fot. Dariusz Zaród
fot. Dariusz Zaród

Z wielką przyjemnością zachęcamy do lektury kolejnej inspirującej rozmowy. Tym razem miałam okazję poznać kulisy powstania książki, która zrobiła na mnie duże wrażenie – „Znów nadejdzie świt”. Co o niej i całej trylogii mówi sama autorka, Pani Anna J. Szepielak?

Podczas lektury książki „Znów nadejdzie świt” nie zdawałam sobie sprawy, że jest ona częścią małopolskiej trylogii rodzinnej. Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad występującymi w książkach bohaterkami, to faktycznie były nawiązania do przeszłości przyjaciółek Elwiry. Czy od razu planowała Pani trylogię? Czy osoby, które pojawiają się w każdej z książek były zaplanowane od samego początku?

Początkowo cykl miał się składać tylko z dwóch tomów opisujących rodzinne tajemnice dwóch przyjaciółek: Marty i Joanny. Jednak już w trakcie pracy nad „Młynem nad Czarnym Potokiem” na kartach powieści pojawiła się także żywiołowa Elwira. Jej postać spodobała mi się tak bardzo, że od razu postanowiłam poświęcić jej trzeci tom. Już wtedy wiedziałam, że każda powieść w cyklu będzie miała nieco inny charakter, właśnie ze względu na główne bohaterki. Postaci wątków historycznych nie były na początku zaplanowane zbyt dokładnie. Powstawały w zasadzie „na bieżąco”.

Akcja trylogii rozgrywa się w Małopolsce, Pani rodzinnych stronach. Jest to obrazem sentymentu dla tego regionu? Czy pojawiają się w książkach wspomnienia z Pani dzieciństwa?

Decydując się na opisanie historii rodzinnych, musiałam umieścić akcję książek w środowisku najlepiej mi znanym. To pomogło mi wiarygodnie wykreować bohaterów i świat przedstawiony. Małopolska to moja „mała ojczyzna”, zatem w tym przypadku wybór był oczywisty, mimo że każdy region Polski ma ciekawe tradycje, obyczaje, gwarę i historię. Fabuła cyklu to fikcja literacka, ale jak większość autorów powieści, pisząc, czerpię także z własnych wspomnień oraz doświadczeń różnych znanych mi ludzi. Podczas pracy nad ostatnią powieścią dużo przyjemności sprawił mi na przykład powrót do czasów lat dziecinnych, czyli do PRLu. Dla nas – dzieci tamtej epoki, to najczęściej nie był bardzo trudny historycznie czas, lecz po prostu zwykłe życie wypełnione zarówno codziennym trudem, jak i wspaniałymi zabawami.

Czy wszystkie części trylogii powstawały mniej więcej tak samo długo, czy któraś pochłonęła więcej czasu?

Proces wydawniczy ma swoje surowe prawa i konkretne terminy. Dlatego każda z powieści powstała około dwunastu miesięcy – począwszy od pierwszego pomysłu, poprzez zbieranie materiałów, dokumentowanie, wymyślanie wątków, aż po napisanie ostatniego zdania i odesłanie tekstu do wydawnictwa. Nie jest to łatwe, kiedy tworzy się wątki historyczne, one wymagają bowiem więcej pracy. Jednak pragnienia Czytelników, by jak najszybciej przeczytać kolejną część musiały zostać spełnione.

W książce „Znów nadejdzie świt” jest wiele miejsca na domysły i niedopowiedzenia. Szczególnie tajemnicza jest osoba Karoliny i czas jej pobytu na dworze, który najbardziej jest owiany tajemnicą. W trakcie czytania łatwo się domyślić, że Antonina i Franciszka nie są rodzonymi siostrami, ale przebieg zdarzeń tamtego okresu nie jest do końca jasny. Jak wyglądały one oczyma samej autorki?

fot. Dariusz Zaród
fot. Dariusz Zaród

Wszystkie moje powieści charakteryzują się tym, że Czytelnik nie jest tylko biernym odbiorcą treści, któremu wszystko podaje się na srebrnym talerzu w postaci łatwostrawnej papki. Sama nie lubię takich książek. Moi Czytelnicy, podobnie jak ja i moje bohaterki, mają szansę stać się częścią świata, o którym czytają. W niektórych powieściach daję im większą wiedzę o wydarzeniach z przeszłości niż mają moje bohaterki, co pozwala im śledzić akcję z innej perspektywy (np. we „Wspomnieniach w kolorze sepii”). W innych Czytelnik musi sam wykonać pewną pracę detektywistyczną, by wszystko poskładać w pasującą do siebie całość. Nie inaczej jest w najnowszej książce pt. „Znów nadejdzie świt”. Uważny Czytelnik znajdzie w tekście wszystkie niezbędne wskazówki, aluzje, rzucone mimochodem uwagi czy pozornie nieważne rekwizyty, które pomagają odkryć prawdziwy przebieg zdarzeń. I jestem zachwycona, gdy dowiaduję się od moich Czytelników, jaką satysfakcję im to sprawia. Nie mogę zatem zdradzać szczegółów fabuły. Jak wyglądało dzieciństwo Karoliny we dworze? Strzępy jej zwierzeń pozwalają stworzyć dość dramatyczny dla osieroconego dziecka obraz. Czy Frania i Antosia są rodzonymi siostrami? Cóż… nawet ich rodzice nigdy o tym na głos nie rozmawiali, ale przecież każde z nich znało prawdę. Jaką? Każdy musi sam odczytać to na kartach mojej powieści.

„Znów nadejdzie świt”, „Wspomnienia w kolorze sepii” i „Młyn nad Czarnym Potokiem”, to książki w których akcja rozgrywa się równocześnie z ważnymi wydarzeniami dla Polski i regionu małopolskiego. Czy w trakcie pisania był najpierw zarys fabuły, do której dopisane były poszczególne daty w historii, czy na odwrót – do historii Polski była dopisana akcja?

Wydarzenia z życia moich bohaterek zawsze miały pierwszeństwo. Wielka historia toczyła się w tle ich zwykłego życia. Nieco wyjątkowe pod tym względem są  „Wspomnienia w kolorze sepii”, ponieważ wątki historyczne były inspirowane losami osób, którym przyszło żyć w wyjątkowo tragicznych czasach. By zrozumieć moje bohaterki, musiałam pozwolić na przeplatanie się fikcji z prawdziwą historią, o której czytałam w różnych dokumentach i publikacjach lub o której usłyszałam od moich dziadków. To pozwoliło mi stworzyć spójną opowieść, w której zwykłe życie mieszało się z wielką historią.

Marzyła Pani o Wyższej Szkole Teatralnej, a jest pedagogiem, dlaczego? Czy są chwile, kiedy Pani żałuje podjętej decyzji o zmianie kierunku życiowej drogi?

Ależ skąd! Myślę, że Opatrzność dobrze wiedziała, jak mną pokierować. Cieszę się jednak, że poszłam na egzaminy wstępne, choć nie miałam wielkich szans, bo w tamtych czasach startowało podobno 28 osób na jedno miejsce w Szkole Teatralnej. Nie zdałam tych egzaminów, ale dzięki temu odnalazłam inną ciekawą drogę zawodową. Myślę, że każdy młody człowiek powinien próbować spełniać swoje marzenia zawodowe, by kiedyś nie zastanawiać się „co by było, gdyby…”. To właśnie mówiłam zawsze moim wychowankom, którzy wahali się, podejmując decyzje o swojej przyszłości. Pozorna klęska może się bowiem okazać początkiem sukcesu.

Czytając książkę miałam wrażenie, że cofam się w czasie, ogarnęło mnie uczucie sentymentu i poczułam sielską atmosferę wsi. Na podstawie lektury można wysnuć wniosek, że autorka również lubi, kiedy życie toczy się z dala od zgiełku miasta. Jest tak?

Oczywiście. I na szczęście nie jestem w tym odosobniona. Coraz więcej ludzi docenia spokojne życie na uboczu i pewien rodzaj powrotu do natury. Dzisiaj nosi to modną nazwę „slow life”. W naszych małych tradycyjnych zaściankach poukrywanych w różnych regionach Polski nazywa się to po prostu spokojnym życiem.

Trochę w nawiązaniu do poprzedniego pytania. Jak wyobraża sobie Pani idealne miejsce, w którym chciałaby zamieszkać?

Kiedyś wydawało mi się, że takie idealne miejsce jest jak dworek pani Połanieckiej z powieści Henryka Sienkiewicza – pola, łąki, dom z historią, ciepły kominek i szczęśliwi domownicy. Dziś myślę, że idealne miejsce tworzą właśnie ludzie wokół nas. To oni są najważniejsi, choć przyznaję, że przyjemniej byłoby mieszkać w domku pod lasem niż w bloku z wielkiej płyty. Najważniejsze jednak, by czuć się u siebie.

Małopolska trylogia rodzinna została już napisana i wydana w całości. Czy kolejne literackie przedsięwzięcie będzie także kilkuczęściowe? Wiele czytelniczek z utęsknieniem czeka na kolejne Pani książki.

Zachwyt moich Czytelniczek rzeczywiście bardzo motywuje mnie do pracy. W moich planach na przyszłość jest miejsce na całkowicie historyczną powieść i nie wykluczam, że będzie to także pewien cykl. W najbliższym czasie mam jednak dla moich Czytelników małą niespodziankę. Już w 2016 roku ukaże się wznowienie mojej debiutanckiej powieści („Zamówienie z Francji”), która została przed laty bardzo ciepło przyjęta. To drugie wydanie zostało przeze mnie gruntownie poprawione i w związku z tym ukaże się pod nieco zmienionym tytułem. Historia Ewy – zwariowanej fotograficzki, która poleciała do Prowansji, by tam spotkać swoje przeznaczenie – zaczęła powstawać ponad piętnaście lat temu, gdy jeszcze nie sądziłam, że kiedykolwiek opuści szufladę mojego biurka. Dlatego uznałam, że zanim napiszę dalszy ciąg tej opowieści, o który Czytelniczki często pytają mnie w e-mailach, muszę odświeżyć tę historię, by oba tomy były ze sobą spójne. Mam nadzieję, że Czytelnicy, którzy jeszcze nie znają losów Ewy, znajdą w tej lekkiej opowieści dobrą rozrywkę. A Ci, którzy już kiedyś dali się uwieść tej małej niepozornej blondyneczce, z chęcią wrócą do jej świata i poznają dalsze losy jej rodziny.

Bardzo dziękuję za rozmowę!


fot. Dariusz Zaród
fot. Dariusz Zaród

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          Anna J. Szepielak – pochodząca z Małopolski pisarka, która zadebiutowała w 2010 roku. Z wykształcenia jest nauczycielką. Autorka takich książek jak „Zamówienie z Francji”, „Dworek pod Lipami”, „Młyn nad Czarnym Potokiem”, „Wspomnienia w kolorze sepii” i „Znów nadejdzie świt”. W swoich powieściach stara się, aby czytelnik nie był tylko biernym odbiorcą. Autorka blogów „Zaściankowe pisanie” i „Zaściankowe slow life, czyli o tym i owym”. W jej dorobku znajdują się także publikacje dotyczące oświaty, artykuły i recenzje książkowe.