Zbuntowane serce – Vi Keeland, Penelope Ward

Czekaliście na kontynuację „Zbuntowanego dziedzica”? Oto ona. Rush i Gia powracają z ich pokręconą historią miłosną.

Piękne lato w Hampton i gorący romans wydają się przepisem na idealne wakacje. Wiadomo jednak, że zakochać się w najbardziej nieodpowiednim facecie na ziemi, wytatuowanym twardzielu bez skrupułów, który jest dziedzicem bajecznej fortuny, to prosić się o duże kłopoty. Mądre dziewczyny o tym wiedzą. Gia również wiedziała, mimo to z pełną świadomością wplątała się w skomplikowaną relację, z której trudno wyjść bez ran.

Uczucie, które niespodziewanie narodziło się między nią a Rushem, okazało się czymś mocniejszym od zwykłej letniej miłostki, lecz nie było im dane po prostu cieszyć się swoją miłością. Musieli zmierzyć się z cierpieniem i dokonać trudnych wyborów. Druga część tej historii nie przyniesie cudownego rozwiązania narastających problemów pary. Konsekwencje jednorazowej przygody z Harlanem będą dla dziewczyny dużo poważniejsze niż niespodziewane macierzyństwo. Jak mocny okaże się związek Gii i Rusha?

Zaczynamy dokładnie w momencie, kiedy zatrzymała się akcja w „Zbuntowanym dziedzicu”. Jeśli więc czytacie jedną książkę po drugiej, poczujecie się jakbyście właściwie nie przerywali lektury. Akcja od razu rusza z kopyta i właściwie nie zwalnia. Nawet jeśli następują momenty pozornego spokoju, to jest to wyłącznie cisza przed kolejną burzą. A w pewnym momencie można ją określić nawet huraganem, tak źle się zaczyna dziać. Fabułę można zilustrować typową sinusoidą. Raz jest lepiej, a raz gorzej, by później znów ten cykl się powtórzył. Niczym w przysłowiu – raz na wozie, raz pod wozem. A jak będzie na koniec? Przekonajcie się sami. Mogę Wam tylko zagwarantować, że niemal do ostatniej chwili nic nie będzie pewne.

O ile w „Zbuntowanym dziedzicu” dominowała narracja z perspektywy Gii, o tyle tym razem to Rush gra pierwsze skrzypce. Jest go tu zdecydowanie więcej, co działa tylko na korzyść dla tej historii. Dlaczego? Ponieważ, wbrew pozorom, to głównie z jego przeszłością wiążą się problemy, z którymi muszą się uporać. To również on jest osobą, która ma największy wpływ na dalsze losy tej relacji. A czy może być coś lepszego, niż poznawanie historii, otrzymując ją z pierwszej ręki?

Czeka Was kilka godzin ciekawej i wciągającej lektury. A jeśli choć raz (z wyjątkiem pierwszego tomu oczywiście) czytaliście coś spod pióra tych dwóch autorek, wiecie, że z Vi Keeland i Penelope Ward nudzić się nie będziecie. W drugim tomie nie zabrakło ciętych dialogów pomiędzy Gią a Rushem, choć jest ich tu zdecydowanie mniej niż wcześniej. Jednak mniejsza ilość w żaden sposób nie wpływa na jakość. Pojawi się kilka wiele wnoszących do fabuły postaci drugoplanowych, które już mogliście poznać wcześniej. Teraz po prostu odegrają nieco ważniejszą rolę.

Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Editio Red postanowiło zachować w obu przypadkach oryginalną okładkę. Mężczyzna z niej jest wprost idealną wizualizacją książkowego Rusha. Jeśli więc drogie czytelniczki, zastanawiałyście się, jak wygląda ten seksowny bad boy, to możecie na niego popatrzeć na okładce.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu