„Mamy sentyment do gitarowego brzmienia”- zespół Divines o swojej muzyce i płycie „Pałace”

divines_foto-1Divines to fenomenalny duet, który swoją muzyką podbija serca słuchaczy z Polski i zza granicy. Co opowiadają o swojej muzyce i muzykach, którzy ich inspirują? I kiedy możemy spodziewać się nowej dawki muzycznych wrażeń? Jesteście ciekawi? Na te i inne pytania  odpowiedzi udzielili Lulu Zubczyńska i Piotr Łaziuk. 

Dlaczego muzyka elektroniczna?

Bo nie lubimy ograniczeń. Muzyka elektroniczna daje praktycznie nieograniczoną możliwość wyboru środków wyrazu – sky is the limit. Mamy sentyment do gitarowego brzmienia, sami wychowywaliśmy się na szeroko pojętej muzyce rockowej, ale w pewnym momencie przestało nas to inspirować, nakręcać do działania. Stąd zwrot ku syntezatorom i skupienia się na zabawie z dźwiękiem.

Wasza muzyka nawiązuje to twórczości lat 80., czy są muzycy, którzy byli lub są dla Was największą inspiracją?

Tak, tych nazwisk jest bardzo dużo. Dlatego z takim przygnębieniem przyjęliśmy informacje o śmierci tak wybitnych artystów, jak David Bowie, Micheal Jackson czy George Micheal. Ciężko pogodzić się z myślą, że to pokolenie powoli odchodzi. My, jako Divines, bardzo dużo im zawdzięczamy.

Jak wygląda proces tworzenia Waszych utworów? Wasze zdania się pokrywają, czy przypomina to raczej twórcze spory?

Wydaje się nam, że właśnie różnice zdań sprawiają, że muzyka nabiera jakości. Oczywiście nasze muzyczne preferencje muszą być w jakimś stopniu zbieżne, by było pole do kompromisu. Zazwyczaj zaczynamy syntezatorowy jamming od prostego bitu, nagrywamy różne motywy, które wydają się nam atrakcyjne. Potem Piotr układa z tego szkic kompozycji, nad którym już intensywnie dyskutujemy – na tym etapie Lulu myśli już o wokalu.

Graliście wiele koncertów, w tym także za granicą. Jak to się stało, że Wasza muzyka zdobyła popularność np. w Niemczech?

Zauważyliśmy, że nasza muzyka jest bardzo dobrze przyjmowana nie tylko na zagranicznych koncertach, ale również przez obcokrajowców, którzy bywali na naszych występach w polskich klubach. Taki pokoncertowy feedback był zawsze bardzo budujący. Kto wie, może jest to znak, że należy poważnie rozważyć eksportowanie się na Zachód?

Wasza płyta jest niewątpliwie wielkim sukcesem. Jakie macie plany na najbliższy czas – skupiacie się na promocji albumu „Pałace”, czy już powstaje coś nowego?

Można powiedzieć, że promocja płyty to praca również intensywna jak ta związana z jej nagraniem, dlatego nie mamy czasu na odpoczynek. Jesteśmy jednak dość niespokojnymi duszami, dlatego ciągnie nas do nagrywania kolejnych numerów! Możemy zdradzić, że przygotujemy dla Was coś wyjątkowego na Walentynki.

Czy patrząc z perspektywy czasu, potraficie znaleźć w Waszej karierze charakterystyczne kamienie milowe, które nadały nowy kierunek i tempo rozwoju?

Na pewno, wydaje się nam, że było ich kilka. Na pewno za kamień milowy w naszym rozwoju można uznać występ przed Crystal Fighters w warszawskiej Progresji. Wtedy dowiedzieliśmy się, co tak naprawdę oznacza występ na ogromnej scenie przed dużą publicznością. Wiele się wtedy nauczyliśmy. Tak naprawdę przełomowy był jednak dla nas rok 2016 – rozpoczęło się od dobrze przyjętego singla: „Pałace”, występów na Festiwalach Open’er i Spring Break, wspólnej trasie z Julią Marcel i wreszcie – długogrającym debiucie płytowy. Ale mamy apetyt na więcej!

Bardzo dziękuję za udzielone odpowiedzi!

Czytelników zachęcam do lektury recenzji płyty zespołu Divines ,”Pałace”, i wysłuchaniu dwóch utworów z tego albumu: