Moi bliscy i znajomi doskonale wiedzą, jak bardzo fascynuje mnie kultura Starożytnego Egiptu. Właśnie przez moje zainteresowania „Psy Egiptu” autorstwa Bogusława Chrabota, redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” są książką, której premiery nie mogłam się wprost doczekać. Przeczytałam ją zaledwie w jeden dzień, spragniona wiedzy na temat dalszych losów jej bohaterów.

Autor bardzo dokładnie obrazuje starożytną rzeczywistość i rzuca czytelnika w wir wielkich intryg otaczających faraona, kapłanów i urzędników. Niezwykła przygoda, morderstwa, porwania, śledztwo i próba zmiany władzy – to wszystko znajdziecie w „Psach Egiptu”. Co ciekawe, pomimo tego, że jest to powieść, przewija się w niej wiele elementów historycznych, a osoby pojawiające się na kolejnych stronach nie raz naprawdę istniały. Ponieważ znam trochę koleje państwa faraonów, były zdarzenia, które potrafiłam gdzieś umiejscowić lub gdzieś o nich słyszałam. Stały się doskonałym podkładem dla fabuły. Miejscami jest ona nieco zawiła i można się w niej zgubić, ale tu przyszedł z pomocą Pan Chrabota. Na końcu książki zamieszczony jest spis postaci, łącznie z tym, kto jaką rolę odgrywał i kto rzeczywiście jest obecny w historii Egiptu.

Akcja rozpoczyna się momencie kiedy Egiptem rządzi Amenhotep. Cierpi on na chorobę zębów, dlatego chce sprowadzić posąg Szawuszki z Niniwy, która leczy tego typu schorzenia. Posąg ma przybyć wraz z kolejną żoną, córką Tuszratty, Taduhepą. W zamian Tuszratta ma gwarancję sojuszu z faraonem w razie ataku Hetytów oraz dostaje egipskie złoto.  Posłowie Amenhotepa i Tuszratty mają spotkać się w Megiddo. Tam też po księżniczkę i posąg ma przyjechać królewski poseł – Mane. Kiedy wszystko zdaje się układać pomyślnie, w tajemniczych okolicznościach Mane zostaje zamordowany w swojej komnacie w Megiddo, posąg zostaje skradziony, a Taduhepa porwana. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że na Mane została rzucona klątwa kapłanki, a za pozostałymi zbrodniami stoją Hetyci. Jednak bardzo szybko okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i zaplanowana…

Świadkiem wydarzeń jest młody chłopak Tut, który usiłuje rozwiązać tajemnice. Jako niemowlę był znaleziony przez kapłanów Anubisa w koszu unoszącym się na Nilu. Do Magiddo przybył razem z Mane i jako ostatni widział go żywego, co rzuca na niego cień podejrzeń. Jednocześnie w Tebach faraon nie opuszcza już z bólu komnaty, a jego żona planuje inną intrygę…

„W jego krajach panował dostatek i pokój, ludzie żyli zasobnie i bezpiecznie. Nil wylewał regularnie, a ziemia przynosiła plon stukrotny. Słońce świeciło nad krajem faraonów nieprzerwalnie i nikt z żywych nie miał wątpliwości, że ten czas powszechnej szczęśliwości nigdy się nie skończy. Ale bogowie chcieli inaczej. […] A wybrańcy bogów, którzy znali tajemnicę, malowali białą farbą wypełnione błotem usta i chowali się w zaciszu domów. Tam modlili się przerażeni do domowych figurek bóstw i rwali ze strachu włosy. Ani jeden krzyk, wołanie ani szept o potwornościach, które miały się wydarzyć, nie wyszedł z ich ust, bo wyjść z woli bogów nie mógł.”

Jak powiedziałam, „Psy Egiptu” przeczytałam bardzo szybko. Niewiele powieści jest poświęconych Starożytnemu Egiptowi, dlatego cieszę się, że książka ta znalazła się moich rękach. To doskonała, trzymająca  napięciu opowieść przeniesiona w odległe i niezwykle ciekawe czasy. Dzięki dokładnym opisom autora, czytelnik widzi wydarzenia oczyma bohaterów. Epoka jest przedstawiona w sposób tak szczegółowy, że otwierając książkę, można doznać prawdziwego cofnięcia się w czasie.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka

wydawnictwo zysk i s-ka