„Zawsze interesowała mnie również techniczna strona śledztwa” – rozmowa z Agnieszką Pruską

aga_eska_ogrodek_mena3 (1)Autorka znakomitych kryminałów „Literat” i „Hobbysta„, a prywatnie członkini Oliwskiego Kluby Kryminalnego i pasjonatka aikido z osiągnięciami na tym polu. Co jeszcze można powiedzieć o Pani Agnieszce Pruskiej? Zapraszamy do lektury! 

Opisy w Pani książkach są niesamowicie dokładne. Pojawia się w nich wiele szczegółów dotyczących miejsca zbrodni i samych przestępstw. Proszę powiedzieć, skąd ta dobra znajomość technik stosowanych podczas śledztwa?

Oprócz wciągającej intrygi, charakterów ofiary i zabójcy, ich wzajemnych relacji i paru innych rzeczy, które składają się na dobry kryminał, zawsze interesowała mnie również techniczna strona śledztwa i coraz większe możliwości, jakie wynikają z rozwoju nauki i techniki. Sekwencjonowanie DNA w celu identyfikacji zwłok lub napastnika nie jest obecnie niczym niezwykłym, ale jeszcze stosunkowo niedawno nie było wiadomo, że kod DNA jest cechą indywidualną każdego człowieka. Badanie wszelkiego rodzaju śladów, jakie mógł na miejscu zdarzenia zostawić sprawca wymaga odpowiedniego ich zebrania i zabezpieczenia, a to się wiąże z opisem miejsca zbrodni i pracy techników. Podobnie jest w przypadku autopsji, lekarze dysponują coraz większymi możliwościami diagnostycznymi, a to może przekładać się na większą ilość danych przekazywanych policjantom. O tym wszystkim mogłaby oczywiście tylko wspominać w książce, trochę na zasadzie: przekazane informacje pozwoliły na ustalenie…, ale uważam, że to, w jaki sposób te informacje są uzyskiwane jest po prostu ciekawe. Za każdym razem, gdy już mam zarys powieści zaczynam gromadzić informacje na tematy związane ze śledztwem prowadzonym przez nadkomisarza Uszkiera. Na miejscu zbrodni zostały znalezione larwy much, albo ktoś został powieszony? Trzeba przeczytać coś na ten temat, skonsultować moje założenia z jakimś fachowcem. Podczas pisania pierwszej książki radą służyli mi znajomi policjanci i rzecznik biura prasowego KWP, który odpowiadał na moje, czasem dla niego banalne, pytania. Bo skąd na przykład miałam wiedzieć, ilu policjantów pracuje w jednym pokoju? Oczywiście pytałam i o poważniejsze sprawy :-) Przy „Żeglarzu” krąg moich policyjnych znajomych powiększył się, męczę pytaniami wykładowców ze Szkoły Policji w Pile, którzy oprócz udzielania odpowiedzi, w razie potrzeby podsuwają mi jeszcze odpowiednie lektury. I tu taka ciekawostka, część mojej kryminalnej biblioteczki nie znalazła w ich oczach uznania, mimo że autorzy należą do, wydawałoby się, czołowych specjalistów w odpowiednich dziedzinach. Na przełomie marca i kwietnia będę brała udział w kursie „kryminalnym” w Szkole Policji w Pile, już mam listę pytań do prowadzących zajęcia, a szczególnie do podkomisarza Pawła Leśniewskiego.

aga_drzewo_mena1

Może, podobnie jak ciocia Lusia, ma Pani w swoim otoczeniu prywatnego nadkomisarza Uszkiera, będącego źródłem wiedzy?

Niestety nie. Tak jak wspomniałam mam znajomych policjantów, ale nie jest to moje najbliższe otoczenie, na przykład mąż – komisarz policji. Szczerze mówiąc to byłoby wygodne, chociaż nie wiem, czy ktoś bliski miałby ochotę po pracy rozmawiać ze mną na jej temat, przypuszczam, że wolałby w domu odpocząć. Swoją drogą, ciocia Lusia miała szczęście, jej instynkty śledcze podsycane odpowiednimi lekturami znalazły ujście. Proszę jednak zwrócić uwagę, że na co dzień zajmuje się ona zupełnie czymś innym (jest bibliotekarką) i mimo zainteresowania zbrodnią nie śledzi sąsiadów, nie próbuje na siłę znaleźć zbrodni tam, gdzie jej nie ma i raczej trzeźwo stąpa po ziemi. Nie przepuszcza jednak okazji, które same wpadają jej w ręce…

aga_kimonp

Kiedy rozmawiałam z jedną z autorek kryminałów wyznała mi, że nie raz podpiera się prawdziwymi wydarzeniami, sprawami, które faktycznie dawniej były zmorą policji. A jak jest w Pani przypadku? Czy wszystko jest fikcją, czy jest w tym coś „prawdziwego”?

Do tej pory nie wykorzystałam jeszcze prawdziwych wydarzeń jako głównego wątku i raczej nie chciałabym tego robić. Powieść kryminalna, to nie reportaż, w którym opisywane są autentyczne zbrodnie i ludzie, to fikcja. Oczywiście ta fikcja podbudowana jest prawdziwymi informacjami  z różnych dziedzin, ale wydarzenia wymyślam od podstaw. Wygląda to w ten sposób, że fikcyjne morderstwo obudowuję sprawdzonymi informacjami na przykład z zakresu kryminologii, historii (to przy obecnie pisanej książce), staram się w miarę wiernie opisać środowisko, w którym rozgrywa się akcja (takie specyficzne środowisko jest w „Żeglarzu”), sprawdzam różne detale potrzebne mi przy pisaniu, wykorzystuję zasłyszane opowieści o różnych sytuacjach. Gdyby punktem wyjścia dla mojej książki były autentyczne wydarzenia, bałabym się dwóch rzeczy: po pierwsze opisywałaby coś, co już miało miejsce, mogłabym się zasugerować przebiegiem tych wydarzeń, a przecież to nie o to chodzi, po drugie w prawdziwych śledztwach biorą udział prawdziwi ludzie, nie chciałabym, żeby w jakikolwiek sposób identyfikowali się z postaciami u mnie występującymi. Prawdą jest natomiast to, że w każdej książce, jest trochę autentycznych zdarzeń, nie jesteśmy poddawani deprywacji sensorycznej i cały czas nasz mózg rejestruje różnego rodzaju bodźce i informacje. W przypadku autorów – to wszystko, co do nich dociera, po procesie „obróbki” ma szanse trafienia na kartki książki.

Którzy autorzy kryminałów inspirują Panią do tworzenia własnych historii?

Wielu autorów bardzo cenię, nie chciałabym jednak być „drugą Agathą Christie”, lub też „Mankellem w spódnicy”, wolę być sobą. Lubię kryminały i całkiem sporo ich czytam (i od czasu do czasu recenzuję), ale nie traktuję ich jako inspiracji, konkurencji zresztą też nie. Powieści kryminalne były inspiracją dla psychopatycznego mordercy w „Literacie” ze względu na  ogromną ilość sposobów pozbawiania życia w nich opisanych, ale dla mnie punkt wyjścia był inny. Ze względu na zainteresowanie technikami wykorzystywanymi podczas śledztwa chciałam opisać kilka różnych zbrodni, więc powstał taki „literacki” zbrodniarz. Szczerze mówiąc nie potrafię dokładnie określić, co mnie inspiruje, wydaje mi się, że po prostu suma tego, co czytam, co słyszę, przemyśleń, rozmów, impulsów.

Jakie emocje wzbudza pisanie kryminałów? Jakie ma Pani sposoby na to, by pozbyć się negatywnych emocji, które mogą pojawić się przy tworzeniu takich historii?

Może to zabrzmi makabrycznie, ale PISANIE kryminałów wzbudza we mnie zdecydowanie pozytywne emocje. Nie piszę „za karę” ani dlatego, że postanowiłam się znienacka przekwalifikować, piszę bo lubię, po interesuje mnie, czy poradzę sobie z opowiedzeniem historii, którą wymyśliłam, a przy okazji sprawdzania różnych informacji, trafiam czasem na różne ciekawostki, co jest dodatkowym bonusem. Poza tym do tej pory nie pojawiły się w moich powieściach elementy, które niosą za sobą największy ładunek emocji: nie zginęło dziecko, nikt brutalnie nie zgwałcił kobiety, nie opisywałam handlu żywym towarem ani nie zagłębiałam się w środowisko narkomanów. Potrafię zdystansować się do tego, co piszę, nawet jeżeli na potrzeby jakieś sceny wchodzę w skórę mordercy lub policjanta. Proszę wrzucić w wyszukiwarkę słowa kojarzące się z morderstwem, pojawią się artykuły opisujące fakty i będące dużo bardziej krwiożercze niż moje kryminały. Albo proszę przeczytać wypowiedzi seryjnych morderców, tych prawdziwych, którzy mówią wprost, że gdyby wyszli na wolność, to znowu by zabili, bo sprawia im to przyjemność. To rzeczywiste zbrodnie wzbudzają we mnie negatywne emocje, obawy, pytania, podejrzenia, niedowierzanie. Oczywiście pisząc o mordercach i ich ofiarach, czytam różne opracowania na ten temat i to właśnie to, co CZYTAM wzbudza emocje, bo jest realne, często o tym rozmawiam, dyskutuję. Być może dlatego, że od zawsze dużo czytam, zdecydowanie oddzielam fikcję od rzeczywistości i przeniosło się to również na pisanie. Gdybym opisywała autentyczne wydarzenia, miałabym do nich inny stosunek, niż do tych wymyślonych przeze samą siebie. Przypuszczam, że po spisaniu relacji własnego dziadka, który jako nastolatek trafił do partyzantki nie mogłabym spać. Bo to się naprawdę wydarzyło. Być może, takim „wentylem bezpieczeństwa” jest również to, że moja praca zawodowa związana jest z zupełnie czymś innym niż książki, a ruch (treningi kilka razy w tygodniu) powoduje przypływ endorfin.

Czy tworząc nową historię, wczuwa się Pani w wymyślane postaci, zarówno te dobre, jak i złe?

Siłą rzeczy tak, bo trudno jest napisać, na przykład, dialog nie „wchodząc w skórę” obu postaci. Jeżeli chodzi o stałą ekipę Uszkiera, to mam opanowany ich sposób wypowiedzi, natomiast w przypadku nowych osób często szukam czegoś charakterystycznego, jakiegoś powiedzonka, specyficznego sposobu mówienia czy zachowania. Dotyczy to zarówno tych „dobrych” jak i tych „złych” i od razu mogę powiedzieć, że zdecydowanie ciekawsze i łatwiejsze jest stworzenie świadka jakiegoś charakterystycznego świadka niż nijakiego, grzecznego i sympatycznego sąsiada ofiary. W „Literacie” występują bezdomni, w „Hobbyście” wędkarze, w „Żeglarzu”, jak łatwo zgadnąć, miłośnicy żagli, każda z tych grup używa charakterystycznego słownictwa, musiałam to uwzględnić. Chyba najtrudniejsze dla mnie było pisanie przemyśleń  mordercy w „Literacie”, tych umieszczanych przed każdym rozdziałem, oraz  wypowiedzi psychologa.

aga_leszek_male

Czy postać cioci Lusi jest inspirowana Pani osobą? Ona również jest członkiem klubu zrzeszającego miłośników kryminałów.

Nie, absolutnie nie. Różni nas wszystko: wiek, stan cywilny, zawód, charakter. Łączy jedno  – obie lubimy czytać kryminały.  I od razu powiem, że na nikim jej nie wzorowałam, nie jest ani moim alter ego, ani kopią jakiejkolwiek znanej mi osoby, Ciocia Lusia jako znawczyni wszelkiej literatury kryminalnej miała początkowo jedno zadanie: podsunąć komisarzowi pomysł dotyczący motywu działania mordercy i nie przewidywałam, że stanie się dosyć charakterystyczną postacią. Jak to często bywa, pierwotny zamiar uległ zmianom i ciotka Uszkiera zagościła na dobre w moich książkach. Chronologicznie było to tak: najpierw zaczęłam pisać „Literata”, potem w moim życiu pojawił się OKK i postać cioci Lusi uległa lekkiej modyfikacji – została członkiem Klubu Miłośników Kryminału.

Przez taką ilość szczegółów łatwo chyba podczas pisania o czymś zapomnieć, pominąć, pomylić? Dobrze mi się wydaje? Czy zdarza się Pani podczas powtórnego czytania znaleźć jakieś nieścisłości?

„Literatowi”, „Hobbyście” lub „Żeglarzowi” daleko to tak dużej wielowątkowości, jaką możemy zauważyć, przykładowo, u części skandynawskich autorów. Nadkomisarz Uszkier nie jest jednak prywatnym detektywem i nie pracuje sam.  Ma zespół ludzi, którzy razem z nim rozwiązują kolejne sprawy, przesłuchują świadków, sprawdzają różne tropy, przeprowadzają autopsję lub badają zabezpieczone w miejscu przestępstwa ślady. Ponieważ nie opisuję wydarzeń tylko i wyłącznie z perspektywy głównego bohatera, muszę cały czas kontrolować, co kto robi, żeby nie pominąć zaplanowanego wątku lub nie zdublować czynności. Od niedawna pracuję  w programie, który znacznie ułatwia mi zapanowanie nad tekstem, poszczególnymi scenami i motywami. Niemniej jednak tak, jak do tej pory, mam dwa plany książki: ogólny i szczegółowy. Ten drugi często modyfikuję, bo wraz z pisaniem czasem przydzielam poszczególnym członkom zespołu inne zadania, niż pierwotnie planowałam, albo wpadam nagle na jakiś dodatkowy pomysł, który muszę uwzględnić w całym tekście, a nie tylko w jednym rozdziale. Nie zdarzyło mi się jeszcze pominąć czegoś istotnego, ale podczas sprawdzania często rozwijam niektóre wątki. Drobne nieścisłości czasem znajduję, już wiem, że muszę zwracać dużą uwagę na czas, przy opisywaniu czynności kilku postaci łatwo może się on „rozjechać”. Poza tym staram się unikać podobnych imion lub nazwisk, po co mam się zastanawiać, czy ktoś nazywa się Kowalski czy Kowalewski.

„Hobbysta”, druga część przygód Barnaby Uszkiera kończy się w taki sposób, jakby była zapowiedzią kolejnej części. Mam wrażenie, że sprawa tajemniczego zdjęcia nastolatka nie została dokończona. Czy będzie kolejna książka? Jeśli tak, to kiedy można się jej spodziewać?

Sprawa nastolatka zostanie definitywnie wyjaśniona w trzeciej części cyklu o Uszkierze, jak – tego oczywiście nie zdradzę :) Odpowiadając na poprzednie pytania kilkukrotnie wymieniłam  tytuł mojego trzeciego kryminału – „Żeglarz”. Przy takim tytule wszyscy zapewne od razu domyślili się, że akcja powieści rozgrywa się w środowisku żeglarskim, mogę dodać, że głównie gdańskim. O ile nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, „Żeglarz” powinien ukazać się w księgarniach w czerwcu. Mogę też zdradzić, że okładka będzie w tym samym klimacie, co dwie poprzednie, już widziałam jej pierwszy projekt i naprawdę bardzo mi się podoba.  Poza tym  na  jesieni powinna ukazać się jeszcze jedna moja książka – też kryminał, ale zupełnie inny niż poprzednie.

I ostatnie pytanie. Proszę powiedzieć w jakich miejscach zazwyczaj tworzy Pani swoje historie?

Piszę na laptopie, więc mogę przenosić moje miejsce pracy, ale najwygodniej mi się pracuje w salonie. Laptop na kolanach, łokcie oparte o fotelowe podłokietniki, stolik z potrzebnymi akurat książkami i herbatą obok – tak mi wygodnie. Gdy temperatura pozwala, przenoszę się na werandę, najczęściej z ulubionym fotelem. Mam biurko, owszem, ale moja praca zawodowa (bo pisanie nie jest w moim przypadku zawodem, w każdym razie na razie) również wiąże się siedzeniem przy biurku i pracą na komputerze i chyba po prostu w domu mam „biurkowstręt”. Drugą przyczyną mojego przywiązania do fotela i stolika jest to, że stoją one tak, że wiedzę ogródek, a to zdecydowanie atrakcyjniejszy widok niż ściana, przy której stoi biurko. Poza tym, nauczyłam się zabierać ze sobą laptopa praktycznie wszędzie i jeżeli wyjeżdżam na dłużej niż jeden dzień,  to go ze sobą wiozę. Piszę więc również  w miejscach takich, jak hotele czy domy rodziny lub znajomych.  Latem jadę, jak co roku,  na obóz aikido i na pewno też będę wtedy pisała. Spory kawałek „Zwłok, które powinny być martwe” (to kryminał, w którym nie występuje Uszkier) powstał właśnie na obozie w Chełmnie.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

A Czytelników zachęcam do odwiedzenia strony autorki.


BiogramAgnieszka Pruska – na co dzień mieszka w Gdańsku, z wykształcenia nauczyciel. Felietonistka i recenzentka serwisu Zbrodnia w Bibliotece i członkini Oliwskiego Kluby Kryminalnego. Autorka jednego z opowiadań w zbiorze „Zdrowie konia” (2013) i książek kryminalnych „Literat” (2013) i „Hobbysta” (2015). Prywatnie ćwiczy aikido, w którym posiada czarny pas i od niedawna stopień mistrzowski 2 dan.

literathobbysta