„Chciałem, żeby ta książka nie była łatwa w odbiorze, żeby budziła ciekawość, nawet konsternację, a akcja była porządnie zakręcona.” – rozmowa z Przemysławem Żarskim

Niedawno zachęcałam do lektury debiutanckiej książki Przemysława Żarskiego zatytułowanej „Umwelt”, której recenzję znajdziecie na naszej stronie. Dzisiaj zapraszam do bliższego poznania samego autora. Co skłoniło go do pisania? I co chciał przekazać Czytelnikowi?

Od lat ma Pan doświadczenie przy pracy z tekstem, czy to właśnie skłoniło Pana do tego, by napisać własną książkę?

Nie, ale doświadczenia w tym zakresie na pewno miały wpływ na jej powstanie. Pracowałem jako dziennikarz, obecnie zajmuję się pisaniem tekstów, choć już z nieco innej strony w biurze prasowym. Nie wynika to z przypadku, od zawsze lubiłem pisać i myślę, że to zamiłowanie można dostrzec w „Umwelcie”. Jednak sam pomysł spisania historii zrodził się pod wpływem impulsu i uporu, chciałem udowodnić sobie, że zdołam zrealizować ten cel. Kosztowało mnie to mnóstwo pracy, ale udało się i dziś wyrzucam sobie, że wpadłem na pomysł z książką tak późno (śmiech).

„Umwelt” jest kryminałem, w którym jeden z bohaterów cierpi na zaburzenia osobowości. Skąd taki pomysł?

Rzeczywiście jest mocno zaburzony, a tego typu schorzenie jest niezwykle trudne nie tylko do zdiagnozowania, ale przede wszystkim leczenia, a w tym wypadku on zupełnie nad tym nie panuje, nie leczy się psychiatrycznie. Za to choroba oddziałuje na jego postrzeganie świata. Tak naprawdę chciałem przez to pokazać, że światy dwóch osób potrafią diametralnie się od siebie różnić; wynika to nie tylko z naszego postrzegania świata, ale również chorób, traum, czy doświadczeń życiowych. Stąd teoria umweltu, którą pozwoliłem sobie przenieść luźno na świat ludzi. Jesteśmy różni, mamy różne wizje świata i powinniśmy nauczyć się żyć z tym, że każdy z nas postrzega go indywidualnie.

Konstrukcja książki jest tak stworzona, że łatwo można stracić poczucie tego, co jest prawdą, a co urojeniem. Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób powstawało. Czy zaczęło się od drobnych szczególików, a do nich były dorabiane główne wątki, czy na odwrót?

I właśnie takie było moje założenie. Chciałem, żeby ta książka nie była łatwa w odbiorze, żeby budziła ciekawość, nawet konsternację, a akcja była porządnie zakręcona. Wiedziałem, że nie każdy odbierze ją w sposób, jaki sobie założyłem, ale nie doceniłem czytelników. Większość z nich wychwyciła ten zabieg, choć „Umwelt” nie jest książką łatwą. Starałem się również pisać po swojemu, nie wzorować się na nikim i wydaje mi się, że da się te zalążki stylu już dostrzec; barwne metafory staram się mieszać z językiem, jakim posługują się normalni ludzie, a on nie zawsze jest literacki. Trudność w odbiorze polega także na tym, że próbowałem przedstawić świat oczami osoby zaburzonej psychicznie, a to nie jest łatwe, bo nie mamy pojęcia co siedzi w głowie takich osób. Starałem się prowadzić akcję dwutorowo, dokładając sceny jak puzzle.

Jak długo trwały prace nad książką?

Niestety długo. Wynika to z faktu, że pisanie jest moim hobby i poświęcam mu tyle czasu, ile uda mi się wygospodarować w czasie wolnym, poza pracą i życiem prywatnym. Staram się też pracować nad stylem, poprawiam każde zdanie wielokrotnie, tak, żeby wybrzmiało w oczekiwany przeze mnie sposób, a to również nie ułatwia pracy (śmiech). Żmudna praca i wielomiesięczny okres oczekiwania na wydanie powieści sprawiły, że trwało to zdecydowanie długo. Mam nadzieję, że teraz będzie nieco łatwiej.

W „Umwelcie” czytelnik poznaje szereg barwnych bohaterów. Spotkamy ich w Pana kolejnej książce? Czy w ogóle planuje pan kolejny tytuł? Jak tak, to może dowiemy się, czego się spodziewać?

Jestem w trakcie jej pisania i mam nadzieję, że mój wydawca również uwzględni ją w swoich planach. Chciałbym pozostać przy moich bohaterach, choć oczywiście fabuła koncentrować się będzie wokół innych wątków. Mam nadzieję, że uda mi się zachować klimat i w równym stopniu wkręcić czytelników w interesującą i zaskakującą fabułę. Na pewno mogę obiecać, że będzie się sporo działo, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym moich bohaterów.

Akcja rozgrywa się w Zagłębiu, czyli w regionie, który jest przez Pana dobrze znany. Czy to właśnie dlatego on został przedstawiony w „Umwelcie”?

Na początku pracy nie myślałem o tym, starałem się pisać obrazami i nie nazywać miejsc po imieniu. Dopiero kiedy byłem pewien, że książka się ukaże, postanowiłem osadzić akcję w konkretnych lokalizacjach. Po pierwsze najlepiej je znam i uznałem, że czytelnicy powinni mieć okazję skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością, a z drugiej strony myślę, że promocja przez literaturę jest znakomitym pomysłem. Jest sporo kryminałów, których akcja dzieje się na Śląsku, uznałem więc, że warto pokazać potencjał Zagłębia Dąbrowskiego, z którego pochodzę i być może zachęcić kogoś do odwiedzenia tych miejsc.

Czy prywatnie autor „Umweltu” ma coś wspólnego z którymkolwiek wykreowanych bohaterów?

Raczej nie, są to postacie stworzone na potrzeby książki, choć oczywiście przefiltrowane przez moje doświadczenia życiowe. Starałem się zbudować je od podstaw, nie sugerować się innymi bohaterami literackimi, ani tym bardziej znanymi mi osobiście ludźmi. Chciałem, żeby miały swój charakter, bo tylko wówczas będą autentyczne dla czytelnika. A z drugiej strony… Mam jednak z Adamem Bergerem coś wspólnego? Słuchamy podobnej muzyki (śmiech).

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów! A Czytelników zachęcamy do odwiedzenia strony autora.