dziewczyna-na-miesiacJeśli szukacie historii odpowiedniej na zimowe wieczory pod kocykiem, z kubkiem gorącej kawy lub herbaty w dłoni, a jednocześnie chcielibyście przeczytać romans, który nie powiela schematów z większości powieści tego gatunku, to mam dla Was ciekawą propozycję. Audrey Carlan czeka, by przedstawić Wam Mię Saunders – dziewczyną do towarzystwa.

Mia Saunders nigdy nie miała lekkiego życia. Gdy miała dziesięć lat, jej matka porzuciła rodzinę, a ojciec uzależnił się od hazardu. To właściwie ona musiała zaopiekować się swoją wówczas pięcioletnią siostrą. Obecnie jest młodą buntowniczką, próbującą swoich w aktorstwie, z którym chciałaby związać swoją przyszłość. Niestety zaczynają się odzywać błędy popełniane przez jej ojca, hazardzistę. Pożyczył on ogromną ilość pieniędzy od byłego faceta Mii, Blaine’a. Jedyną szansą na uwolnienie się z rąk tego przestępcy, jest  zwrócenie miliona dolarów co do centa. Inaczej Blaine zabije leżącego w śpiączce (w wyniku pobicia za długi) ojca dziewczyny oraz jej studiującą siostrę. Niespodziewanie trafia się okazja do zarobienia tej ogromnej kwoty w rok czasu. Mia zatrudnia się w firmie swojej ciotki, jako dziewczyna do towarzystwa. Każdy kolejny miesiąc ma spędzić u bogatego klienta, za co dostanie aż sto tysięcy dolarów. Co najważniejsze, nie musi z nimi uprawiać seksu. Czy może być łatwiejsza okazja, żeby w rok czasu uwolnić siebie i rodzinę od bezwzględnego przestępcy a także sfinansować siostrze studia i mieć nieco oszczędności na przyszłość?

Pierwsze trzy miesiące ma spędzić kolejno u Westona Charlesa Channinga Trzeciego – scenarzysty i reżysera z Hollywood. Mia ma udawać jego dziewczynę, by strzec go przed gotowymi na wszystko młodymi kobietami, próbującymi za wszelką cenę zrobić filmową karierę. W lutym staje się muzą znanego francuskiego malarza, Aleca Dubois. A w marcu zamieszkuje ze znanym bokserem i restauratorem Anthonym Fasano oraz jego partnerem Hectorem. Ma odgrywać przed rodziną rolę narzeczonej Anthony’ego, po to, by pomóc mu strzec przed wszystkimi jego orientację seksualną. Proste zlecenia okażą się być dla Mii czymś dużo większym, niż tylko pracą.

Jak już powiedziała Millie, nieważne, do czego mnie potrzebował. Po prostu potrzebował i kropka. Tak więc będę udawać jego narzeczoną. Bóg jeden wie, po co. Takiemu bogatemu i przystojnemu facetowi kobiety powinny rzucać się do stóp, byleby tylko mieć szansę na wyjście za niego za mąż. Czyżby chodziło o to samo, co z Wesem, a może pod ręką nie ma odpowiedniej kobiety?

Audrey Carlan była dla mnie zupełnie nieznaną autorką. Jednak, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania jej książki, podjęłam ją praktycznie bez wahania, wyłącznie po przeczytaniu jej okładkowego opisu. Zapowiadała się ciekawa lektura, inna niż dotychczas czytane przeze mnie romanse. A co z tego wyszło?

Interesująca fabuła

Książka podzielona jest na 3 części. Każdy miesiąc, spędzany u innego klienta, to osobna część z własną numeracją rozdziałów. Każdy miesiąc również zbliża Mię do osiągnięcia upragnionego celu, czyli uwolnienia swojej rodziny spod gróźb bezwzględnego Blaine’a. Każdy kolejny klient jest jednocześnie dla niej pewnego rodzaju terapeutą. Pomaga jej uporać się z dręczącymi ją problemami, kompleksami, skłania do refleksji nad swoim życiem, pomaga odkryć siebie, zaakceptować a nawet pokochać swoje oblicze. Z pozoru prosta praca, wnosi w jej życie wiele zmian.

Sama Mia jest również bardzo sympatyczną postacią. Dziewczyna poświęca swoje życie, własne ambicje, a nawet godność, by ratować to, co zostało z jej rodziny. Za wszelką cenę chce, żeby jej siostra mogła bez problemu skończyć studia. Dba również o leżącego w śpiączce tatę, mimo, że po odejściu jej mamy, on nigdy nie interesował się swoimi córkami, nie stwarzając nawet pozorów rodzinnej normalności. Oprócz Mii w książce pojawiają się ciekawe postaci drugoplanowe, jak jej przyjaciółka Ginelle czy młodsza siostra Maddy. Oczywiście nie można zapomnieć o klientach Mii, którzy również są oryginalnymi osobistościami, wiele wnoszącymi do całej książki.

Powieść czyta się bardzo szybko. W zaledwie 3,5 godziny przeczytałam 170 stron tej historii. Książka wciąga do tego stopnia, że odłożyłam ją, kiedy dosłownie ledwo widziałam na oczy ze zmęczenia, a właściwie to usnęłam na siedząco z nosem w książce. Praktycznie na każdej stronie widać lekkie pióro autorki. Kolejne strony przewraca się z zainteresowaniem, będąc ciekawym, co dzieje się dalej lub też jak rozwinie się dana sytuacja. Całości dopełniają lekkie, naturalne dialogi, znakomicie ubarwiające historię. Dzięki temu wszystkiemu, opowiadana przez Mię historia jest jednocześnie zabawna i wzruszająca.

Powiew świeżości wśród romansów

Audrey Carlan bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją powieścią. Spodziewałam się zwyczajnego romansu, jednak otrzymałam historię, z jaką do tej pory nie miałam styczności. „Dziewczyna na miesiąc” to pewnego rodzaju powiew świeżości w tym gatunku. Bardzo duży plus należy się wydawnictwu, za duży rozmiar czcionki, w znacznym stopniu ułatwiający czytanie tekstu. Książka jest obszerna, liczy ponad czterysta stron, jednak szybko przerzuca się kolejne przeczytane kartki, właśnie z powodu ilości tekstu umieszczonego na stronie. Czytanie ułatwia fakt, że wzrok nie męczy się tak, jak przy czytaniu drobnych literek.

Cała seria „Dziewczyna na miesiąc” liczy cztery książki, w każdej Mia opowiada o kolejnych trzech miesiącach swojej pracy, jako ekskluzywnej dziewczyny do towarzystwa, spędzanych u kolejnych klientów. Jest to bardzo dobra wiadomość dla osób, którym powieść Audrey Carlan przypadła do gustu, gdyż przy jej lekturze zapowiada się znakomita rozrywka na dłuższy czas. Autorka miała interesujący pomysł na fabułę i jestem bardzo ciekawa, w jakich jeszcze okolicznościach i u kogo, przyjdzie pracować Mii w kolejnych trzech częściach serii.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu 

edipresse