Od pierwszego tomu powieść „Ogród Zuzanny” Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej kojarzyła mi się z dużą dawką poczucia humoru i ciepłą historią. Nie inaczej jest z trzecim tomem zatytułowanym „Warto walczyć o tę miłość”.

Po raz kolejny pojawia się mowa kwiatów, którą Zuzanna misternie stosuje w przestrzeni wokół siebie i w ogrodach, które projektuje. W pierwszej książce była główną bohaterką, w kolejnych też była jedną z najważniejszych postaci, ale na pierwszy plan wysuwały się życiowe perypetie jej przyjaciółek. W najnowszej poznajemy bliżej Kazię Leszczyńską.

Czy Kazia uratuje małżeństwo?

W zasadzie finał poprzedniej książki stanowił zapowiedź tego, co wydarzy się w kolejnym tomie. Kiedy czytelnik żegna się z bohaterami, Ludwik, mąż Kazi, spotyka przypadkiem swoją dawną miłość. Nie trudno się domyślić, że serce mężczyzny zatrzepotało. I to w zasadzie jest punktem wyjścia w trzecim tomie. Między Kazią i Ludwikiem nie do końca się układa. Kazia z czasem zauważa, że coś się zmienia w mężu. Czy zdołają to wszystko naprawić?

Barwni bohaterowie

Książka to nie tylko Kazia Leszczyńska. „Ogród Zuzanny” jest powieścią wielowątkową, więc spotykamy też innych, często bardzo barwnych bohaterów. Przede wszystkim jest tytułowa Zuzanna, która już jest żoną Adama, co nie znaczy, że ciemne chmury całkowicie zostały przewiane. Wręcz przeciwnie. Kobieta ma za sobą traumatyczne przeżycia związane z poronieniem. Dla przełamania smutków autorki serwują potężną dawkę poczucia humoru. I tak mamy Moniczkę, która robi furorę jako mama youtuberka, która nagrywa swoje bliźniaczki, księdza Fąfarę i jego pomysłową matkę, zabawnego Wtorka.

Książka na lato

Podczas lektury nikt nie będzie narzekał na nudę! Książka wciąga od początku do końca, dokładnie tak samo, jak poprzednie części. Zbliża się lato, a tym samym chętniej będziemy zabierać książki na plażę, czy do parku. „Ogród Zuzanny” jest jedną z tych, które doskonale się do tego nadają.

„- Skaranie boskie z tymi… – proboszcz chciał powiedzieć „babami”,  jednak nie dokończył. Uznał, że w ustach osoby duchownej takie trywialne, ograne uwagi są nie na miejscu. Zamiast tego tonem najspokojniejszym, na jaki go było stać, zapytał: – To kiedy mamusia wyrusza do tej Kalkuty?

– Najpierw muszę załatwić kilka spraw w Radomiu – oświadczyła Aldona Fąfara. – Gdzie mój obraz?

– Jaki obraz? – Proboszcz zrobił tak zdziwioną minę, że każdy by się połapał, że ściemnia.

– Obraz przedstawiający dzieciątko Kriszna! – Aldona nerwowo biegała wokół rabatki, rozglądając się na prawo i lewo”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: