„Pokochałam szesnastowiecznego zbuntowanego króla Inków” – wywiad z Elizą Drogosz

Eliza Drogosz to żywiołowa młoda kobieta, która jest autorką recenzowanych na naszej stronie książek „Władca piasków” i „Berło zniszczenia„. Debiutowała jako nastolatka, a jak to się zaczęło? Czy ma pomysły na kolejne książki? Zapraszamy do lektury wywiadu z tą obiecującą pisarką.

Pierwszą książkę napisałaś w wieku 14 lat, a kiedy zaczęłaś ją pisać? Od zawsze chciałaś opowiedzieć światu jakąś ciekawą historię?

Właściwie w wieku 14 lat dopiero zaczęłam na poważnie pisać moją pierwszą książkę, a skończyłam ją mniej więcej 2 lata później. We wcześniejszym okresie, owszem, zdarzało mi się coś napisać, ale raczej koncentrowałam się wówczas na zarysach fabuł. Miałam pomysły na kilka. Gdy postanowiłam, że zrobię wszystko, aby zadebiutować literacko jako siedemnastolatka, musiałam wybrać jeden z nich i na nim się skupić – wybrałam historię, z której narodził się „Władca Piasków”. Głównie z tego powodu, że miałam jej najwięcej, ale poza tym czułam, że chciałabym skupić się właśnie na tej opowieści. Rzeczywiście od zawsze marzyłam o tym, że pewnego dnia wydam swoją własną powieść. Gdy byłam mała uwielbiałam książki i wiedziałam, że kiedyś spróbuję napisać coś swojego, że ludzie będą czytali moje historie. Wytrwałam w tym marzeniu wiele lat i los sprawił, że udało mi się je spełnić. Niezwykle się cieszę z tego powodu.

Co było bodźcem, który sprawił, że zdecydowałaś się na wydanie swojej powieści? Pamiętasz ten moment, kiedy decyzja zapadła?

Tak, pamiętam! Od późnej podstawówki imponowała mi pewna postać, która do dziś jest moim idolem. Nie jest to typ bohatera, którego można się spodziewać po nastolatce… Podczas gdy moje koleżanki uwielbiały piosenkarzy i aktorów, ja pokochałam szesnastowiecznego zbuntowanego króla Inków. Był niezwykle ciekawą postacią, zamierzam poświęcić mu moją drugą serię książek. Najpierw jednak dokończę „Księgi Ankh”! Wracając do meritum, ponieważ tak bardzo podziwiałam (i wciąż mi nie minęło) „mojego” króla, zapragnęłam zrobić coś, aby być trochę do niego podobna. A ponieważ wstąpił on na tron w wieku lat 17, uznałam, że w takim razie ja również muszę zrobić coś niezwykłego w tym wieku. Po namyśle doszłam do wniosku, że jedyne, co mogę zrobić, to skupić się na moich zainteresowaniach pisarstwem i nieśmiałym marzeniu zostania pisarką. Postanowiłam napisać powieść i wydać ją w magicznym wieku 17 lat. Nie miałam dużo czasu, zaledwie około 2 lat, ale udało się.

Jaka była reakcja Twoich najbliższych, znajomych ze szkoły i nauczycieli na wieść, że wydajesz „Władcę Piasków”?

Przede wszystkim byli zaskoczeni. Rodzice i siostra oczywiście wiedzieli, że lubię sobie coś tam czasem popisać, że tworzę jakieś fabuły, ale chyba nie podejrzewali, że zamienię młodzieńcze mrzonki na prawdziwy debiut literacki – zwłaszcza w tak młodym wieku. Podeszli do całego projektu z wielkim entuzjazmem, byli moimi pierwszymi recenzentami (zwłaszcza siostra, z którą czytałyśmy książkę na głos na role, co było niezwykłą zabawą, a poza tym dawało okazję do dyskusji o treści). Trzymali za mnie kciuki i wspierali mnie, jak mogli. Znajomi również zareagowali bardzo pozytywnie, nawet lepiej, niż się spodziewałam, co było niezwykle miłe. Nauczyciele długo nie wiedzieli, co się szykuje, z wyjątkiem mojej polonistki, której dałam do przeczytania pierwszą wersję „Władcy Piasków”. Gdy i od niej usłyszałam słowa zachęty, dłużej się nie wahałam. Całe moje środowisko bardzo pomogło mi przezwyciężyć ostatnie obawy. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Tak dużo się nauczyłam od tamtego czasu, nabrałam doświadczenia, przeżyłam wiele przygód i poznałam tylu niesamowitych ludzi! Pisarstwo znacznie ubogaciło moje życie.

Wydałaś dwa tomy przygód o egipskich bogach, piszesz już kolejny tom? Może zdradzisz nam jakieś szczegóły z fabuły?

O tak, piszę już kolejny tom. Bardzo powoli zbliżam się nawet ku końcowi. Wiele z fabuły zdradzić nie mogę, również aby nie psuć przyjemności tym, którzy chcieliby przeczytać dwie pierwsze części bez spojlerów, ale coś niecoś mogę powiedzieć. Trzeciej księdze planuję nadać tytuł „Ostrze Nocy”. Jest to odniesienie do atrybutu Horusa – boga nieba i wojny – który odegra w tej części znaczącą rolę. Poza tym odkryjemy w niej kilka tajemnic, między innymi tę dotyczącą nieznanych losów prawdziwej Izydy, poznamy kilka nowych postaci, odnajdziemy to, co uznano za utracone… W książce znajdzie się również odpowiedź na pytanie: Co dalej z Briantem? Czy pozwoli, by pragnienie zemsty zmieniło go nieodwracalnie, czy też pogodzi się z przeszłością…? I do czego doprowadzi jego konfrontacja z odrodzonymi bogami. Obiecuję, że będzie się sporo działo.

A dlaczego właśnie Starożytny Egipt?

Cóż, od dziecka uwielbiałam historię i fascynowałam się dawnymi cywilizacjami. Egipt był pierwszą, która pochłonęła mnie na dłużej. Później, gdy odkryłam południowoamerykańskich Inków, straciłam dla nich serce i głowę, ale sentyment do Egiptu pozostał. Jedną z moich książek chciałam powiązać z tą arcyciekawą cywilizacją starożytności. Jej mitologia, a zwłaszcza Set, bóg pustyni i chaosu, wpasowała się idealnie w zarys fabuły, która zaczęła kiedyś kiełkować w mojej głowie. I tak oto głównym bohaterem „Ksiąg Ankh” został odrodzony Set, a akcja, choć dzieje się we współczesności, jest bardzo silnie związana z dawnym Egiptem.

Jakie są Twoje plany książkowe po zakończeniu serii?

Jak już wspomniałam, kolejną serię chciałabym osadzić w szesnastym wieku, w Ameryce Południowej, a konkretnie w Tahuantinsuyu, czyli państwie Inków. Opiszę w niej oparte na prawdzie historycznej losy mojego ukochanego króla i jego walki z europejskim najeźdźcą. Jego historia jest doprawdy niesamowita, a przy tym bardzo romantyczna. Nie mogę się już doczekać, kiedy przedstawię czytelnikom moich bohaterów. Najpierw jednak skończę to, co zaczęłam! Potem pozwolę sobie pisać dalej, coś innego. Wydaje mi się, że seria o Inkach będzie dla mnie jedną z najważniejszych ze wszystkich, które kiedykolwiek napiszę. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że fantastyczna przygoda!

Kiedy brakuje Ci weny, to gdzie jej szukasz?

Przede wszystkim w muzyce albo w spacerach i w naturze. Muzyka pomaga mi się odprężyć, zapomnieć o codzienności i puścić luzem wodze fantazji. Towarzyszy mi bardzo często i nieraz jest bodźcem, który napędza moją wenę twórczą. Innym sposobem są spacery. Kocham naturę, najchętniej zaszyłabym się w jakimś lesie albo w peruwiańskiej dżungli, ewentualnie na australijskim stepie i już bym tam została. Natura, oprócz tego że oszałamia swoim pięknem i potęgą, przynosi niesamowite wyciszenie i spokój. Są one bardzo potrzebne, zwłaszcza gdy ma się takie aktywne życie jak ja… Dwa kierunki studiów, pisarstwo i jeszcze czas dla przyjaciół… Ucieczka od codziennego pośpiechu potrafi regenerować nie tylko siły witalne, ale też te twórcze. Gdy brakuje mi weny i nie jestem w stanie ruszyć akcji dalej, zazwyczaj robię sobie chwilę przerwy. Łapię oddech, żeby moje myśli zajęły się czymś innym, odpoczęły od pisania. Najczęściej potem, gdy wracam do powieści, jestem już w stanie pisać dalej z dawną werwą. Wena również musi się regenerować, czasami trzeba po prostu dać jej na to czas, nawet jeśli ma to potrwać miesiąc.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!