Życie pisze własne scenariusze – Anna Dąbrowska, Jutro będziemy szczęśliwi

Za nami już połowa października, na początku listopada na sklepowych wystawach zaczną gościć świąteczne dekoracje. Powoli zaczniemy wprowadzać się w ten przyjemny nastrój, oczekując na pierwszą gwiazdkę. Już dziś w ten magiczny klimat wprowadzić Was chce Ania Dąbrowska swoją najnowszą powieścią „Jutro będziemy szczęśliwi”. Czy poddacie się magii świąt?

Zuza Majewska mieszka w urokliwej wsi na zachodzie Polski. Choć mieszka, to za dużo powiedziane. Dziewczyna od trzech lat wegetuje, próbując poskładać swoje życie od nowa, po tym jak niespodziewanie, bez słowa pożegnania, kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia zniknął jej chłopak, Adam Janicki. Dosłownie rozpłynął się w powietrzu, a ślad po nim zaginął. Jego rodzice zamknęli prowadzoną we wsi cukiernię, spakowali się i pozostawili dom, w którym mieszkali. Zuza została na miejscu, samotna, ze złamanym sercem. Porzuciła plany wyjazdu na studia do Szczecina i została na miejscu pomagając rodzicom w prowadzeniu dwóch rodzinnych sklepów. Kiedy w końcu Zuza postanawia zrobić krok do przodu i ruszyć z miejsca, ponownie zjawia się Adam… Chłopak ma nadzieję, że Zuza o nim nie zapomniała i uda mu się odzyskać ją na nowo. Co stoi za jego tajemniczym zniknięciem? Czy można odbudować stracone zaufanie?

Życie stawia na naszej drodze wiele trudnych decyzji, a my musimy nauczyć się dokonywać tylko właściwych wyborów.

 

Ania Dąbrowska po raz kolejny obdarowała czytelników przepiękną i dojrzałą historią o miłości. Tym razem postanowiła zrobić dla nich prezent gwiazdkowy i akcję umieściła w okresie przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Historią, która, wraz z kolejnymi stronami i informacjami ujawnianymi przez autorkę, porusza coraz bardziej. Jest to słodko  gorzka opowieść o miłości, która została wystawiona na bardzo ciężką próbę. To także jedna z tych powieści, o których pisze się czy mówi bardzo trudno, ze względu na jej tematykę. Na niespełna trzystu stronach znajdziecie wiele życiowych mądrości, o których warto pamiętać, nie tylko od święta, ale i na co dzień.

Wydarzenia w powieści toczą się zaledwie na przełomie miesiąca. Każdy rozdział, to kolejny dzień, zaczynając od 30 listopada. To wtedy poznajemy Zuzę i jej historię, uzyskujemy także pierwsze informacje na temat Adama. Od pierwszego rozdziału historii, czytelnik otrzymuje możliwość poznania jej z dwóch perspektyw, zarówno Zuzy, jak i Adama. Dzięki temu lepiej rozumiemy troski, decyzje i emocje obu stron. Powoli odkrywamy sekret mężczyzny, czyli przyczynę jego tajemniczego zniknięcia prawie trzy lata wcześniej.

Na szczególną uwagę zasługuje kreacja bohaterów, co jest bardzo mocną stroną autorki. Są prawdziwi aż do bólu, zarówno ci pierwszoplanowi, jak i drugoplanowi czy epizodyczni, a Zuzie i Adamowi chyba nie sposób nie kibicować, mimo dotychczasowych wydarzeń i przeciwności, które napotykali na swojej drodze. Chętnie poznałabym ich dalsze losy.

Historia ta ma jednak jeden ogromny minus. Jest zdecydowanie zbyt cienka, co spowodowało, że zaledwie po kilku godzinach czytania, musiałam się rozstać z bohaterami, których zdążyłam pokochać. Dodatkowe minusy to czas jej wydania oraz okładka. Tego typu historia powinna zdecydowanie ukazać się na rynku najwcześniej na początku listopada, a nie na początku września. Dodatkowo przód okładki nie do końca wskazuje, co to za historia. Dopiero patrząc na tył okładki widzimy śnieżynki. Brakuje po prostu jakiegoś zimowego akcentu na jej przedzie.

(…) uśmiech to radość. Coraz bardziej brakuje jej ludziom. Coraz częściej podążają za pieniądzem, który daje luksus i stabilność życia. Kiedy już go mają, spoglądają w lustro i czegoś doszukują się w swym odbiciu. Wciąż zauważają braki. Poddają się liftingowi twarzy, bo mogą, bo ich na taki zabieg stać. Tak naprawdę jest on zbędny, bo to, czego ludziom brakuje w ich odbiciu, to uśmiech. Noszą go na twarzach zbyt rzadko.

 

Z pewnością znajdą się osoby, które powiedzą, że sama historia jest mocno przesłodzona, zbyt bajkowa czy nierealna, jednak ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Po pierwsze, to historia świąteczna, a w tym czasie potrafią dziać się cuda. Ludzie są dla siebie milsi, inaczej patrzą na świat. Ania opakowała wszystko w magiczną zimowo – świąteczną atmosferę, błyszczącą niczym skrzący się w słońcu grudniowy śnieg, pachnącą piernikami, herbatą z anyżem, imbirem, goździkami, cynamonem, otulającą ciepłem niczym ulubiony szalik, nauszniki, rękawiczki czy palący się w kominku ogień. Po drugie, takie rzeczy dzieją się naprawdę. Po prostu nie każdy z nas takich sytuacji doświadczył lub też nie znał takich przypadków wśród znajomych osób. Ale uwierzcie mi, życie pisze takie scenariusze, że nie jeden bardzo kreatywny scenarzysta nie wpadłby na takie pomysły i złapałby się za głowę słysząc, jakie sytuacje potrafią mieć miejsce naprawdę.

Wszystko, co posiada moc w naszym życiu, to chwila. Jeden moment. Dlatego tak ważne jest, byśmy cieszyli się tą chwilą i zapamiętywali momenty; byśmy często powtarzali, że skoro nie udało się dzisiaj, to uda się jutro. Byśmy wierzyli, że jutro będziemy szczęśliwi.

 

„Jutro będziemy szczęśliwi” to przepiękna opowieść, pełna ciepła, miłości bijącej z każdej strony książki i mądrego przesłania. Warto się nad nią pochylić podczas szału przedświątecznych przygotowań, gdyż skłania do refleksji. Zatrzymać się na chwilę i zwrócić uwagę na to, co jest ważne w życiu. To także obowiązkowa pozycja dla fanów świątecznych opowieści. Idealnie nadaje się również na mikołajkowy lub gwiazdkowy prezent dla książkowego mola.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu