Nienawiść od miłości dzieli niezwykle cienka granica i bardzo łatwo można ją przekroczyć. Odkryli to bohaterowie powieści „Dance, sing, love. Miłosny układ” Layli Wheldon. Przekonajcie się, jaką moc ma taniec.

Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Występuje na koncertach i w teledyskach u boku największych gwiazd muzyki rozrywkowej. Wraz z zespołem Black Diamonds ma wyruszyć w tournee po Europie, tańcząc podczas koncertów gwiazdy pop, bożyszcza nastolatek i ulubieńca plotkarskich portali, Jamesa Sheridana. Od początku nie przypadli sobie do gustu, gdyż odporna na wdzięki gwiazdy dziewczyna, nie akceptuje zachowań piosenkarza, któremu ewidentnie woda sodowa uderzyła do głowy. W związku z tym, iż tancerka wykonuje kilka solówek podczas śpiewanych przez Sheridana utworów, zmuszona jest do spędzania większej ilości czasu z gwiazdą. Początkowa wzajemna niechęć, przeradza się w sympatię i związek bez zobowiązań. Czy taki układ się sprawdzi? Czy oboje będą w nim szczęśliwi? Życie nie zawsze jest proste, a słuchanie głosu serca może sprawiać ból.

Layla Wheldon to pseudonim kolejnej zdolnej, młodej i przede wszystkim polskiej autorki. Kryje się pod nim Sandra Sotomska, pasjonująca się pisaniem studentka informatyki. Pseudonim ten wykorzystała publikując po raz pierwszy powieść „Dance, sing, love. Miłosny układ” w serwisie wattpad.com, gdzie osiągnęła rekordową liczbę ponad dwóch milionów odsłon i długi czas utrzymywała się na pierwszym miejscu w kategorii romansów.

„Dance, sing, love. Miłosny układ” to historia o życiowej pasji, poświęceniu dla niej, walce o szczęście i własne miejsce na ziemi. O trudach życia w ciągłym biegu, w trasie, nieustannych podróżach, pomieszkiwaniu w hotelach, bez stabilizacji. To także opowieść, która ukradkiem przedstawia piękno europejskich miast, które znalazły się na trasie koncertowej Sheridana i Black Diamonds.

Kwestią, za którą autorka zdobyła u mnie dużego plusa, jest narracja. Większość historii przedstawiona jest z perspektywy Livii. To jej oczami widzimy większość wydarzeń, poznajemy jej myśli czy wewnętrzne rozterki. Napisałam większość wydarzeń, gdyż w powieści znajdziecie kilka rozdziałów, których narratorem jest James. To taki niuans, dodający niesamowitego smaczku całej historii. Uzupełniający część dotychczas przedstawionych przez Livię wydarzeń o myśli Jamesa i zdarzenia, w których brał udział on sam. Ich ilość jest wprost idealna, odsłaniając rąbek tajemnicy, lecz nie odkrywając całkowicie kart.

Na pochwałę zasługuje również kreacja bohaterów. Oprócz ciekawych postaci pierwszoplanowych, Layla Wheldon storzyła całą gamę drugoplanowych charakterów, które znakomicie uzupełniają i ubarwiają wydarzenia toczące się wokół Livii i Jamesa. Takie postaci jak Kathy, Zafir czy chociażby Alex, dodają smaku całości historii.

Był tak blisko, że wyraźnie słyszałam jego zachrypnięty, niski głos przebijający się przez podkład muzyczny. Czułam jego zapach, który mnie otulał. Co jakiś czas Sheridan oplatał mnie na sekundę swoimi ramionami, aż w końcu w którymś momencie przyłapałam się na tym, że moje serce zaczęło bić nieco szybciej. I to wcale nie z powodu wysiłku fizycznego.

Mimo, że lektura książki była ciekawa, nie zabrakło w niej aspektów, za które daję minusy. Co rzuciło mi się w oczy i drażniło od samego początku? Livia bardzo często wspomina o swoim dużym nosie i jego konturowaniu, by go optycznie pomniejszyć. Fraza ta jest wielokrotnie wciśnięta w myśli dziewczyny, co, wg mnie, jest niepotrzebne na taką skalę. Odniosłam również wrażenie, że książka jest częściowo „przegadana”. Zdarzają się sytuacje, które są niesamowicie rozwleczone. Dowiadujemy się mnóstwa mało znaczących szczegółów, nazwałabym to zapychaczy. Mimo to, książkę czyta się naprawdę dobrze. Trzyma w napięciu, a momentami wręcz trudno się od niej oderwać. Pozostała jeszcze jedna drażniąca mnie kwestia, a mianowicie ciągłe upominanie Liv przez Jamesa, odnośnie jedzenia. Kojarzy mi się to z Christianem Greyem i jego obsesją na tym punkcie. Również nadużywanie nazywania Livii „słońcem” było dość denerwujące. Określenie to padało przesadnie często, jak na początku tekst o konturowaniu nosa.

Historia Livii i Jamesa powinna przypaść do gustu fanom gatunku new adult oraz sympatykom tańca i muzyki popowo – rockowej. Jest to typowa powieść z tego gatunku, z naprawdę dobrze dobranymi proporcjami szczęścia, miłości i dramatu. Książka liczy ponad pięćset stron i jedynie około pierwszych osiemdziesiąt stron nie pozwalało mi w pełni wkręcić się w książkę. Było tam wiele mało znaczących, wg mnie, scen, niepotrzebnych opisów, rozwleczonych sytuacji, które można by było zdecydowanie skrócić, czyniąc to na korzyść książki. Jednak kiedy dotarłam do momentu, gdy rozpoczęła się trasa koncertowa zespołu tanecznego Livii oraz Jamesa, akcja momentalnie przyspieszyła, jednocześnie mnie wciągając. Byłam bardzo ciekawa jak potoczą się losy tej skomplikowanej pary, stanowiącej wręcz mieszankę wybuchową. Dodatkowo do przeczytania kolejnej części zachęciło mnie zakończenie. Cliffhangery to coś, czego wręcz nienawidzą czytelnicy, zmuszeni do czekania na kontynuację. Mam nadzieję, że będzie warto.

Niedługo potem wszystko wywróciło się do góry nogami, cały  mój świat. Nie miałam na to dużego wpływu. Próbowałam się opierać, walczyć z uczuciami, jakie we mnie narastały z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Miesiąc po miesiącu. Bezskutecznie. I w końcu przepadłam. Taniec był dla mnie wszystkim… Dopóki James nie wkroczył do mojego życia.

Jeśli spodobała się Wam pierwsza część historii stworzonej przez Laylę Wheldon, musicie uzbroić się w cierpliwość i czekać na wydanie jej kontynuacji. Jak tylko poznamy datę, poinformujemy Was o tym w naszych comiesięcznych premierach książkowych.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu