Bardzo „Brudna trylogia o Hawanie”

Wydawnictwo Zysk i S-ka wydało pierwsze polskie tłumaczenie książki Pedra Juana Gutiérreza w 2004 r. W tym roku postanowiło je wznowić.

Powieść Gutiérreza szokuje, zniesmacza i wzbudza niedowierzanie. Obraz człowieka wyłaniający się z jej kart przeraża i zasmuca. Autor zezwierzęca ludzi w brutalny sposób i niestety wiernie oddaje odrażającą rzeczywistość Hawany lat 90.

Główny bohater, nieprzypadkowo nazwany Pedrem Juanem, to dziennikarz, który w pewnym momencie traci cierpliwość do pracy ograniczonej rządową cenzurą. Zmęczony lawirowaniem pomiędzy prawdą a tym, co jest politycznie poprawne, rzuca robotę. Staje się pariasem żyjącym w nędzy. Nagły przypływ gotówki w pierwszej kolejności wydaje na rum i papierosy. Ze skrajności w skrajność.

Co szczególnie rzuca się w oczy podczas lektury? Pedro Juan i wiele innych postaci opisanych przez Gutiérreza zachowują się jak typowi seksoholicy. Nie wiem, czy to kwestia różnicy kultur i Kubańczycy otwarcie dają sobie prawo do tego, z czym Polacy się kryją, ale ogrom seksu w „Brudnej trylogii o Hawanie” przyprawia o mdłości. Przy tym nie ma on nic wspólnego z uprawianiem miłości. Jest prymitywny, wulgarny, całkowicie pozbawiony szacunku do drugiej osoby. Barwne opisy scen łóżkowych, dodatkowo podkręcone soczystym słownictwem, dość szybko zaczynają przytłaczać, a po pewnym czasie zwyczajnie nudzić, bo ile można?

Jednak gdzieś w tym całym syfie hawańskiego życia znalazło się miejsce dla niechętnej autorefleksji i nadziei na lepsze jutro:

„Chętnie byśmy wymazali nasze niechlubne uczynki, zatarli wspomnienia o ludziach, którzy wyrządzili nam krzywdę, odesłali w niebyt nasze minione smutki i nieszczęścia.”

„Przecież właśnie tego codziennie szukamy: żeby nie marnować w samotności życia, żeby kogoś spotkać, żeby mu się oddać, uniknąć rutyny i mieć swój malutki udział w fieście.”

„Obym ja tak mógł dożyć osiemdziesięciu trzech lat i wciąż zachować jakieś złudzenia. Nawet takie głupie, że znajdę sobie jeszcze narzeczoną, ożenię się i uwierzę w miłość. Że ten cały głód i nędza kiedyś wreszcie się skończą.”

Krótko mówiąc, „Brudna trylogia o Hawanie” kojarzy się ze „złotym samorodkiem w kupie kompostu” (dla ścisłości – cytat pochodzi z zupełnie innej książki, ale pięknie trafia w sedno). Ujmując to nieco ładniej: trochę słońca, dużo deszczu.


Za książkę do recenzji dziękujemy:

Komentarze

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook IconTwitter IconŚledź nas n Instagramie!Śledź nas n Instagramie!

Korzystając z tej witryny akceptujesz politykę prywatności więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close