Kiedy pisałam recenzję pierwszego tomu kolekcjonerskiego wydania powieści Katarzyny Grocholi, zapowiedziałam jej dalszą część – oto ona. Drugi tom to perypetie znanej z poprzednich dwóch powieści Judyty. Czego dotyczyły poprzednie części sagi? W „Nigdy w życiu” trzydziestoośmioletnia kobieta staje przed zupełnie nową rzeczywistością, z jaką musi zmierzyć się po rozwodzie. Buduje dom i poznaje socjologa Adama. „Serce na temblaku” to dalsze zwariowane przygody głównej bohaterki, zabawne przemyślenia i pierwsze kryzysy w nowym związku.

Dzisiaj przybliżę „Ja wam pokażę!” i „A nie mówiłam”. Obie są utrzymane w charakterystycznym klimacie, jaki wprowadza autorka i okraszone językiem, za który zakochałam się w tych książkach. Zresztą po lekturze wcześniejszych powieści, tego właśnie oczekiwałam. Gdybym miała porównywać „Ja wam pokażę!” z poprzednimi częściami, pokuszę się o stwierdzenie, że jest dużo bardziej dynamiczna niż „Serce na temblaku”. Początkowo wyłania się obraz sielanki. Awans w pracy, ukochany mężczyzna u boku, wizja ślubu… Wszystko ulega zmianie, kiedy Adam wyjeżdża na półroczne stypendium do Stanów Zjednoczonych. Kontakty między Adamem i Judytą nie wyglądają już tak dobrze, jak wtedy, kiedy mężczyzna był w domu. Mało tego, Tosia zaczyna coraz częściej robić podchody, by Judyta oddaliła się od Adama. Jednocześnie coraz chętniej spędza czas z ojcem i zaprasza go do domu i na rodzinne uroczystości, co niekoniecznie odpowiada Judycie. Wracają do siebie rodzice Judyty, akcentując, że dobrze, by małżeństwa się schodziły… Jedne wydarzenia nakręcają kolejne, aż wszyscy zdają się życzyć, by Judyta zeszła się z mężem… Jedynie sama zainteresowana zdaje się być temu przeciwna i nie rozumie, dlaczego Adam stał się taki zimny, a to wyjaśnia dopiero finał książki. Przyznam szczerze, że gdybym kilka lat temu nie oglądała nakręconego na podstawie książki filmu, nie domyślałabym się tego jak będą wyglądały dalsze losy bohaterów. Jednak powieść przewyższa ekranizację, w której pominięto wiele istotnych moim zdaniem akcentów. Dlatego nawet jeżeli oglądaliście „Ja wam pokażę!”, zachęcam do sięgnięcia po książkę. Nawiasem mówiąc ekranizacja pierwszej części podobała mi się zdecydowanie bardziej niż drugiej.

Ostatni tom sagi „A nie mówiłam!” to wzmacnianie więzi między Adamem i Judytą, ich wspólne wyjazdy i umacnianie więzi. W tle odbywają się przygotowania do powtórnego ślubu rodziców, Tosia planuje rzucić studia na rzecz wyjazdu do Irlandii, a Judyta przez niedopatrzenie ma poważne kłopoty w pracy. To właśnie to było moim zdaniem najciekawszym akcentem. Podczas odpisywania na listy czytelników kobieta puszcza wodze wyobraźni i odpowiada w sposób bardzo osobisty, humorystyczny i niedopuszczalny w popularnej prasie. Nie zamierza jednak tego publikować. Kiedy przypadkiem myli dyskietki z plikami, wybucha ogólnopolska burza, a Judyta przerażona tym, co się chciało, chce tylko z godnością odejść z pracy. Nie spodziewa się jednak, że los ma dla niej kolejne niespodzianki…

Ponieważ wszystkie cztery książki pochłonęły mnie bez reszty, poczułam pewne ukłucie żalu, kiedy dotarłam do ostatnich stron „A nie mówiłam!” Bohaterzy są tak barwni, dialogi tak zabawne, a sytuacje tak życiowe, że bardzo trudno było mi się z nimi rozstać. Ponieważ Katarzyna Grochola wypracowała swój własny, niepodrabialny styl pisania, liczę na to, że w kolejnych jej książkach znajdę to, czym zachwyciła mnie saga o Judycie, Adamie i Tosi. Poza tym, tak jak pisałam ostatnio, samo wydanie kolekcjonerskie jest tak ładne, że z chęcią trzyma się je w rękach, i jest dodatkowym atutem.


Książkę do recenzji otrzymałyśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego

Wydawnictwo Literackie