„Była sobie rzeka” – Diane Setterfield

Jeżeli szukacie powieści, która pozwoli wam uciec od rzeczywistości, sięgnijcie po „Była sobie rzeka”.

Była sobie rzeka okładka niebieskie pasy w różnych odcieniach i złote liścieDawno, dawno temu miałam w rękach inną książkę Diane Setterfield, „Trzynastą opowieść”. Pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem niezwykłości tamtej historii i wspaniałego pióra jej autorki. Nie przypuszczałam, że kolejna powieść brytyjskiej pisarki okaże się jeszcze piękniejsza, jeszcze bardziej wciągająca i doskonalsza pod kątem warsztatowym. A tak właśnie się stało.

Magia i nauka

O czym opowiada? Osią wydarzeń jest tajemnicza dziewczynka, o której nikt nic nie wie. Któregoś dnia niespodziewanie zjawia się w gospodzie Pod Łabędziem, wniesiona tam przez ciężko rannego mężczyznę. Na pierwszy rzut oka wydaje się martwa, ale nagle „ożywa”. I tak zaczyna się baśń.

Snuta w XIX-wiecznej angielskiej karczmie nad brzegiem Tamizy łączy elementy wiejskiego folkloru ze światem nauki. Zabobony mieszają się z nowinkami psychologicznymi („sesje” pani Constantine) i medycznymi (eksperymenty Rity Sunday). Postać Henry’ego Daunta jest bezpośrednim nawiązaniem do słynnego fotografa Tamizy Henry’ego Taunta. Setterfield kilkukrotnie odwołuje się również do darwinowskiej teorii ewolucji, która powstała w tamtym okresie i bezpowrotnie zmieniła sposób postrzegania człowieka.

Na granicy światów

Tytułowa rzeka, Tamiza, jest płynną granicą przebiegającą pomiędzy dwiema sferami – realną, wytłumaczalną i poznawalną empirycznie oraz duchową, narodzoną z wiary, przesądów, lęków i marzeń. Nasuwa oczywiste skojarzenie z mitologiczną rzeką Styks. Odniesienie do mitologii odzwierciedla także postać Cichego-Charona ratującego od utonięcia tych, na których jeszcze nie przyszedł czas, i przeprowadzającego na „drugą stronę” dusze, których godzina już wybiła.

Charon przeprawia się przez Styks
Charon przeprawiający się przez Styks (autor: Joachim Patinir, za: wikipedia.org)

Zagadkowa dziewczynka jest nierozerwalnie związana z rzeką i chociaż wzbudza w ludziach najcieplejsze uczucia, jej zmartwychwstanie powoduje konsternację i zrozumiałe obawy co do natury dziecka. Los chciał, że pojawiła się w momencie, w którym była najbardziej potrzebna. Dla małżeństwa Vaughanów przeistoczyła się w ich porwaną dwa lata wcześniej córeczkę Amelię. Robert Armstrong dopatruje się w niej zaginionej wnuczki Alice. Gospodyni pastora Lily jest przekonana, że jej siostrzyczka Ann wróciła do niej z zaświatów. Kim tak naprawdę jest dziewczynka wyłowiona z rzeki?

Śpiewające słowa

Diane Setterfield na kręconym krześle z nogami w górze i książką w ręku
Diane Setterfield (źródło: dianesetterfield.com)

„Była sobie rzeka” to historia, którą pokochali nawet krytycy. Znalazła się na pierwszym miejscu bestsellerów magazynu „The Times”, zdobyła również HWA Gold Crown Award dla najlepszej powieści historycznej 2019 r. Prawa do jej ekranizacji zostały wykupione przez Kudos, tę samą wytwórnię filmową, która wyprodukowała genialny serial kryminalny „Broadchurch”.

Spośród krytycznych (ale w dobrym znaczeniu tego słowa) głosów najbardziej spodobał mi się cytat z brytyjskiego magazynu „The Independent”: „Setterfield (…) sprawia, że słowa śpiewają.” Naprawdę tak jest. Nierzadko, zwłaszcza współcześnie, bywa, że fabuła powieści jest albo ciekawa i kiepsko opisana, albo nudna, za to z zachowaniem dbałości o poziom języka. W przypadku autorki „Była sobie rzeka” obie płaszczyzny są sobie równe.

Pod kątem zaawansowania literackiego, dzieło przypomina literaturę XIX-wieczną. Wtedy jeszcze wymagano od pisarzy więcej. Stylistycznie „Była sobie rzeka” kojarzy się z twórczością sióstr Brontë. Bogaty język i zawiła fabuła, tajemnica i mrok… W powieści Setterfield słychać echo „Wichrowych wzgórz”, czuć zapach wrzosu i wilgoć powietrza. Jest gęsto od emocji i konsekwentnie budowanego napięcia.

Klasa sama w sobie

Diane Setterfield nie może pochwalić się szczególnie bogatym dorobkiem pisarskim. Na przestrzeni kilkunastu lat wydała zaledwie trzy powieści („Była sobie rzeka”, „Człowiek, którego prześladował czas”, „Trzynasta opowieść”). Jednak jakość twórczości Setterfield całkowicie rekompensuje liczbę publikacji. Przy tym autorka nie przekroczyła jeszcze sześćdziesiątki. Istnieje zatem szansa, że doczekamy się następnej książki, a może nawet dwóch, kto wie? Tego życzę z całego serca i sobie, i Wam, drodzy czytelnicy.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

Wydawnictwo Albatros logo albatros na tle słońca czarno-biała grafika

Komentarze

komentarze

2 Replies to “„Była sobie rzeka” – Diane Setterfield”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close