Życie to nie bajka – H.M. Ward, Zranieni

„Zranieni” to debiut na naszym rynku wydawniczym bestsellerowej amerykańskiej autorki, H.M. Ward,. To lekka powieść z gatunku New Adult, która zachwyciła setki tysięcy czytelników na całym świecie. Brzmi zachęcająco. A jak jest w rzeczywistości?

Czasami życie płata nam figle, czego najlepszym przykładem jest historia Sydney i Petera. W wyniku pomyłki podczas randki w ciemno, niczego nieświadoma Sydney przysiada się do stolika Petera, myśląc, że to on jest facetem, z którym umówiła ją przyjaciółka. Gdy sprawa się wyjaśnia, okazuje się, że jej właściwa randka, ma wobec niej zupełnie inne zamiary i pozawala sobie na zbyt dużo. W wyniku tego Sydney ucieka z restauracji, wpadając ponownie na Petera. Wieczór kończą w jego mieszkaniu, choć, ku obopólnemu niezadowoleniu, ostatecznie do niczego między nimi nie dochodzi. Wszystkiemu winna jest przeszłość obojga. Wkrótce okazuje się, że ten przystojny, inteligentny i wrażliwy mężczyzna, z którym połączyła ją niezwykła więź, jest nowym wykładowcą akademickim, a Sydney jest jego asystentką i, co gorsza, studentką. Oboje czują, że nie są sobie obojętni, łączy ich jakaś więź, związana również z dawnymi czasami a także taniec. Jednak na ich drodze do szczęścia stoją względy etyczne oraz bolesna przeszłość.

Gdy zaczęłam czytać „Zranionych”, jej treść przywiodła mi na myśl jedną z moich ulubionych powieści Colleen Hoover, czyli „Pułapki uczuć”. Przewija się w niej bardzo podobny wątek, jak u H.M. Ward, czyli dziewczyna poznaje chłopaka, zaczyna coś ich łączyć i nagle okazuje się, że jest on jej nauczycielem i ich związek nie może mieć miejsca. Jednak tutaj bardzo duże znaczenie ma również przeszłość tych dwojga, nie tylko to, co dopiero będzie mieć miejsce. To dwie poranione dusze, które trafiły na siebie, najwyraźniej po to, by pomóc sobie wzajemnie odzyskać w życiu szczęście.

Każde z nich ucieka w mniejszym lub większym stopniu przed bolesną przeszłością i własną rodziną. Sydney ścigają demony przeszłości związane z wydarzeniem z końca szkoły. Dziewczyna uciekła przed swoim oprawcą oraz przed rodziną, która wystąpiła właściwie przeciwko niej. Uciekła w dosłownym znaczeniu, gdyż nikt z jej bliskich nie wie, gdzie Sydney przebywa obecnie. Peter zaś nosi w sobie bolesne wspomnienia o śmierci i rozstaniu.

Kiedy patrzę na jego ubranie – idealnie skrojony, szykowny garnitur – wreszcie do mnie dociera. Peter stoi przed pulpitem. Odpowiada – albo odpowiadał – na pytania studentów. A niech to szlag! Peter jest nowym wykładowcą. Peter jest nauczycielem, który zastąpił Tadwicka. Peter jest … moim szefem.

„Zranieni” to stosunkowo krótka powieść, bo licząca zaledwie 203 strony. Jednak w tej dość cienkiej objętościowo powieści, autorka poruszyła wiele bardzo ważnych tematów. Brakowało mi tu jednak jakiegoś „wow”, które wywołałoby we mnie któreś z przeczytanych zdarzeń. Jest raczej spokojnie, bez większych szaleństw. Zdarzały się momenty, że niechętnie odrywałam się od książki, ponieważ zaczynało być ciekawie, ale brakowało mi takiego momentu, który porwałby mnie bez reszty. Mimo to, nie skreślam autorki i bardzo chętnie przeczytam, co było dalej, gdyż H.M. Ward zakończyła powieść dość interesująco, zachęcając do sięgnięcia po jej kontynuację, która ma się ukazać po wakacjach.

Powieść ta jest dość schematyczna. Dwie skrzywdzone osoby, które z jakiegoś powodu nie mogą być ze sobą, choć coś ich łączy. Mimo to, czyta się ją bardzo przyjemnie. Zanim jednak skrytykujecie tę historię, że „przecież to wszystko już było”, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, że w oryginale książka została wydana w 2013 roku.

W „Zranionych” nie znajdziecie wielkiej namiętności, wybuchów pożądania, gorących scen. To raczej delikatna opowieść o rodzącej się przyjaźni, uczuciach i walce z demonami przeszłości, które nie pozwalają na normalne funkcjonowanie w życiu codziennym.

– Której części „nic z tego” nie rozumiesz? Wydawało mi się, że uczysz angielskiego. Naprawdę to dla ciebie taki problem? – Uśmiecham się do niego. Uwielbiam się z nim droczyć! W oczach Petera zapalają się psotne iskierki.

– Najpierw powiedziałaś „nie”, a potem zmieniłaś zdanie na „zdecydowanie nie”, więc wychodzi na to, że możemy ponegocjować.

Polecam książkę osobom, które szukają czegoś krótkiego i lekkiego, pozwalającego po prostu na oderwanie się od codzienności. Taka odskocznia, mająca dać chwilę relaksu. Jest poprawnie, bez szaleństwa, ale całkiem sympatycznie. Ciekawa jestem Waszej opinii na jej temat. Podzielcie się swoimi wrażeniami.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu