„Literatura obyczajowa powinna nie tylko zapewniać rozrywkę, ale zrywać z tabu” – wywiad z Magdaleną Majcher

Magdalena Majcher to kobieta wszechstronna. Jest pisarką – ma na swoim koncie takie powieści, jak „Jeden wieczór w Paradise”, „Stan nie! błogosławiony” oraz „Matka mojej córki”. Jest również recenzentką, redaktorką i blogerką – prowadzi poczytnego bloga Przegląd czytelniczy. Jej motto życiowe brzmi: „Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia”. Zapraszam do lektury wywiadu z tą interesującą młodą pisarką.

Kiedy i jak zrodził się w Pani głowie pomysł napisania „Matki mojej córki”?

Niestety, pomysły przychodzą do mnie tak znienacka i zaskakują mnie w tak codziennych czynnościach, że nie sposób spamiętać, w jaki sposób zrodziła się dana książka. Zazwyczaj jest tak, że nagle spływa na mnie olśnienie i już mam pomysł na fabułę. Później wystarczy „tylko” zebrać materiały, stworzyć bohaterów, pozwolić im żyć własnym życiem i cierpliwie obserwować ich poczynania. Nie inaczej było w przypadku „Matki mojej córki”.

Czy jest to książka oparta na prawdziwej historii, czy to w całości fikcja literacka?

Wszystkie moje powieści są fikcją literacką, nie opieram się na prawdziwych historiach. Zdecydowanie większą frajdę sprawia mi wymyślanie rzeczywistości, niż jej opisywanie.

Pani książki poruszają różne aspekty macierzyństwa. Uważa Pani, że jest potrzeba mówienia i pisania o ciąży oraz blaskach i cieniach macierzyństwa?

Jak najbardziej. Macierzyństwo to najtrudniejsza rola w życiu kobiety, ale jednocześnie najpiękniejsza, dająca mnóstwo satysfakcji. Niestety, nie zawsze droga do macierzyństwo czy już samo macierzyństwo jest usłane różami. Ważne jest, aby kobiety nie czuły się osamotnione ze swoimi emocjami, nawet tymi negatywnymi. Tymczasem część kobiet wstydzi się swoich przemyśleń i na głos nie przyznałaby się, że przemknęła jej przez głowę myśl, aby zostawić to wszystko, trzasnąć drzwiami i po prostu wyjść. Każdego dnia podejmujemy ważne dla nas i naszych dzieci decyzje. Czasem są to decyzje błahe, a czasem z gatunku tych najtrudniejszych, o których piszę w „Stanie nie! błogosławionym” i „Matce mojej córki”.

W Pani najnowszej powieści pojawia się Wrocław i Czeladź. To dość nietypowe miejsca na zasadzanie akcji utworu, zwłaszcza Czeladź. Skąd ten wybór?

Dla mnie wcale nie nietypowe, gdyż Czeladź to moja rodzinna miejscowość. Zdecydowanie lepiej pisze się o miejscach, które się dobrze zna. A Wrocław? Szukałam dużego miasta, które pochłonęłoby Ninę, a jakie znajdywałoby się w stosunkowo niewielkiej odległości od Czeladzi. Odległości, którą można pokonać w ciągu maksymalnie kilku godzin. W grę wchodziły dwa miasta – Kraków i Wrocław. Wybór bardziej intuicyjnie padł na Wrocław.

Opisuje Pani trudne relacje na linii matka – córka, wczesna ciąża, pierwsza miłość. Nie boi się Pani podejmować tematów trudnych ani kontrowersyjnych, niewygodnych. Zastanawiam się skąd u Pani chęć zmierzenia się, podjęcia takich właśnie tematów?

Sama, jako czytelniczka, lubię, kiedy takie tematy podejmowane są w literaturze, dlatego stawiam na nie również w swoich książkach. Literatura obyczajowa powinna nie tylko zapewniać rozrywkę, ale zrywać z pewnymi tabu, skłaniać czytelników do refleksji. Moje zadanie polega na tym, aby zwrócić uwagę na tematy szczególnie niewygodne czy, jak Pani powiedziała, trudne. Chciałabym, aby czytelniczka postawiła się na miejscu bohaterki i zastanowiła „A co ja bym zrobiła?”. Jeśli po lekturze mojej książki chociaż jedna osoba stanie się bardziej empatyczna i wrażliwsza na potrzeby i przeżycia drugiego człowieka, to dla mnie ogromny sukces.

Jest Pani autorką poczytnego bloga „Przegląd czytelniczy”. Publikuje Pani również swoje teksty w prasie. Czy od zawsze wiązała Pani swoją przyszłość ze słowem pisanym, czy to przyszło z czasem?

Od zawsze chciałam wiązać swą przyszłość ze słowem pisanym, ale pomysł na siebie przyszedł dopiero z czasem. Założenie bloga okazało się strzałem w dziesiątkę. To właśnie pisząc o innych książkach (bo mój blog jest blogiem recenzenckim) miałam niepowtarzalną okazję szlifować swój warsztat i ostrzyć pióro. Zrozumienie, co chcę robić w życiu, zajęło mi trochę czasu. W międzyczasie pracowałam w sprzedaży, w bankowości, ale żadne z tych zajęć nie przynosiło mi satysfakcji. Dopiero teraz, obcując i żyjąc ze słowa pisanego, mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu.

Czy Nina, główna bohaterka, mogła zostać dobrą młodą matką dla swojego dziecka, gdyby nie uległa wpływowi matki i nie oddała córki do adopcji?

Bardzo możliwe. Sama znam kobiety, które w nastoletnim wieku urodziły dzieci i, choć nie bez trudu, podołały temu wyzwaniu. Na pewno młode mamy mają trudniej, niż kobiety, które mają już ugruntowaną pozycję zawodową i większe możliwości finansowe, jednak myślę, że w wieku nastu lat również można urodzić dziecko, wychować je na fajnego człowieka i przy okazji nie zwariować. Sama dość młodo, bo w wieku dwudziestu lat urodziłam syna, i ani przez sekundę nie żałowałam, że właśnie tak potoczyło się moje życie. A wracając do Niny – myślę, że z odpowiednim wsparciem mogłaby sobie poradzić. Tylko, no właśnie, w najważniejszym momencie tego wsparcia zabrało… „Matkę mojej córki” powinny przeczytać kobiety, których nastoletnie córki spodziewają się dziecka. To nie jest koniec świata, chociaż w tym momencie tak zapewne myślą.

Napisała Pani również książkę „Stan nie! błogosławiony”, w której porusza Pani i demitologizuje poniekąd stan oczekiwania na dziecko. Czy tworzyła Pani tę powieść na podstawie własnych doświadczeń i rozmów z kobietami w ciąży?

„Stan nie! błogosławiony” to opowieść o kobiecie, która wprawdzie dziecka nie planowała i początkowo myśl o ciąży budziła w niej lęk, ale w końcu pokochała myśl o rozwijającym się w jej ciele maleństwie i samo maleństwo, aż tu nagle… dowiedziała się, że dziecko może się urodzić z wadą genetyczną. Co zrobić w takiej sytuacji? Podjąć dalszą, być może inwazyjną diagnostyką, czy może lepiej nie wiedzieć? Przerwać ciążę czy urodzić? Diagnostyka prenatalna i wynikające z tego tytuły dylematy są szalenie interesującym tematami, a jednak dość często pomijanymi w polskiej literaturze obyczajowej. Chyba każdej kobiecie, która w ciąży przechodziła podstawowe badania, w pewnym momencie towarzyszył lęk, że z dzieckiem może być coś nie tak, więc po części to jest doświadczenie każdej z nas, matek. Na pewno było mi łatwiej pisać tę książkę, kiedy miałam już za sobą dwie ciąży oraz wynikające z tego doświadczenia.

Czy następne Pani książki również będą dotyczyć macierzyństwa?

Tym razem pójdę w nieco innym kierunku. Lada chwila pojawi się zapowiedź mojej czwartej książki, która ukaże się już tej jesieni. To będzie część większego projektu, na którym skupiam teraz wszystkie myśli i energię. Na pewno jeszcze nieraz wrócę w moich książkach do tematu macierzyństwa, zresztą moja najnowsza bohaterka też jest matką, ale nie jest to wątek wiodący. Tym razem rozłożę na czynniki pierwsze pewne małżeństwo, ale więcej na razie zdradzić nie mogę…

Dziękuję bardzo za wywiad i życzę dalszych sukcesów literackich :)