„Każdy koncert to dla mnie czas niezwykły” – Joanna Morea o swojej muzyce

17431735_1644101222273160_977937097_oNiedawno byłam zachwycona muzyką tworzoną przez Joannę Morea. Wprowadziła mnie w fantastyczny klimat i przeniosła mnie w czasie do klubów jazzowych z pierwszej połowy XX wieku. Jesteście ciekawi, dlaczego właśnie ten okres i jak wyglądały kulisy powstania albumu „Crazy people”? Zapraszam do lektury wywiadu!

Na Twojej płycie jest sporo utworów nawiązujących do pierwszej połowy XX wieku, dlaczego akurat ten okres?

Tak, to prawda. Nawiązuję do konkretnego kierunku w muzyce jakim był swing, który dominował w latach 30 poprzedniego stulecia. A dlaczego swing, choć przecież nie tylko? Swing to przede wszystkim specyficzny feeling, rozkołysany, można by rzec nawet roztańczony. To rytmika, która także określa sposób gry i improwizacji. Ja to zwyczajnie lubię.

Do pracy nad albumem „Crazy people” zaprosiłaś kilku innych muzyków. Czym kierowałaś się podczas wyboru współwykonawców?

Większość muzyków, którzy współtworzą ze mną płytę to moi koledzy muzyczni, których znam muzycznie od dawna i z którymi współpracuje na co dzień. Są to kolejno Jarek Małys, Grzesiek Grzyb, Andrzej Zielak, Paweł Tartanus, czy Dymitr Markiewicz. Zaproszeni natomiast do projektu zostali goście, których osobowość muzyczna jest dla mnie niezwykła, motywująca i w pewien sposób muzycznie prowokująca na tym albumie. Ula Dudziak, która zwykle kojarzona jest z bardziej nowoczesnymi brzmieniami, na mojej płycie improwizuje do klasycznego swingowego utworu. To bardzo świadomy zabieg, przełamania pewnego konwenansu, który mam wrażenie jest bardzo ciekawy. Podobnie jest ze Zbyszkiem Namysłowskim. Jego język muzyczny wydaje się być zupełnie odległy od charakteru utworów, w  których gra na płycie. A jednak jego wyrazistość tylko dodaje pikanterii. I Robert Majewski. Fenomenalny kameleon muzyczny. Jego trąbka wydaje się brzmieć tu od zawsze. Czym się zatem kierowałam? Chciałam osiągnąć bogatą kolorystykę muzyczną przy zachowaniu pewnej spójności.

Jak długo trwał proces twórczy nad nową płytą?

Utwory komponowane były właściwie w krótkim czasie, choć jeden z nich powstał już chyba ze trzy lata temu. Natomiast nagranie materiału trwało 3 dni z dodatkową kilkugodzinną sesją.

Wśród Twoich wcześniejszych projektów jest płyta „Śpiewanki Joanki” z piosenkami dostosowanymi do rytmu dziecka. To bardzo interesujące! Czy możesz nam opowiedzieć skąd taki pomysł, jak zabrałaś się do realizacji i jak skonstruowane są utwory?

Płyta ‘Śpiewanki Joanki” to już dość odległa historia. Pojawiła się w roku 2010. Są to piosenki, które pisałam dla moich własnych dzieci, bliźniaków, które dziś mają już 12 lat. Jako muzyczna mama odpowiadałam na setki pytań moich dzieci za pomocą wierszyków lub piosenek. Dlatego tematy do nich są właściwie sugerowane przez moje dzieci. Moja córeczka wolała śpiewać o pieskach czy kotkach, a mój synek o traktorkach czy lataniu samolotem. Każdą piosenkę napisałam, zaaranżowałam i wyprodukowałam sama z czego jestem dumna. Dziś muzyka ta służy już innym dzieciom, choć moje, już nastoletnie z rozrzewnieniem czasem do nich wracają.

Prywatnie jesteś mamą, jak udaje Ci się łączyć obowiązki domowe z karierą muzyka?

To nie jest łatwe zadanie, ale to moja rzeczywistość. Nie wyobrażam sobie innej. Czasem wydaje mi się, że to właśnie dzieci motywują mnie do tak dobrej organizacji i samodyscypliny.

Jesteś osobą wszechstronną jeśli mowa o muzyce: kompozytorka, autorka tekstów, saksofonistka, flecistka, wokalistka… Co jest Tobie najbliższe? Od czego zaczęła się Twoja życiowa przygoda z muzyką?

Zaczęłam grać na fortepianie jako dziecko, choć podobno dyrekcja szkoły muzycznej przekonywała moich rodziców, żebym grała na skrzypcach. Potem pojawił się flet poprzeczny i to ten instrument mną zawładną. Dziś równie chętnie gram na flecie, śpiewam jak również komponuję czy piszę teksty.

Twoje koncerty odbywały się w kilku krajach, jak to się stało, że zdobyłaś sławę za granicą?

Sława to dużo powiedziane. Studiując poza Polską zaczęłam pojawiać się na koncertach w innych krajach i tam zdobywać swoich słuchaczy. Potem przyszła przerwa na podróże i macierzyństwo, a teraz jest powrót na scenę i  do muzyki. Tak to u mnie można powiedzieć swinguje.

Jak wyglądają Twoje koncerty, czego Twoi słuchacze mogą się spodziewać przychodząc na Twój występ na żywo?

Każdy koncert to dla mnie czas niezwykły. Scena ma swoja magię. A ja na niej dzielę się wszystkim co potrafię, w sposób w jaki potrafię i nade wszystko staram się być muzycznie sobą

Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że niektóre piosenki są stworzone do grania i śpiewania ich na żywo, bo wydają się brzmieć wtedy tak, jak brzmieć powinny: lepiej i prawdziwiej niż na nagraniu? Czy masz takie piosenki w swoim repertuarze?

Ja bym powiedziała inaczej. W muzyce jaką uprawiam czyli jazzowej każde wykonanie, interpretacja jest inna, każda improwizacja jest inna bo gra się to, co w danym momencie jest w głowie, w duszy, w emocjach i w palcach dlatego każde wykonanie na żywo jest prawdą zamkniętą w danej chwili, tak jak rejestracja w studio jest inną prawdą zatrzymaną na płycie. Granie na żywo rządzi się nieco innymi prawami. Zawsze ma szanse być bardziej spontaniczne. Idąc tym torem mogłabym powiedzieć, że większość utworów z mojego repertuaru jest do koncertowania, ale tak jak wspomniałam, nagranie także jest pewną spontaniczną, zamkniętą w czasie chwilą.

Dziękuję za udzielone odpowiedzi! Czytelników zachęcam do lektury recenzji płyty „Crazy people”.