O II wojnie światowej napisano wiele książek. Wydawałoby się, że z tematu wyssano już wszystkie soki. Tymczasem nie.

Istnieją publikacje, które przedstawiają lata 1939-1945 z brutalną dosłownością. Walą między oczy opisami niewyobrażalnego okrucieństwa. Jednak nie zawsze wszystko musi być powiedziane wprost. Ja wolę to co między wierszami. Dlatego napiszę o kilku bardzo różnych książkach, które łączy jedno – dotykają problematyki wojennej odrobinę inaczej, niż jest to przyjęte.

„Anna i Pan Jaskółka”, Gavriel Savit

Całkiem niedawno wyszła kolejna powieść o czasach Zagłady „Anna i Pan Jaskółka” pióra Gavriela Savita. Tym razem autorowi bliżej do aktora i piosenkarza niż pisarza, ale „Anna (…)”, choć momentami nieco przefilozofowana, okazała się zaskakująco dobra, a przynajmniej niezła. Jest napisana ładnym językiem; prostym i klarownym (czyżby lwia część pracy przypadła „dla odmiany” redaktorowi?). Dobrze się ją czyta.

Na szczęście Savit nie bawi się w martyrologię. O tragicznych przecież czasach pisze w spokojny, zrównoważony sposób, decydując się na konwencję baśni. Ucieczce Anny przed wojną towarzyszy atmosfera tajemnicy chwilami ocierającej się o magię. Zwłaszcza w odniesieniu do zagadkowego Pana Jaskółki. Pod tym względem książka przypomina mi trochę „Rudego czarodzieja”, przepiękną powieść Lisy Goldstein sprzed kilkunastu lat, również poświęconą podobnej tematyce. Przypomina, ale nie dorównuje. Mimo to z czystym sumieniem mogę zachęcić do przeczytania „Anny i Pana Jaskółki”. Na pewno nie będzie to stracony czas.

„Złodziejka książek”, Markus Zusak

Inną pozycją literacką, którą mogę gorąco polecić każdemu, jest „Złodziejka książek” Markusa Zusaka. Wpadła mi w ręce niedawno i z miejsca zachwyciła. Nie jest nowością; na rynku ukazała się ponad 10 lat temu, ale w 2013 r. przeżyła drugą młodość dzięki fantastycznej ekranizacji w reżyserii Briana Percivala. W rolę Liesel Meminger, czyli tytułowej złodziejki książek, wcieliła się kanadyjska aktorka Sophie Nélisse. Decyzja Percivala dotycząca obsady, szczególnie w przypadku Nélisse, okazała się strzałem w dziesiątkę. Filmowa Liesel jest niemal wierną kopią literackiej. Dokładnie tak ją sobie wyobrażałam, czytając książkę. Liesel jest ciekawą świata, bystrą dziewczynką. Jednocześnie wrażliwą i silną. Nie daje sobie w kaszę dmuchać, ani kolegom ze szkoły, ani dorosłym. Takie bohaterki lubię najbardziej.

W „Złodziejce książek” ujęło mnie poczucie humoru autora. Zusak udowadnia, że można pisać o wojnie dowcipnie, nie będąc przy tym niesmacznym. Między innymi dlatego powieść jest wyjątkowa. Trzeba mieć talent, żeby przy tak dramatycznym temacie nie popaść w banał i pompatyczność. Zusak nie ucieka się do tanich chwytów literackich, które dostarczają „igrzysk”, natomiast same w sobie przedstawiają mierną wartość literacką. Prezentuje wysoki poziom na wielu płaszczyznach, nie tylko językowej. Tworzy wspaniałe, żywe, bardzo plastyczne postaci. Buduje fabułę na tyle sprawnie, że opowieść porywa czytelnika już na wstępie i mocno trzyma w napięciu aż do samego końca. Do tego wszystkiego „Złodziejka (…)” jest przyjemnie grubą księgą. W sam raz na długie, chłodne i deszczowe jesienne wieczory.

„On wrócił”, Timur Vermes

W 2012 r. wydano książkę Timura Vermesa o Hitlerze, ale nie o II wojnie światowej. Można? Można. Moją pierwszą reakcją na tę publikację było pełne niedowierzania „wow”. „On wrócił” jest satyrą na celebrę celebryckości, tak charakterystyczną dla dzisiejszych czasów. Hitler został potraktowany dość instrumentalnie. Przeniesiony do współczesnego świata, ma za zadanie jedynie zobrazować pewien mechanizm działania kreowany przez mass media. I robi to popisowo, obnażając cały nonsens medialnej fabryki pseudogwiazd.

Książka zaczyna się ciekawie. Hitler budzi się w 2001 r., w Niemczech, i nie może zrozumieć, jak to się stało. Oczywiście nikt nie wierzy w jego autentyczność, niemniej robi takie wrażenie swoim „podobieństwem” do dyktatora z ubiegłego wieku, że zostaje gwiazdą programu telewizyjnego, w którym „udaje” samego siebie.

Powieść Vermesa jest okraszona absurdalnym poczuciem humoru, które zdecydowanie do mnie przemawia. Problemem staje się czytanie jej w środkach komunikacji miejskiej. Nie da się przy niej nie śmiać.

Opisane przeze mnie książki pokazują, że mówienie o trudnych sprawach na różne sposoby, przyglądanie się im z różnych perspektyw, jest możliwe. I to chyba najfajniejsze w wolności słowa. Dzięki niej można patrzeć daleko poza horyzont.