Czy są z nami fani Colleen Hoover? Wydawnictwo YA! Przygotowało gratkę dla fanów autorki, czyli drugie wydanie jej debiutanckiej powieści. Jesteście gotowi na poznanie perypetii Layken i Willa?

W życiu Layken Cohen zachodzą nagle wielkie zmiany. Niespodziewanie umiera jej ojciec, a matka sprzedaje rodzinny dom w Teksasie i informuje ją oraz jej młodszego brata Kela o przeprowadzce do miasteczka Ypsilanti w stanie Michigan. Nowa szkoła, nowi znajomi, nic nie jest tak, jak powinno być. A przecież dopiero zdążyła skończyć osiemnaście lat. To zdecydowanie za dużo dla tak młodej osoby. Po przyjeździe na miejsce sytuacja nie wydaje się być jednak aż tak beznadziejna. Kel poznaje sąsiada z domu naprzeciw, swojego rówieśnika, Caldera Coopera, z którym natychmiast nawiązuje nić przyjaźni, zaś Lake wzbudza zainteresowanie jego dwudziestojednoletniego brata, Willa. Spotkanie na podjeździe domu owocuje randką tej dwójki. Will zabiera Lake do klubu, w którym wygłasza się slam poetycki. Tym sposobem zdradza jej najważniejsze fakty ze swojego życia, kradnąc natychmiast serce dziewczyny. Jednak kiedy Layken wydaje się, że spotkała miłość swojego życia, otrzymuje na głowę kubeł zimnej wody. A jak się okaże, jest to dopiero czubek, pełnej problemów, góry lodowej.

„Slammed” to nic innego, jak drugie wydanie powieści „Pułapka uczuć”, z tym, że tym razem książka została wydana pod oryginalnym tytułem oraz w nowej okładce. Na dodatek okładce, która moim zdaniem jest zdecydowanie lepsza, niż pierwsza, z tak oklepanym motywem, jak para na przedzie. Ma swój urok i klimat, choć nieco spojleruje treść, szczególnie jej ostatnia część. Z całą pewnością zadowoleni będą fani Colleen Hoover, którzy wprost zabijali się o pierwsze wydanie „Pułapki uczuć”, gdyż w pewnym momencie stało się ono niedostępne w księgarniach. Nakład został wyprzedany, wszelkie egzemplarze zgromadzone w księgarnianych magazynach rozeszły się na pniu, a fani chcieli poznać pierwsze powieści swojej ulubionej autorki. Wielki boom na jej twórczość powstał w momencie, kiedy Colleen Hoover miała przyjechać do Polski (w 2016 roku). Jednak niewiele osób wiedziało tak naprawdę, że przed „Hopeless” czy „Maybe Someday” wydane były inne powieści autorki, czyli właśnie seria „Slammed”.

Wiele osób zarzuca tej książce, że jest jedną z jej najsłabszych historii, najbardziej niedopracowaną, że inne są dużo lepsze. Tyle samo jednak zapomina, że „Slammed” to nic innego, jak debiutancka powieść Colleen Hoover. To właśnie historia Willa i Lake rozpoczęła jej literacką przygodę, a docelowo również wielką, światową karierę. Jeśli zaczniecie swoją przygodę z twórczością autorki zgodnie z kolejnością ich publikowania, to zauważycie jak ewoluował jej warsztat literacki. Nie ma co się więc dziwić, że osoby, które przeczytały wyłącznie „It Ends With Us” lub inną z ostatnich powieści, stwierdzą, że książka ta jest najsłabsza.

Seria zwrotów akcji

Historia Layken i Willa wciąga od pierwszych stron. Po krótkim czasie od rozpoczęcia lektury, autorka serwuje nam zwrot akcji, który jest niczym strzał z liścia w twarz. Taka mała sytuacja, która nagle doprowadza do przetasowania w fabule. Myśleliście, że przeczytacie słodką historię o parze niczym z bajki? Bardzo się myliliście. Znajdziecie tu wiele rewolucji w fabule.

Nigdy nie oceniajcie innych. Oboje dobrze wiecie, jak niespodziewane wydarzenia mogą zmienić człowieka. Zawsze o tym pamiętajcie. Nigdy nie wiadomo, co druga osoba przeżywa w środku.

 

Dojrzali młodzi bohaterowie

Will, mimo swojego młodego wieku, jest dużo bardziej dojrzały niż większość jego starszych kolegów, nie tylko rówieśników. Odpowiedzialności i podejmowania trudnych decyzji mógłby się uczyć od niego nie jeden dorosły. Stara się podejmować jak najlepsze decyzje, mając na uwadze przede wszystkim swoich bliskich. Siebie stawia na szarym końcu szeregu. Swoim zachowaniem skradnie serce nie jednej czytelniczki. Moje ukradł w stu procentach już dawno.

Lake, mimo ledwie ukończonych osiemnastu lat, musiała bardzo szybko dorosnąć. Zbyt dużo przykrych doświadczeń spowodowało, że zaczyna wyłącznie płynąć z prądem, nie próbując nic robić dla siebie. Nadal nie pozbierała się po śmierci ojca, ani się z nią nie pogodziła. Na dodatek coś ciągle staje na przeszkodzie jedynej szansie na oderwanie się od ciągłych myśli o przeszłości.

Uwielbiam postaci Lake i Willa, ich rozterki, życiowe dramaty. Z bohaterami związałam się bardzo emocjonalnie. To jedna z moich ulubionych par z książek Colleen. Chyba ta, której dałabym numer jeden, jeśli miałabym wybierać spośród wszystkich. A wprowadzone przez autorkę slamy, czyli charakterystyczne wiersze, wygłaszane na scenie, całkowicie skradły moje serce. Szczególnie te, napisane przez Willa.

Colleen Hoover zdecydowanie udało się znaleźć złoty środek. Powieść nie jest ani zbyt przesłodzona, ani nie ma w niej milionów dramatów. Nie jest to także typowa książka o miłości, mimo, że ta wydaje się być właśnie na pierwszym planie. To historia o szybkim dorastaniu do nowych, niekoniecznie chcianych ról. O poświęcaniu siebie i swoich planów, na rzecz bliskich osób. O podejmowaniu ważnych, życiowych decyzji. A także o radzeniu sobie ze stratą bliskich osób.

Życie nie staje na cholernej drodze dlatego, żeby mu wszystko oddać i dać się dalej nieść. Życie chce, żeby z nim walczyć. Uczyć się, jak sprawić, żeby było nasze. Chce, żebyśmy wzięli siekierę i przerąbali się przez drewno. Żebyśmy wzięli młot i skruszyli beton. Żebyśmy wzięli pochodnię i przepalili metal i stal, aż wreszcie będziemy mogli dosięgnąć i wziąć je do ręki.

 

„Slammed” oraz całą serię znam praktycznie na pamięć. Tyle razy czytałam tę historię. Trudno mi nawet policzyć ile, gdyż nigdy tego nie zapisywałam. To seria (nie tylko książką), którą w swoim życiu przeczytałam ponownie najwięcej razy, w tym również w oryginale.

A już wkrótce recenzja drugiego tomu serii, czyli „Point of Retreat”.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu