Po pierwszych stronach „Ptaka o zatrutych piórach” nie byłam w pełni przekonana do tej powieści, jednak rozwijająca się akcja i zaskakujące zakończenie, zniwelowały moje wątpliwości. Zapraszam do lektury recenzji tej wciągającej historii.

Miliarder Charles Merrick kończy odsiadywać ośmioletni wyrok za oszustwa finansowe dokonane na stworzonych przez niego funduszach inwestycyjnych, w których swoje oszczędności straciła rzesza ludzi. Na miesiąc przed końcem wyroku Merrick udziela wywiadu dziennikarce z czasopisma „Finance”. Daje w nim do zrozumienia, że na tajnym koncie bankowym, mimo tylu lat odsiadki, zgromadził ogromną fortunę. W spokojnym, wręcz zapomnianym miasteczku Niobe, w którym znajduje się więzienie, zaczynają pojawiać się tajemnicze osoby, czekające na niego niczym rekiny na swoją ofiarę. Jednym z oszukanych jest emerytowany sędzia Hammond Birk, który uratował życie hakerowi, Gibsonowi Vaughnowi, kiedy ten był jeszcze nastolatkiem. Gdy sędzia wysyła w tej sprawie do Gibsona list, ten postanawia spłacić honorowy dług i odzyskać stracone przez sędziego oraz jego bliskich pieniądze. Jednak nie tylko Vaughn jest na tropie ukrytej ogromnej fortuny Merricka. Pojawiają się kolejne osoby, które z bliżej nieznanych Gibsonowi powodów, pragną przejąć te pieniądze. Na liście przeciwników hakera znajdują się m.in. znerwicowany były więzień, barmanka o tajemniczej przeszłości, chiński szpieg – wędkarz, a także grupa najemników pod wodzą tajemniczej, ukrywającej się osoby. Gibson musi wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, by ich wyprzedzić. Rozpoczyna się walka z czasem, bo nikt nie wie gdzie ukryte są pieniądze, a ich właściciel wkrótce opuści więzienne mury. Kto jest wrogiem, a z kim można pójść na układ? Czy Vaughnowi uda się spłacić dług i jednocześnie ocalić życie?

Początkowo miałam problem w zorientowaniu się, o co dokładnie chodzi w całej historii. Przydługi wstęp był nieco nużący, a ciągnął się właściwie do około setnej strony. W tym czasie autor wprowadzał kolejnych bohaterów pragnących zdobyć dla siebie fortunę ukrytą przez biznesmena. Nie od razu jednak zorientowałam się, kto jest kim i jaka będzie jego rola w całej historii. To autor ujawniał powoli, stopniowo dawkując informacje i zwiększając napięcie. Oczekiwanie jednak opłacało się. W pewnym momencie akcja ruszyła niczym koń z kopyta i nie pozwalała się oderwać aż do ostatnich stron.

Autor wielokrotnie wprowadził nieoczekiwane zwroty akcji, które wywoływały zamieszanie w prowadzonym przez naszych bohaterów śledztwie i próbie zdobycia skradzionych przez Merricka pieniędzy. Pojawiające się osoby okazują się być kimś innym, niż ci, za których się podają. Każda z pojawiających się w powieści postaci ma swoje zadanie. Nawet ten, który z pozoru stanowi wyłącznie tło dla ważniejszych wydarzeń. Im bliżej finału, tym więcej się rozjaśnia, jednocześnie zaskakując. Autor nie szczędzi czytelnika nawet na ostatnich stronach powieści.

[…] sprawa Charlesa Merricka szybko stała się ujściem dla kipiącej w nim furii. Zrobił to, co planując włamanie robił zawsze: niepostrzeżenie wkradał się w jego życie. Zadanie ułatwiła mu celebrycka popularność faceta. Napisano o nim tyle, że można by tym wypełnić niejedną bibliotekę i Gibson szybko zanurzył się w morzu szczegółów i niuansów. Szukał słów kluczy, układał listy detali biograficznych, przesiewał dane, szukając zwyczajów i wzorów zachowań definiujących jego życie.

 

Matthew Fitzsimmons zastosował w powieści trzecioosobową narrację. Daje to efekt pełnego obrazu sytuacji. Wiemy zarówno co planuje i robi Gibson Vaughn czy też inne osoby chcące przejąć zgromadzoną przez Charlesa Merricka fortunę, jak i sam Merrick, spędzający za murami więzienia swoje ostatnie chwile. Krótkie rozdziały oraz przeplatanie obserwowanych bohaterów dodają całości dynamiki. Wprowadzają także dreszczyk emocji, niepewność, zawieszenie informacyjne czy element grozy.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu