Marika Krajniewska o pisarstwie i zaangażowaniu w kulturę

fot. Tatiana Jachyra

fot. Tatiana Jachyra

Osoba, której sylwetkę dzisiaj chcę przybliżyć jest niesamowicie wszechstronna, ambitna i utalentowana. Marika Krajniewska – pisarka, dziennikarka, reżyserka i założycielka Fundacji Papierowy Motyl. Czym jeszcze zaskoczy swoich fanów? Serdecznie zapraszam do lektury bardzo inspirującej rozmowy!

W Twojej twórczości dominuje poważna, wręcz można czasem powiedzieć ciężka tematyka. Czy podczas pisania zdarza Ci się wpaść w ponury nastrój albo aż nadto współczuć bohaterom?

Nie, nic z tych rzeczy. Nie wpadam w ponury nastrój, co do współczucia, to zapewne współczuję bohaterom już na etapie pomysłu. Nigdy jednak nie zwracałam uwagi na swoje emocje względem nich, raczej skupiam się na ich własnych. Jest to niezwykle potrzebne, aby czytelnikowi przekazać ich prawdę, a nie moją. Bo to o nich są książki, nie o mnie.

„Schronisko” jest oparte na prawdziwych wydarzeniach. Czy w książce jest wiele fikcyjnych zdarzeń?

Cała fabuła jest fikcją, która jest tylko zainspirowana prawdziwym wydarzeniem. Najczęściej chyba tak się dzieje w świecie literatury, że pomysły podsuwa samo życie. Tak też się stało w tej powieści. Poznałam pewną historię, dotarłam do jej bohatera i tak powstała moja opowieść.

Oprócz książki „Schronisko”, która niedawno miała swoją premierę, został nakręcony film „Głód”, który został przez Ciebie wyreżyserowany. Skąd wziął się pomysł na jego tematykę? Gdzie możemy go zobaczyć?

Film powstał na podstawie mojego scenariusza, który z kolei jest oparty na moim opowiadaniu, wydanym w tomiku „Pięć”. Jest to zbiór historii mniej lub bardziej prawdziwych, smutnych, ale ważnych, o których nasi przodkowie pamiętają przez całe życie i albo zatajają, bo nadal się ich boją, albo chcą się ich pozbyć i opowiadają do bólu znane już wszystkim historie znowu i znowu, bez umiaru. Zainspirowałam się opowieścią dziadka, którą słyszałam tak wiele razy, że wydawało mi się, że osobiście znam bohaterkę tej historii. Film jeszcze jest wysyłany na festiwale, ale mam nadzieję, że wkrótce można będzie go zobaczyć w telewizji albo w kinach studyjnych.

Fot. Anna Podsiedlik

Fot. Anna Podsiedlik

O „Głodzie” było również głośno za granicą, proszę nam o tym opowiedzieć.

„Głód” to film niezależny, produkowany praktycznie bez środków, powstał wyłącznie dzięki wielkiemu sercu wielu ludzi, którzy postanowili, że zrobimy to razem. I w związku z tym cieszy mnie fakt, że film ten zdobywa uznanie właśnie na niezależnych festiwalach. Głównie na takich został doceniony w Teksasie, Barcelonie czy na międzynarodowym festiwalu niezależnych artystek CineWoman.

Pisarka, reżyserka, wydawca… Jesteś niesamowicie wszechstronna! Czy planujesz jeszcze czymś zaskoczyć swoich fanów?

Planuje wszystko to, co jest związane z pisaniem, jednak czuję w środku, że na tym się nie skończy. Nie wiem jednak w którą stronę pójdę w swoim rozwoju. Uwielbiam nowe wyzwania, napływają do mnie z samego środeczka i wołają.

Pochodzisz z Petersburga, jakie były Twoje pierwsze wrażenia po kontakcie z naszym krajem? Dlaczego akurat Polska?

Polska mnie zaadoptowała, tak samo jak i moich rodziców. Mój tata pochodził z Polski, choć jako dziecko zamieszkał z mamą w Rosji i tak naprawdę poznawał i odkrywał na nowo swoją ojczyznę już mając własne dzieci. A razem z nim odkrywaliśmy my. Każdy na swój sposób. Ja początkowo z buntem, bo okazało się, że wyjazd „na stałe” nie kończy się wraz z zakończeniem wakacji, że twoi przyjaciele, z którymi co weekend jeździłaś na nartach albo łyżwach robią to wszystko ale już bez ciebie. Choć pierwsze wrażenia: gumy do żucia, lalki Barbie i kabanosy – były całkiem przyjemne, to jednak tęsknota za domem męczyła. Zmieniło się wszystko, kiedy na świat przyszła moja córka. Polka.

Wśród wielu projektów i działań, jakie masz na swoim koncie, jesteś założycielką fundacji Papierowy Motyl. Czym dokładnie się ona zajmuje i dla kogo powstała?

Fundacja powstała z myślą o dzieciakach i młodzieży, które nie mają możliwości angażowania się w życie kulturalne. Organizujemy warsztaty pisarskie, fotograficzne, zbieramy książki, aby np. dzieciaki i ich rodzice, przebywające długo w szpitalach miały na półce fajne książki. Działań w planach jest wiele, niestety nie na wszystko udaje się pozyskać środki i szczerze mówiąc bardzo często odechciewa się prosić. Wtedy dajemy to, co sami mamy: swój czas i wiedzę głównie. Nie poddajemy się jednak, planujemy, działamy.

Fot. Anna Podsiedlik

Fot. Anna Podsiedlik

Rynek księgarski/wydawniczy to ciężki kawałek chleba – poziom czytelnictwa wśród polskiego społeczeństwa jest wyjątkowo niski. Czy nie obawiałaś się ruszać z własnym wydawnictwem oraz na dodatek z fundacją?

To prawda, łatwo nie jest i chyba nie o poziom czytelnictwa tu chodzi. Najbardziej zdumiewające jest to, że coraz mniej jest wsparcia dla kultury, dla książek i literatury ze strony mediów, które wolą powielać puste słowa z portali społecznościowych, zaniedbując potrzebę rozwoju duchowego swoich odbiorców. Mam tu na myśli w tej chwili konkretne rozgłośnie radiowe, konkretne pisma czy portale. Niezwykle cieszę się z powstawania niezależnych serwisów literackich, które tworzą ludzie z pasją. Wiem, że jest im ciężko, bo na swojej pracy nie zarabiają, ale wnoszą do społeczeństwa niezwykłą wartość. Natomiast większość komercyjnych mediów traktuje swoich odbiorców mało poważnie, cytując treści z facebooka, zamiast nakarmić ludzi autorską myślą, cytatem z literatury, o której się nie mówi. Teraz wszystko się kupuje. Recenzje w gazetach, informacje o wydawanych książkach też się kupuje. Otrzymuję po kilka ofert dziennie od redakcji, które chętnie napiszą, jak fajne jest „Schronisko” czy inny tytuł Papierowego Motyla. I wystawią fakturę. I nawet czytać nie muszą, i tak napiszą, że fajne. Czy to nie jest oszustwo? Moje wydawnictwo nie płaci za recenzje. Dbam bardzo o to, żeby materiał, który pojawia się w prasie o naszych książkach nie był kupiony, ale prawdziwy. Niezależnie od tego czy jest pochlebny czy nie. Dzięki temu jest prawdziwy.

Jakie aspekty pracy nad wydawnictwem i fundacją sprawiają Ci najwięcej satysfakcji? Kiedy są te chwile, kiedy myślisz „warto było!”?

Dobre słowa czytelników sprawiają radość. Dobre słowo autora również, zwłaszcza kiedy są skierowane nie do mnie – wydawcy, ale do siebie samego. Rzadko się słyszy od ludzi pochwały w stosunku do siebie samych, a szkoda. Uwielbiam słyszeć od pisarzy: „Zrobiłem to”, „Udało mi się”, „Moja książka jest ciekawa”. Oby więcej takich słów. Gadanie do siebie ma sens. :)

Tak, gadanie do siebie ma sens! W jednym z raportów badawczych przeczytałam, że mówienie do siebie jest domeną ludzi inteligentnych. W takim razie dołączam się do tego i wszystkim życzymy częstego gadania do siebie. :)

Bardzo dziękuję za bardzo inspirującą rozmowę!

Zachęcamy także do lektury książki „Schronisko” i jej recenzji na naszej stronie.

Kulturantki_Schronisko_Marika_Krajniewska_recenzja_książkowa


fot. Tatiana Jachyra

Marika Krajniewska – pochodząca z Petersburga pisarka, reżyserka, wydawca i założycielka Fundacji Papierowy Motyl. Ukończyła filologię rosyjską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Szkołę Kreatywnego Pisania Polskiej Akademii Nauk i Warszawską Szkołę Filmową. Autorka takich książek jak „Papierowy motyl” (2009), „Zapach malin” (2010), „Era Kobiet” (2010), „Za zakrętem” (2010), „Opowiadania przyprawione miłością” (2011), „Pięć” (2011), „Okno” (2013), „2014, Antologia współczesnych polskich opowiadań” (2014), „Kulminacje” (2015), „Schronisko” (2015). Reżyserka filmu krótkometrażowego „Głód”.