Teatr Montownia – zmontujmy coś razem!

thumb_68__aktualnosc„Ludzie w ogóle pytają o radę aby potem robić według swego widzimisię; a jeżeli przypadkiem zastosują się do czyjego zdania, to jedynie dlatego, aby potem mieć na kogo narzekać.”

– Atos, „Trzej muszkieterowie”

Aleksander Dumas

Znacie to przyjemne uczucie, kiedy możecie iść do teatru na wyśmienitą komedię w niedzielę wieczorem? To jak ukoronowanie ciężkiego tygodnia (i równie ciężkiego weekendu…) – nie ma chyba lepszego sposobu, aby się odprężyć przed poniedziałkiem. Jadąc w kierunku Teatru Powszechnego, zastanawiałam się czy klasyk „Trzej Muszkieterowie” może mnie czymś zaskoczyć. Okazało się, że jak najbardziej może!

Spektakl został zainscenizowany przez Teatr Montownię – niezależną grupę aktorską założoną w 1996 roku przez Adama Krawczuka, Rafała Rutkowskiego i Macieja Wierzbickiego. Wkrótce dołączył do nich także Marcin Perchuć. Na potrzeby „Trzech muszkieterów” gościnnie występuje z nimi wyśmienita aktorka Monika Fronczek, wcielająca się w damskie role. Według krytyków Teatr Montownia jest obecnie jedną z ważniejszych grup teatralnych. Wyróżnia ich niezależność, otwartość oraz wdrażanie na scenie nietuzinkowych pomysłów. Jako że Teatr Montownia nie posiada własnej sceny, występuje gościnnie na deskach teatrów: Och-Teatr, Teatr Polonia, Studio Buffo czy Teatr Powszechny.

Nazwa trupy jest nieprzypadkowa, bo jej członkowie potrafią zmontować spektakl praktycznie z niczego. Teatr Montownia celnie obśmiewa niepotrzebny przepych przesłaniający prawdziwy, surowy teatr (wielu krytyków dopatrzyło się w tym złośliwości pod adresem Teatru 6. Piętro). Doskonale widać to na przykładzie sztuki „Trzej muszkieterowie”, w której tylko jeden aktor posiada kompletny strój muszkietera, reszta nie posiada nawet szabel, suknia królowej wygląda niczym porwany, stary łach ubogiej krewnej, a w roli jej diamentowych spinek wystąpiły stare spinacze do suszenia bielizny… Charakterystyczna jest też wielofunkcyjna szafa umiejscowiona na środku sceny – jako że czworo aktorów wciela się w aż kilkanaście różnych postaci, a dynamika akcji (spektakl trwa niewiele ponad godzinę) absolutnie nie pozwala im na pójście za kulisy i ciągłe zmiany strojów, nawet jeśli są one tylko symboliczne. To jest niejako powrót do korzeni, bo minimalne środki zmuszają Teatr Montownię do wykorzystania możliwości teatru do maksimum. Stosują m.in. teatr cieni oraz teatr kukiełkowy. Na brak szabli również znalazło się rozwiązanie: odtworzono dźwięki ścierających się ze sobą szabli, a aktorzy walczyli… Palcami. Tylko z pozoru jest to teatr skromny – przepych bowiem tkwi w rzemiośle aktorskim. Plastyka postaci jest zaprezentowana na scenie z rozmachem – Rutkowski w roli kardynała Richelieu czy Perchuć w roli lorda Buckingham’a to dwa w zupełności wystarczające powody, żeby pójść obejrzeć ten spektakl. Brak przepychu i rekwizytów pozwala aktorom wyeksponować swoje umiejętności na scenie, a jednocześnie udowadnia, że teatr to jest właśnie to magiczne miejsce, gdzie można zrobić wszystko, bo wystarczy odrobina wyobraźni…

Źródło zdjęcia: http://www.teatrmontownia.pl/