Wiem, że się powtórzę, ale uwielbiam książki z akcją w XIX wieku! Kolejny raz przekonałam się, że umiejętnie stworzona fabuła, czyni ten czas wyjątkowym. Czytając „Rozalię” Magdaleny Wali po prostu odpłynęłam z wyobraźnią. Fantastyczna akcja i bohaterowie, tajemnice, namiętności, zdrady i duchy. O jak bardzo bym chciała, by autorka dopisała kolejną część…

XIX wiek to dla Polaków trudny i bolesny rozdział w historii i nie można tego nie odczuć podczas lektury tej powieści. Emigracje, powstania, wewnętrzne napięcia stanowią istotny element tła „Rozalii” jednak nie są one jedynym istotnym aspektem książki. Całość jest naszpikowana intrygami, miłosnymi uniesieniami, które w połączeniu z powstańczymi porywami tworzą pełną emocji całość.

Ucieczka przed małżeństwem

Główną bohaterką jest Rozalia, nastolatka, której ojciec chce wydać córkę za mąż za obleśnego Rosjanina. Rzekomo to własnie on może decydować o losie brata Rozalii. Żeby uniknąć strasznego losu dziewczyna razem z matką potajemnie udaje się do swojej siostry w Czarnowcu, gdzie chce znaleźć schronienie. Wkrótce zapada decyzja o tym, że wyjedzie do dworu pod przykrywką damy do towarzystwa dla swojej rówieśniczki.

I właśnie tam dzieje się najwięcej. Rozalia poznaje klan kobiet o wyjątkowo zróżnicowanych charakterach. Jest świadkiem rozmów, które nie dają jej spokoju i domyśla się, że dwór, tak samo jak jego mieszkańcy skrywa wiele tajemnic…

Wśród intryg, manipulacji i pierwszych uczuć

Im bardziej zagłębiamy się w lekturę, tym bardziej jesteśmy ciekawi tego, co będzie dalej i jak potoczą się losy Rozalii. Do tego dochodzą pierwsze miłosne uniesienia, pełne grozy momenty, przyjaźnie i sekrety. Są one uzupełnione o wiele pogańskich wierzeń i tradycji, jakich nie brakuje na wsi, co w kontraście z życiem dworu dodaje całości smaczku. „Rozalia” to jedna z tych książek, w których zakochałam się od początku do końca. Dopiero w trakcie czytania zorientowałam się, że Magdalena Wala wcześniej napisała książkę poświęconą siostrze Rozalii. Jednak wcześniejsze wydarzenia nie mają wpływu na znajomość fabuły. Jednocześnie daje to nadzieję na to, że autorka być może stworzy kolejną powieść, w której bohaterką będzie kolejna dziewczyna, występująca na kartach powieści. Kto wie, być może na rynku pojawi się na przykład tytuł „Julianna”?

„- Po co to? – zapytała szeptem Juliannę.

– Żeby czarownice nie miały dostępu do krowy i nie mogły zabrać jej mleka – poważnie oświadczyła. – Taki przesąd, ale zazwyczaj nikomu krzywdy nie robi. Jeszcze gospodynie na próg sypią mak.

Rozalię dziwiło, że chłopskie rodziny, w których zazwyczaj się nie przelewało, marnują mak. Wyjaśnienie było proste. Wiedźma miała się zająć zbieraniem ziarenek, dzięki czemu nie zdoła na czas odebrać krowom mleka. Poświęcono mak, by zapewnić pomyślność i byt rodzinie, a zwłaszcza najmłodszym jej członkom”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: