„Poszukiwania rozpoczęłam od przepytania znajomych seniorów, czy czegoś nie pamiętają.” – Aneta Strzeszewska o „Kołysankach Niedzisiejszych”

18051980_1682380678445214_1750456023_n„Kołysanki Niedzisiejsze” to wyjątkowy projekt muzyczny. Na płycie pojawiają się głosy kilku pokoleń, a dedykowana jest wszystkim pokoleniom. Co o genezie powstania i tworzeniu repertuaru mówi sama autorka, Aneta Strzeszewska? Zapraszam do lektury wywiadu z artystką!

Inspiracją do rozpoczęcia Twojego projektu była Babcia Natalia. Czy kiedy byłaś mała, często słyszałaś jak śpiewa?

Bardzo rzadko. W moim domu było dużo muzyki, ale tej odtwarzanej. Moje wspomnienie muzyczne z dzieciństwa to adapter i płyty Eleni, magnetofon Kasprzak, kasety z muzyką Tęczowego Music – Boxu, Fasolek, oraz stare, trzeszczące radio w pokoju dziadka. Śpiewania  było mało. Raczej się słuchało. Kiedy miałam 6 lat mama zapisała mnie na zajęcia do Młodzieżowego Domu Kultury w Radomiu. Tam był śpiew, ale ja tańczyłam. Karierę tę zakończyłam po 5 latach treningów i już nigdy do tej pasji nie wróciłam (chociaż bardzo żałuję). W moim domu rodzinnym było zawsze mnóstwo książek. Babcia z księgarni przynosiła pięknie ilustrowane lektury i zawsze z mamą czytały mi i mojej siostrze na dobranoc. Babcia opowiadała nam również bajkę ze swojego dzieciństwa ,,Jak baba barszcz gotowała’’, którą wykorzystałam dla wzbogacenia mojej płyty. Pasję do śpiewania odkryłam już jako mała dziewczynka, ale dosyć późno zaczęłam uczyć się śpiewu. To była moja prawie już dorosła decyzja.

Opowiesz nam troszkę o historii powstania Twojego pomysłu na album „Kołysanki Niedzisiejsze”?

Skończyłam Autorską Szkołę Jazzu i Muzyki Rozrywkowej im. Krzysztofa Komedy w Warszawie. Miałam w ręku dyplom i nie wiedziałam co z tym dalej zrobić. Pomysł na nagranie albumu z kołysankami zrodził się nagle. I nie był do końca mój. To zasługa mojej siostry Basi, a raczej jej malutkiego synka Stasia, który wcale nie chciał spać. Spotkałyśmy się pewnego wieczoru w Radomiu u babci i ta postanowiła uśpić płaczące maleństwo. Zaczęła mu śpiewać ,,Chysiałychysiały moje małe oczka, nie wyspały mu się mała była nocka’’. Nie znałam tej piosenki, i śmiałam się z tego jak babcia uporczywie śpiewa o tym ,,chysianiu’’. Basia powiedziała jedno zdanie :,, Anetka nagraj te kołysanki’’. I wtedy mnie olśniło!! Od razu poprosiłam babcię Natalię, aby zaśpiewała mi jeszcze inne kołysanki, które pamięta. Niestety, nie za dużo już pamiętała. Szkoda było mi tego pomysłu, więc wymyśliłam jak znaleźć stare, ludowe usypianki. Przyjaciele doradzali mi, abym szukała ich w śpiewnikach, nagraniach, lecz ja miałam takie dziwne poczucie, że sama muszę je odnaleźć. Poszukiwania rozpoczęłam od przepytania znajomych seniorów, czy czegoś nie pamiętają. Następnie postanowiłam odwiedzać Domy Spokojnej Starości i wiejskie domostwa. I tak przemierzając Polskę wzdłuż i w szerz, znalazłam około 30 kołysanek. Co prawda nie dotarłam wszędzie, lecz znalazłam sporo materiału źródłowego, aby rozpocząć pracę nad płytą.

Jak zareagowała Babcia i inne starsze panie, kiedy opowiedziałaś o swoim pomyśle? Czy od razu był entuzjazm i chęć współpracy, czy pojawił się pewien dystans i wątpliwości?

Zawsze powtarzam, że gdybym nie spotkała na swojej drodze pomocnych i dobrych ludzi, nigdy tej płyty by nie było. Od samego początku osoby poproszone o pomoc angażowały się i wspierały mnie. Poczynając od rozmów telefonicznych z osobami zarządzającymi placówkami, a skończywszy na seniorach, czy napotkanych przypadkowo staruszkach. Każde spotkanie było dla mnie wyjątkowe, ale jednocześnie niełatwe. Przeważnie dyrekcja wskazywała mi pokoje do których mogę zapukać, wchodziłam i rozmawiałam. Ludzie starsi byli zazwyczaj bardzo pomocni, cieszyli się że ktoś ich odwiedza i że są jeszcze komuś potrzebni. Najciężej było wtedy, kiedy seniorzy myśleli, że jestem ich dawno nie widzianą córką, wnuczką….wtedy bywali smutni, i niechętni do rozmowy. Ale takich spotkań było bardzo mało. Większość z nich wspominam bardzo wesoło i ciepło. Dla mnie to było osobiste, wielkie przeżycie… zobaczyć i jakby ,,dotknąć starość’’.

Niektóre spotkania zapadły mi w pamięć szczególnie. Jednym z nich były odwiedziny Pana Stanisława, ze wsi koło Łowicza. Towarzyszyła mi wtedy przyjaciółka Asia. Staruszek tak ucieszył się z naszej wizyty, że nie tylko zaśpiewał nam chyba wszystkie piosenki  jakie znał, ale poczęstował obiadem i pysznym kompotem. Miło również wspominam Dom Spokojnej Starości w Gdańsku. Pani Dyrektor zorganizowała spotkanie na stołówce a staruszkowie bardzo elegancko ubrani, przynieśli swoje śpiewniki – stare pożółkłe zeszyty.  Śpiewaliśmy kilka dobrych godzin bardzo bogaty repertuar (śmiech). Każde ze spotkań było przepełnione skrajnymi emocjami. Był śmiech, opowieści, ale pojawiały się i łzy.

Czy dotarcie do kołysanek, które weszły w skład utworów na płycie było bardzo czasochłonne?

Każda podróż wymagała ode mnie poświęcenia przynajmniej jednego – dwóch dni. Odwiedziłam kilka dużych miast, okoliczne wsie. Po pewnym czasie zorientowałam się, że szukanie kołysanek wrosło we mnie zbyt bardzo. Kiedy na ulicy widziałam staruszki podchodziłam i pytałam czy czegoś nie pamiętają. Chyba powoli popadałam w paranoję (śmiech). Na szczęście materiał znalazłam dość szybko, ponieważ z każdej podróży przywoziłam piosenkę. Problemem było pogodzić codzienne życie, pracę, koncerty z tymi podróżami. Na szczęście się udało.

W jaki sposób doszłaś do tego, że Twoja płyta będzie albumem, na której pojawią się głosy kilku pokoleń?

Chciałam, aby ta płyta miała wielu odbiorców. Nie tylko małe dzieci i ich mamy. Pomysł z nagraniem babci pojawił się podczas tworzenia scenariusza teledysku. Początkowo pierwszą część kołysanki ,,La lulaj’’ miałam wyrecytować sama. Lecz kiedy babcia znalazła się w studio, spróbowaliśmy babcię nagrać i to był strzał w dziesiątkę. Na samym początku projektu, współpracowałam z Anną Salomon – Kalinowską, która prowadzi teatralnie dzieci z Małej Filmówki. Pomyślałam sobie, że dzieci i babcia to będzie dobre połączenie. Moje wizje na tę płytę były bardzo ekstremalne – chciałam nawet wpleść na płytę oryginalne nagrania staruszków, jednak ten pomysł nie doszedł do skutku. Udało mi się jednak pokazać na płycie głos męski – Kamila Mikosa, który  stał się symbolem ojcowskiego, rodzicielskiego śpiewania. Uważam, że przedstawiciel każdego pokolenia, znajdzie podczas słuchania ,, Kołysanek Niedzisiejszych’’ coś dla siebie.

Czy na którymś etapie tworzenia płyty pojawiły się jakieś większe komplikacje i trudności, czy konsekwentnie m18090884_1682380725111876_481697391_oałymi kroczkami podążałaś do przodu?

Komplikacji i trudności było wiele. Zaczęły się już na samym początku,  kiedy zdałam sobie sprawę z tego, ile kosztuje nagranie płyty. Studio, muzycy, miks, mastering, tłoczenie, dystrybucja. To ogromne koszty, na które nie bardzo miałam fundusze. Ale mój przyjaciel pokazał mi wtedy, platformy finansowania społecznościowego. Założyłam więc profil na Polak Potrafi, i zebrałam kwotę która pozwoliła mi rozpocząć nagrania. Kolejną przeszkodą był zbyt szybko mijający czas. Zależało mi aby płyta ukazała się przed Bożym Narodzeniem. Na nagrania jeździłam po pracy, wieczorami. Odsypiałam w pociągach i autobusach. Muzycy również pracowali na najwyższych obrotach. Pan Krzysztof Karwasz z wydawnictwa Soliton, uwierzył w mój projekt i zgodził się wyprodukować płyty w najkrótszym możliwym czasie. To wszystko było dla mnie bardzo stresujące. Jednak udało się i wielkie pudło z płytami dotarło do Warszawy kilka godzin przed koncertem promocyjnym.

Rozumiem, że „Kołysanki Niedzisiejsze” wiążą się z wieloma wspomnieniami. Czy podzielisz się z nami jednym z tych najszczęśliwszych wspomnień dzieciństwa?

Wiele mam takich wspomnień. Moje dzieciństwo, pomimo iż wychowywałam się w rodzinie niepełnej, było bardzo szczęśliwe. Mama, babcia, dziadek, siostra i ja tworzyliśmy dobrą rodzinę. Każdy był za sobą, szanował się i troszczył o siebie nawzajem.  Bardzo miło wspominam chwile spędzone z babcią Natalią. Oprócz pracy w księgarni Sonet w Radomiu (już jej dziś nie ma), babcia była krawcową. W przedpokoju stała wielka toaletka z lustrem do samej podłogi. Uwielbiałam, kiedy przychodziły do nas panie, którym babcia szyła garsonki czy sukienki. Babcia miała kilka pudełek z guzikami, szafy pełne materiałów. Dziś moja maszyna do szycia stoi w szafie, ale w dzieciństwie uwielbiałam bawić się tymi tkaninami, projektować, szyć lalki i ubranka. Z ogromnej ilości tych guzików układałam wzorki, przyszywałam i odpruwałam. Z dziadkiem uwielbiałam słuchać radia, układać obrazki z wiśniowych pestek i jeździć na działkę w koszyku na jego rowerze. Z mamą chodziłam na pielgrzymki, tańczyłam i śpiewałam do skakanki, udając piosenkarkę (śmiech). Z siostrą się bawiłam i kłóciłam – wiadomo. Ale nie zapomnę naszych wieczornych śpiewanek przy akompaniamencie gitary, czy pogaduszek do późnych godzin nocnych. Miałam bardzo kolorowe i szczęśliwe dzieciństwo.

Czy wśród utworów jest ten jeden, wyjątkowy, do którego masz największy sentyment?

Każdy utwór jest inny, więc już przez to jest wyjątkowy. Myślę jednak, że utwór zaaranżowany przez Wiktora Tatarka  pt. ,, Synku’’,  jest bardzo bliski mojemu sercu. Bardzo lubię tę melodię …..i te gitary.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!

A Czytelników zachęcam do lektury recenzji albumu „Kołysanki Niedzisiejsze” oraz obejrzenia teledysku do piosenki „La lu laj”: