Na początek nowego roku zapraszam Was na recenzję debiutanckiej powieści Katarzyny Mak, którą Kulturantki objęły patronatem medialnym, a na którą to warto zwrócić uwagę. Dwadzieścia minut do szczęścia to nieco bajkowy romans, pełny humoru i zabawnych sytuacji.

Michalina Zawadzka nigdy nie miała łatwego życia. Jej rodzice umarli, kiedy była mała i wychowywała ją babcia. Po jej śmierci boryka się z problemami finansowymi oraz darem ściągania na siebie kłopotów. Jest impulsywna, brakuje jej pewności siebie i wciąż zadręcza się pytaniem, czy za jej problemy odpowiadają geny odziedziczone po rodzicach, o których babcia nigdy jej nie chciała nic powiedzieć. Na szczęście chociaż na studiach idzie jej dobrze. Od wymarzonego dyplomu dzieli ją już tylko praktyka w ekologicznym gospodarstwie rolnym prowadzonym przez Mikołaja Korneckiego. Nie podejrzewa, że ten kilkudniowy wyjazd na wieś stanie się początkiem do wielkich zmian w jej życiu.

„Dwadzieścia minut do szczęścia” to debiutancka powieść młodej autorki Katarzyny Mak. I jest to całkiem udany debiut. Życiowe perypetie Michaliny dostarczyły mi sporo rozrywki podczas tych kilku godzin czytania powieści. Bo historia ta została zapisana na zaledwie stu osiemdziesięciu dziewięciu stronach książki. Czyta się ją szybko, również dlatego, że akcja toczy się dość dynamicznie. Mamy tu mnóstwo emocji, zawirowań, odrobinę namiętności i sporą dawkę nieporozumień oraz zakończenie, które rozgrzewa serce. Podczas jej lektury przyszło mi na myśl skojarzenie, że stylem przypomina mi nieco powieści Beaty Majewskiej „Konkurs na żonę” i „Bilet do szczęścia”. Oprócz typowej rozrywki, książka ta skłania również do przemyśleń na temat życia, przemyślenia pewnych kwestii i podejścia do różnych tematów. Niesie za sobą także pewnego rodzaju przesłanie, o którym musicie przekonać się sami.

Książe na białym rumaku

Postacie w książce są naprawdę dobrze wykreowane. Wydają się być bardzo rzeczywiste. Są wyraziści, a ich postępowanie jest dobrze umotywowane. Każde z nich ma także za sobą konkretne doświadczenia życiowe, które wpływają na ich obecne życie i postępowanie. Michalina, choć nieco infantylna, niezdarna, łatwowierna, z klapkami na oczach, nie widząca dość wyraźnych sygnałów, jest bardzo sympatyczną postacią. A kiedy poznacie, co ją spotkało w dzieciństwie, będzie zaskoczeni równie bardzo jak ona sama. Mikołaj jest z pozoru niedostępny i bardzo oschły w kontaktach z innymi. Jednak po bliższym poznaniu i jeśli sytuacja tego wymaga, pokazuje swoje prawdziwe oblicze troskliwego i wyrozumiałego mężczyzny, wprost chodzącego ideału. Widzimy także, jaki wpływ na niego ma Michalina i jej nietypowy sposób bycia.

Jechałam przed siebie, a może raczej uciekałam, może właśnie sama przed sobą. Zamiast skupić się na wyboistej leśnej drodze, wciąż zadręczałam się tym, co się zdarzyło.

 

Wątek romansu pomiędzy głównymi bohaterami nie jest przerysowany, przedstawiony jest w sposób dość delikatny, sceny zbliżeń opisane są bez zbędnej wulgarności, która tu byłaby po prostu nie na miejscu. Relacje między tą dwójką są ciekawe i powodują nieco szybsze bicie serca podczas lektury. Otoczenie, w jakim wydarzenia te mają miejsce, dodaje całości uroku. Lasy, jeziora, zwierzęta, natura. Czy można chcieć więcej?

Naprawdę udany debiut

Mimo ciekawego pomysłu na fabułę, autorce zdarzyło się kilka potknięć. Są to m.in. zbyt długie, wielokrotnie złożone dania, które momentami mogą powodować zagubienie się w tekście przez czytelnika. Można by je zamienić na mniej rozbudowane, co zadziałałoby na korzyść książki. Zdarzały się także powtórzenia, lecz za to odpowiedzialna jest również korekta, przez którą zostały przeoczone. Chwilami bywało nieco chaotycznie, ale cała historia rekompensuje te mankamenty. Brakowało mi także wyjaśnienia kilku wątków, które pojawiły się w trakcie trwania akcji. Biorąc pod uwagę, że jest to debiut autorki, można na to przymknąć oko. Wszak nie od razu Rzym zbudowano, a najważniejsze jest, by autorka znała swoje słabe punkty, nad którymi powinna popracować. Wierzę jednak, że przy następnej powieści będzie zdecydowanie lepiej.

Od razu wróciłam wspomnieniem do tamtego dnia, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy i to on czekał na mnie dwadzieścia minut. Czyżby to było przeznaczenie, czy tylko zwyczajny zbieg okoliczności?

 

Zmieniłabym tu jeszcze jedną kwestię, a mianowicie objętość treści. Wiele wątków zostało potraktowanych bardzo pobieżnie, nie zostały w pełni rozwinięte lub zostały porzucone, choć mogłyby być jeszcze dokładniej opisane. Również same postaci i ich problemy mogłyby zostać przedstawione bardziej szczegółowo. Pomysł na historię tej pary jest na tyle ciekawy, że warto byłoby poświęcić jej więcej treści i czasu. Czuję niedosyt po lekturze tej książki. Na szczęście autorka na swoim fanpage’u na Facebooku publikuje fragmenty drugiej części książki. Mam nadzieję, że niedociągnięcia zostaną skorygowane i szybko doczekamy się jej wydania.

W związku z tym, iż Kulturantki objęły patronatem medialnym debiutancką powieść Katarzyny Mak, będziecie mogli wkrótce wygrać trzy egzemplarze tej powieści. Śledźcie nas na bieżąco, a nie przegapicie konkursu.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu