze wydarzeniach na Morzu Karaibskim związane z podwodnym okrętem atomowym, które wyjaśnia John Clay. Drugi wątek, to prowadzone przez Alison Shaw próby przetłumaczenia mowy delfinów na ludzki język i umożliwienia werbalnego kontaktu z tym niezwykle inteligentnym gatunkiem. Trzeci zaś, to odkrycia Kathryn Lokke, kierowniczki jednego z wydziałów amerykańskiej agencji naukowo – badawczej, kierującej zespołem biologów, geologów oraz hydrologów. To ona ujawnia tajemnicze i bardzo niebezpieczne zjawiska na Antarktydzie, które mogą przyczynić się do katastrofy na skalę światową, której nie będzie dało się powstrzymać. Pierwsze rozdziały „Przełomu” wprowadzają nas w te trzy tematy. Z pozoru różne, niemające żadnego punktu wspólnego, powinny stanowić niezależne od siebie problemy. Jednak coś je łączy. Coś bardzo tajemniczego, co nigdy nie miało ujrzeć światła dziennego. Coś, co może stanowić olbrzymie zagrożenie i wywołać światowy kryzys.

Te pierwsze rozdziały, budują napięcie. Dotykają tematu, zostawiając czytelnika z zagadką, w żaden sposób jej nie wyjaśniając. Chcecie wiedzieć, jakie jest jej wyjaśnienie? Czytajcie książkę dalej. Wszystkie wątki się łączą, dając ciekawe zakończenie. Michael C. Grumley potrafi budować napięcie i w krótkim czasie wciągnąć czytelnika by nie przerywał lektury. Wielokrotnie stosuje interesujące i zaskakujące zwroty akcji. Jeśli myślicie, że wiecie jak rozwinie się sytuacja, zapewne się mylicie. Autor już o to zadbał.

– Hej, John. To czym właściwie się zajmujesz w marynarce, jeśli można spytać?

Clay uniósł brwi.

– Można. Pracuję w tak zwanym wydziale do spraw specjalnych.

– To nie jest jedna z tych grup „wtedy musiałbym cię zabić”, prawda?

Clay roześmiał się.

– Nie. Prowadzimy śledztwa w szczególnych przypadkach, zwykle wykraczających poza standardowe działania marynarki.

– A czego one dotyczą? – Lee był zaciekawiony.

– Większość informacji jest zastrzeżona, ale najczęściej chodzi o usterki techniczne albo problemy z komunikacją. Na przykład dwa systemy używają nachodzących na siebie częstotliwości i całość nie działa jak powinna. Nic szczególnie ciekawego.

Michaelowi C. Grumleyowi udało się wykreować naprawdę ciekawe postaci. Są wyraziste, nie irytują swoim zachowaniem, a jednocześnie nie robi z nich półbogów czy następców MacGyvera, którzy potrafią uratować się z każdej sytuacji budując helikopter ze spinacza i gumki recepturki. Są zwykłymi ludźmi, mającymi również wady, a ich działania są odpowiednio umotywowane. Odkrywane przez nich tajemnice zostawiają czytelnika ze zdziwieniem i zaskoczeniem. Smaku całości dodaje jeszcze polityczne tło toczących się wydarzeń, które odgrywa tu również ważną rolę.

„Przełom” to pierwsza część czterotomowego cyklu. Mam nadzieję, że pozostałe tomy zostaną również wydane, gdyż polubiłam styl autora i bardzo chętnie poznam kontynuację tej niezwykłej historii.

Kulturantki z przyjemnością objęły „Przełom” patronatem medialnym. A co to oznacza dla Was? Będziecie mogli wkrótce wygrać egzemplarz tej powieści i sami przekonać się, o co tyle szumu.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy