„Miałam cudowne dzieciństwo i myślę, że wszystkie dzieci zasługują na to, by mieć  z niego ciepłe wspomnienia” – wywiad z Zuzanną Arczyńską

Książka „Odzyskane dzieciństwo” Zuzanny Arczyńskiej, została bardzo ciepło odebrana przez naszych Czytelników. Jej recenzję możecie przeczytać na naszej stronie. Dzisiaj chciałybyśmy zaprosić Was do lektury wywiadu z autorką tej powieści. Jak powstawała książka i dlaczego główne wątki dotykają tak trudnej tematyki?

W „Odzyskanym dzieciństwie” pojawia się wielu barwnych bohaterów. Czy inspiracji do ich stworzenia szukała Pani w swoim otoczeniu?

Odzyskane dzieciństwo to powieść w której jest tak dużo barwnych postaci i niemal wszystkie są ważne, że trudno by mi było to zrobić. Myślę, że nikt nie ma w swoim otoczeniu tylu osób do zainspirowania się a każda z nich musiałaby jeszcze  mieć swój charakter, (niektóre nawet charakterek). Ja każdą z nich stworzyłam z osobna, tak jakby istniały. Nie znam nikogo, kto choć trochę przypominałby wykreowane przeze mnie postacie, ale udało mi się większość z nich ukształtować w taki sposób, że mogłabym ich poznać i się z nimi zaprzyjaźnić, gdyby istnieli, choć nie za wszystkimi, bo i czarnych charakterów nie brakuje.

Czy wśród tych książkowych postaci jest taka, którą lubi Pani najbardziej?

Przede wszystkim muszę się przyznać, że bardziej lubię postacie męskie. Wyjątkowo odpowiadają mi doktor Ostrowski i Świszcz, ale Bartek też jest fajny. Z kobiet lubię maman, choć jest jej tam tak niewiele i Ninę z jej siłą i niezwykle smutnym balastem doświadczeń, która jak typowa nastolatka, mówi co myśli prosto w twarz nawet własnej matce.

Powieść zawiera w sobie wiele wątków pobocznych, przez co jest barwna i dynamiczna. Czy od początku był taki zamysł, czy koncepcja rozwijała się w trakcie pisania?

Początkowo to były dwie różne historie. Pierwszą były „Dzieci Strita”, druga „Dzieciniec”. Połączenie obu tych opowieści w jedną całość dało jednak wyjątkowy efekt i jestem z niego bardzo zadowolona.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej książki? Czy zdradzi nam Pani, o czym będzie?

Bardzo bym chciała odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ale prawda jest taka, że niczego jeszcze nie wiem. Kiedy tylko się czegoś dowiem od razu będę informowała.  Mam nadzieję, że jako kolejna powieść wyjdzie „Mimozowe pole”, to powieść kryminalna, a jednak nie kryminał.

Tematyka „Odzyskanego dzieciństwa” jest dość trudna i nieszablonowa. Jakie jest główne przesłanie dla czytelnika?

Chciałabym, żebyśmy wszyscy nauczyli się patrzeć na dzieci jak na ludzi, a nie np. osoby drugiej kategorii, bo bez praw wyborczych. Ważne jest dla mnie to, żeby uświadomić dorosłym, ile jest do uratowania w dzieciach, na które często i z pogardą mówi się: patole. To przecież nigdy nie jest ich wina. Pomóc można różnie. Najważniejsze, to nie zamykać oczu, mieć odwagę zadzwonić na policję, kiedy u sąsiadów rozlega się płacz, bez tego naszego polskiego i głupiego myślenia: ‘nie jestem konfidentem’. Wolę być nazywana w ten sposób, niż wiedzieć, że za ścianą dzieje się krzywda, a ja nie robię nic, bo brak mi odwagi. Nigdy nie będę tchórzem.

Musimy też zrozumieć, że instytucje, które zabierają dzieci z naprawdę patologicznych domów nie robią krzywdy dzieciom. Są po to, by pomagać.

Skoro jesteśmy w temacie dzieciństwa, do jakiego wspomnienia lub wspomnień z tamtego okresu lubi Pani najbardziej wracać?

Mam takie cudowne wspomnienie z dzieciństwa, kiedy tato w wakacje woził nas po dwoje na motocyklu nad jezioro. Nie było to zgodne z przepisami, ale frajda była nieziemska. Kiedyś mój brat oparł stopę o rurę wydechową i stopił mu się but! Gumowa zelówka kapała z gorącej rury. Na szczęście on się nie poparzył. Pamiętam też cudowne ognisko z rodzicami pod mostem kolejowym. Zapomnieliśmy noża i łamaliśmy chleb, ale nie zapomnę tego do końca życia. Miałam cudowne dzieciństwo i myślę, że wszystkie dzieci zasługują na to, by mieć  z niego ciepłe wspomnienia.

Dziękujemy i życzymy dalszych literackich sukcesów!