Zdecydowałam się sięgnąć po książkę „Dziewczny chcą się zabawić” pomimo tytułu, który nie jest zbyt trafiony. Przekonała mnie informacja, że akcja toczy się w Łodzi — mieście, do którego przyjechałam na studia i „wsiąknęłam” w jego klimat. Jedni to miasto kochają, inni nienawidzą. Nikogo nie pozostawia dzisiaj obojętnym. Czy tak było zawsze? 

Tytuł opisywanej dzisiaj przeze mnie książki sugeruje lekką opowieść. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom — w tej książce nie ma lekkości. Są za to sprawy prawdziwe i ważne, podane czytelnikom bez cukru i owijania w bawełnę.

Łódzkie dziewczyny

Już od pierwszych stron powieści wiadomo, że nie będzie słodko. Opisy likwidowania łódzkiego getta są szczegółowe, prawdziwe i bardzo plastyczne. Oś książki stanowi wątek czterech nastoletnich przyjaciółek, którym przyszło dostarać w ponurej i biednej Łodzi. Dziewczyny jednak widzą swoją przyszłość w jasnych barwach. Marzą o wielkiej sławie, dlatego też zakładają zespół. Amelia Kosowska (imię otrzymała po amerykańskiej pilotce Amelii Earhart), Monika Pielgrzym, Paulina Sarnecka i Iza Srebrzyńska próbują przygotować się do dorosłego życia i podbić świat. Każda z nich miała skomplikowane dzieciństwo, nic więc dziwnego, że i lata nastoletnie nie są dla nich bułką z masłem. Ich dorastanie przypadło na czas, gdy w sklepach królowały puste półki, na towar czekało się w kolejkach całą noc i dokładnie liczyło każdą złotówkę. Nie przeszkadza im to jednak marzyć o miłości, sławie, jeansach i kolekcji kaset zagranicznych wykonawców.

Ja opisywany czas znam tylko z opowieści rodziców — jestem dzieckiem lat 90-tych, więc mam to szczęście, że znam jeszcze z autopsji balonówki z Donaldem kupowane w kiosku Ruchu i zabawy na trzepaku. Dzieciństwo nie kojarzy mi się tylko z oglądaniem bajek na tablecie i graniem w komputerowe gry. Puste półki to dla mnie abstrakcja, tak samo jak stwierdzenie, że „czekolada to towar luksusowy”.

Młodość to wiara i marzenia

„Dziewczyny chcą się zabawić” to historia utraconego dzieciństwa i młodości. Główne bohaterki szybko przekonują się na własnej skórze, że za młodzieńcze zauroczenie czasami trzeba zapłacić wysoką cenę, a sam talent i marzenia nie wystarczą, aby odnieść sukces. Ale czasami młodzieńcza siła i wiara może zdziałać cuda…

I tak się to zaczęło. Ich przyszłość, ich kariera, wisiały w powietrzu. Los zetknął dziewczyny ze sobą, bo wielka sława najwyraźniej była im pisana.
Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Historia rozpoczyna się w 1944 roku, w czasie likwidacji łódzkiego getta. Wydarzenia te będą co jakiś czas przewijać się w powieści i zabarwiać ją smutkiem utraconej miłości. Później okaże się, że to niezwykle istotny wątek.  Jednak zdecydowana większość fabuły skupia się na przełomie lat 80. i 90., gdy główne bohaterki są zbuntowanymi nastolatkami.
Jeśli dziewczęta czegoś pragną, nie ma na ziemi takiej siły, która mogłaby je powstrzymać. Miały wszystkie atuty w ręku. Były młode, piękne i nie bały się tego, co inni o nich powiedzą. Nie wiedziały, że były o krok od sukcesu, bo nie bały się porażki. Żyły tym młodzieńczym przekonaniem, że mogą wszystko. Musi upłynąć jeszcze mnóstwo czasu, zanim zrozumieją, że jednak wszystkiego nie mogą, że nie to miejsce, nie ten czas i nie te lata.

Obraz Łodzi — symbolu polskiego włókiennictwa

W Łodzi, do której przenoszą nas Izabela Szolc i Adrianna Michalewska można zaobserwować wiele przemian. Autorki pokazały bardzo zróżnicowany obraz polskiego społeczeństwa — od profesorskich domów do zwykłych robotników, którzy z dnia na dzień stracili pracę i  nadzieję na lepsze jutro. Przeczytamy o dramacie wielu Łodzianek – włókniarek, pracownic fabryk, które nie mają szans na znalezienie pracy i marnują najlepsze lata w czterech ścianach domów.

Dziewczęta, mimo różnic w pochodzeniu i charakterach oraz trudnej przełości, zjednoczyła przyjaźń i pasja. Młode dziewczyny wraz z tajemniczym i atrakcyjnym Robertem, spędzały wolny czas w opuszczonej kamienicy, ćwicząc grę oraz śpiew i chcąc zostać drugą Madonną.

„Dziewczyny chcą się zabawić” to opowieść o życiu w Łodzi pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, w czasie, gdy Polska rodziła się na nowo, a wraz z nią dorastało pokolenie przerażone nadchodzącymi zmianami. Historia upadających fabryk i ogromnego bezrobocia, wielkich możliwości i gwałtownych zmian politycznych. Opowieść o marzeniach i bolesnych rozczarowaniach. Opowieść o prawdziwym życiu w Łodzi.

Na zakończenie dodam, że bardzo podoba mi się okładka — utrzymana w minimalistycznym stylu, a oddająca sedno powieści. Młoda dziewczyna i samoloty to strzał w dziesiątkę. Ujęła mnie i rozbudziła moją wyobraźnię.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: