„Historia używek” – dlaczego niektóre rośliny uzależniają?

uzywkiPo serii kilku powieści, po jakie sięgałam w ostatnim czasie, chciałabym przybliżyć książkę o zupełnie innej tematyce. Dla jednych może stać się przyjemną lekturą, dla innych źródłem cennych wiadomości, które można wykorzystać m.in. w pracy dyplomowej. To także pozycja, po którą z chęcią sięgną wszystkie osoby ciekawe świata, szukające nowinek dotyczących społeczeństwa, antropologii, kultury i historii. „Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka” Jarosława Molendy to książka, którą zakwalifikowałabym jako lektura rzetelna, naukowa i szeroko traktująca poruszaną tematykę. A oto dlaczego.

Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki książkę, byłam przekonana, że znajdę w niej wiele informacji dotyczących biologii i botaniki. Tych też nie brakuje, ale nie stanowią one dominującej części. Czego zatem można się spodziewać? Bardzo wnikliwej analizy zastosowania, właściwości, roli w kulturze i tradycji różnych społeczeństw niektórych uzależniających roślin. Książka podzielona jest na sześć rozdziałów, a w w każdym omawiana jest historia, legendy, wierzenia, właściwości lecznicze i uzależniające kilku najpowszechniejszych narkotycznych roślin na świecie. Opisane są kolejno: batel, kata, kola, konopie, krasnodrzew (kokaina), mak lekarski (opium), peyotl i tytoń. W wielu przypadkach brak danej używki w konkretnej społeczności, całkowicie by ją zmienił. Zdarza się, że jest ona atrybutem danego regionu świata.

„Zaledwie co czwarty Somalijczyk nie ssie katu codziennie. Reszta ssałaby nieprzerwanie, gdyby nie przejściowe anomalie. Taką anomalią były w 2006 roku kilkumiesięczne rządy fundamentalistów islamskich, którzy zakazali katu, twierdząc, że jako używka jest on w Koranie zakazany. Zresztą „legalność” religijna katu jest tematem gorąco dyskutowanym wśród muzułmanów. Jemeńczycy przyznają, że Allach zakazuje wprawdzie picia alkoholu, lecz nie… sjesty. Istnieją specjalne sale przeznaczone na taką sjestę.

Ba, w każdym zamożniejszym domu znajduje się pomieszczenie zwane „pokojem katu”. Zazwyczaj jest to największy pokój często zasłany dywanami; dookoła ścian są miękkie, podłużne pufy, na nich poduszki pod plecy i dwie inne do oparcia rąk. „Pokój katu” może pomieścić nawet dwieście osób, lecz takim dysponuje zazwyczaj szejk lub jakaś ważna osobistość rządowa. Trzeba wtedy przygotować sześćset poduszek – po trzy dla każdego przybysza – bo z przyjacielem mogą przyjść inni jego znajomi.”

A dlaczego uważam książkę za naukową? Głównie przez obszerność, rzetelność i wykorzystane źródła. Jedna z moich prac dyplomowych była poświęcona uzależnieniom. Biorąc uwagę to, co było moją główną tematyką, książka nie byłaby jedną z wiodących pozycji w bibliografii, ale mogłaby bardzo moją pracę urozmaicić i uzupełnić o kilka ciekawostek. Stąd spokojnie mogę polecić ją studentom, którzy są w trakcie przygotowywania się do obrony. Myślę, że wykładowcy nie mieliby wobec książki zastrzeżeń. Trudno znaleźć stronę, na której nie znalazłyby się dokładne przypisy, a spis całej bibliografii jest na ostatnich stronach.  Sam autor, Jarosław Molenda jest absolwentem Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM w Poznaniu.

Urozmaiceniem są dołączone zdjęcia z prywatnego albumu autora. Dzięki temu, pewne informacje łatwiej sobie uzmysłowić i wyobrazić. Do lektury skłonił mnie przede wszystkim intrygujący tytuł i opis na tylnej okładce i jestem mile zaskoczona tą wieloaspektowością i opisem znaczenia każdej rośliny. Jesteście ciekawi, w jaki sposób rośliny przyczyniły się do powstawania religii? Jak kształtowały normy społeczne? Jak ich zastosowanie zmienia się w zależności od rejonu świata? Gdzie uważane są za dobrodziejstwo natury, a gdzie są zakazanym narkotykiem? Gorąco zachęcam do lektury!


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Bellona

bellona logo do prezentacji