Annę i jej losy miałam przyjemność poznać w trakcie lektury Wiem, co zrobiłaś Anny Zacharzewskiej. Jako że zaczęłam od drugiej części, to wpadłam w sam środek walki z przebiegłym i bezwzględnym stalkerem. Teraz miałam okazję nadrobić zaległości i dowiedzieć się, od czego się wszystko zaczęło…

Anna to młoda, spełniona kobieta, odnosząca sukcesy zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Kupiła duży luksusowy dom w podwarszawskiej miejscowości, który ma stać się jej miejscem odpoczynku i dumy. Tymczasem miejsce to w błyskawicznym tempie zamienia się w pułapkę…

W pułapce strachu

Szczęśliwa Anna ma w życiu wszystko, czego jej potrzeba do szczęścia. Ma oddaną przyjaciółkę Martę, satysfakcjonującą i dobrze płatną pracę i „swojego” mężczyznę, z którym spędza miłe chwile. Po przeprowadzce do luksusowego domu kobieta urządza parapetówkę i znajduje zawieszone w ogrodzie balony z napisem „Witaj w domu, kochanie”.  Jest przekonana, że to prezent od ukochanego. Jak się jednak okazuje, prawda jest znacznie mniej przyjemna… Od tej pory Anna znajduje w swoim domu ślady bytności nieproszonego gościa, intruza, który zagraża jej bezpieczeństwu i sprawia, że z błyskotliwej i tryskającej optymizmem osoby zamienia się w zaszczutą, bezbronną ofiarę. 

Wiedziała, że jest jego zakładniczką i on również miał tego świadomość. Delektował się obserwowaniem jej żałosnych prób uzyskania choćby namiastki prywatności we własnym domu i śmiał się głośno, gdy po powrocie z pracy włączała śwatło wyłącznie na krótki moment, by przygotować sobie posiłek. Rechotał z satysfakcją, kiedy po omacku szukała w łazience ręcznika, kiedy ryglowała samochód w garażu, zanim otworzyła bramę, i wtedy, gdy przerażona kładła pogrzebcz przy łóżku. Uważał jej strach za zabawny, a własną przewagę za bezdyskusyjną. 

 

Kto próbuje ją zastraszyć? Żona kochanka, zazdrosny przyjaciel, dawny właściciel domu? A może to ktoś zupełnie obcy? Ale dlaczego uwziął się akurat na Annę…? Poczucie bezpieczeństwa nagle zmienia się w przerażenie i lęk: ktoś bacznie obserwuje jej najintymniejsze chwile, podgląda ją przez więkoszość czasu. Anna nie wie już, komu może zaufać, a komu nie. Popada w paranoję i zmienia w cień samej siebie…

Spirala strachu sie rozkręca

„Witaj w domu, kochanie” to świetnie napisany thriller, z odpowiednio stopniowanym napięciem i powolnym odkrywaniem kart. Pikanterii dodaje fakt, że autorka już na początku książki wyraźnie zaznacza, iż opisana w niej historia została oparta na prawdziwych wydarzeniach. Zmienione jednak zostały dane osobowe bohaterów.  To sprawia, że czytelnik podchodzi do książki poważniej, bardziej się angażuje w problemy bohaterów i myśli, czy w jego otoczeniu taka historia również może się wydarzyć? Odpowiedź jest oczywista, i niestety twierdząca. Wszak nigdy nie wiadomo, kim są ludzie, których los stawia na naszej drodze.

Cieszę się, że Anna Zacharzewska poruszyła temat stalkingu. Temat niegdyś zamiatany pod dywan, a od kilku lat coraz bardziej nagłaśniany przez media i poszkodowane kobiety. To bardzo poważny czyn i powinien być surowo karany, co niestety wciąż nie ma miejsca. Autorka bardzo dobrze przedstawia cały proces dręczenia swojej ofiary przez stalkera: zaczyna sę niewinnie, od delikatnych przesłanek, które można różnie interpretować, by coraz bardziej naruszać przestrzeń osoby poszkodowanej, aż do jej całkowitego zaszczucia. To poważny problem, którego wciąż nie można należycie rozwiązać. Może jeśli literatura będzie przemawiać mocnym kobiecym głosem to sprawcy przestaną czuć się bezkarni.

„Witaj w domu, kochanie” to jednen z najbardziej emocjonujących thrillerów psychologicznych, jakie w ostatnich latach zdarzyło mi się czytać. Co prawda druga część bardziej pobudziła moją wyobraźnię, ale pierwsza pokazała, jak sprawca wybiera swoją ofiarę i jak się nad nią znęca. Pozwoliła mi zrozumieć pewne sceny z „Wiem, co zrobiłaś”, które bez znajomości pierwszej części nie były do końca zrozumiałe. To lektura obowiązkowa dla każdej kobiety – doda siły i otuchy, uzmysłowi, że nie ma sytuacji bez wyjscia.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy: