Mela Muter. Gorączka życiaKarolina Prewęcka wydobyła z zapomnienia nietuzinkową kobietę i wspaniałą malarkę. Kim była Mela Muter i co przemawia za jej oryginalnością? Odpowiedzi udziela wyczerpująca biografia, „Mela Muter. Gorączka życia”.

Urodzona w Warszawie Maria Melania Mutermilch (1876-1967) z domu Klingsland była duszą kosmopolityczną. Podobnie jak Olga Boznańska, pielęgnując pierwiastek artystycznego samouka, wcześnie wyemigrowała do Francji, by z sukcesem współtworzyć artystyczny panteon. Z pewnością była kobietą owładniętą pasją i namiętnością. Rejestrowała rzeczywistość nie od pięknej, oficjalnej strony, a odwzorowując subiektywne, niszowe postrzeganie. „Zapatrzona w niziny bytu ludzkiego” uwieczniała bezimiennych, przypadkowych ludzi, nierzadko sąsiadów, pejzaże dostrzegalne wyłącznie przez uważnego i wnikliwego obserwatora. Owszem, portretowała również notabli, wielkie osobistości:

„Muter ma długą kolejkę chętnych do pozowania do portretów. Stają w niej pierwszoplanowi politycy i wybitni artyści, intelektualiści i towarzyska elita. Jej styl trafia w ich gust już od dawna, mimo że malarka jest wierna sobie, nie schlebia klientom. >>Jej talent jest nieskalany przez oszustwo<<”.

Artystyczne konotacje

Ze względu na opinie, jakoby jej malarstwo nosiło cechy męskiego, wzbraniała się przed płciową kategoryzacją: „nie jestem kobietą, jestem malarką”. Niezaprzeczalnie jednak była kobietą. I to jaką! Magnetyzowała pięknem i silnym charakterem, dlatego porównywana była do Isadory Duncan. Skupiała na sobie uwagę mężczyzn, także i tych o znanych nazwiskach. Co łączyło ją z Leopoldem Staffem? Jakiego charakteru była relacja z Rainerem Marią Rilkem? Dlaczego w jej życiu obecny był Władysław Reymont? Godnym uwagi jest fakt, że wymienieni mężczyźni stanowią zaledwie reprezentatywne przykłady oczarowanych i obecnych w życiu artystki, ale także żony i matki.

Malarstwo sauté

A stosunek kobiet?

Malarka znacznie rzadziej miała okazję portretować modelki, ponieważ nie podkreślała urody, nie korygowała. Była artystką bezwzględną. Bez kategorycznie odrzuconego pojęcia psychologii docierała do głębi malowanej postaci, dlatego stanowiła pewne zagrożenie wobec chcących otrzymać piękne i złudne oblicze kobiet.

„Portrety Meli Muter są często dla portretowanego jak gdyby odsłonięciem przed kimś innym własnego charakteru. Bezwzględność prawdy dojrzanej przez malarkę przeraża go. Zdaje mu się, że jest »zbrzydzony«”.

Charakter twórczości

Samo malowanie impregnowało. Przede wszystkim pełniło funkcję ocalającą. Pozwalało przetrwać tragiczne śmierci najbliższych, dotkliwe rozstania, dramat wojny i okres powojnia. Na tyle, by móc dalej żyć i tworzyć, chociaż charakter obrazów zmieniał się wraz z otaczającą rzeczywistością. Portrety, do których kluczem były oczy. Drzewa, przypominające sylwetki ludzkie. Martwa natura będąca wytchnieniem, ucieczką od wojennej pożogi, piękne, sielskie pejzaże francuskie. Jest również w poruszającej historii miejsce na przemalowywanie i niszczenie własnych obrazów.

Reasumując, nie mogę wyjść z podziwu nad całokształtem lektury. Jedną kwestią jest burzliwa historia kobiety tworzącej, artystki intensywnej i doszczętnej. Drugą kwestią jest wyjątkowy język autorki i skrupulatność w budowaniu opowieści. Prewęcka utkała biografię z najdrobniejszych odniesień, skrzętnie i spójnie ukazując szerszy wymiar każdego podjętego wątku. Efektem jest piękna mozaika – wnioskując, tak właśnie brzmieć i wyglądać powinna opowieść malarska.

*Powyższe cytaty pochodzą z prezentowanej lektury


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Agencji