Zapadnij w serce – Ginger Scott

Dziś mam propozycję dla fanów powieści Colleen Hoover. To „Zapadnij w serce” Ginger Scott, która z całą pewnością skradnie serca czytelników uwielbiających chwytające za serce powieści.

Po tragicznych wydarzeniach z przeszłości Rowe Stanton próbuje poukładać sobie życie na nowo. Chociaż każdego dnia towarzyszy jej strach, który zostawia głębokie blizny na duszy, dziewczyna decyduje się na odważny krok. Wyjeżdża na studia z dala od rodzinnego domu. Kiedy na drodze dziewczyny staje przystojny Nate Preeter, Rowe powoli rozważa wyjście ze swojej skorupy. Zaprzyjaźnia się z popularnym sportowcem, skrycie zastanawiając się, czy jest warta czegoś więcej. Czy jest gotowa zakochać się na nowo i pozwolić, aby ktoś pokochał ją? Czy uda się jej pogodzić z przeszłością i zacząć żyć bez strachu?

Kiedy decydowałam się, by sięgnąć po „Zapadnij w serce”, miałam za sobą lekturę innej powieści Ginger Scott, czyli „Chłopak, taki jak ty”. Autorka skradła moje serce historią Joss i Wesa, więc w ciemno decydowałam się na jej kolejną historię. Jakże inną, ale wcale nie gorszą, a wręcz nawet jeszcze lepszą niż poprzednia. Żałowałam, że jest stosunkowo cienka, bo co to jest zaledwie trzysta pięćdziesiąt stron, kiedy pochłania się kolejne karty w tempie ekspresowym, z każdą kolejną przepadając w niej coraz bardziej.

To jedna z tych historii dla młodzieży, które łamią stereotypy na temat tego gatunku. Powieści young adult jak najbardziej nadają się do czytania dla czytelników starszych niż rówieśnicy książkowych bohaterów. Po prostu ci starsi będą inaczej patrzyli i odbierali opowiadane wydarzenia, widząc je przez pryzmat własnych życiowych doświadczeń. Jeśli więc macie wątpliwości, czy nie jesteście za starzy na „młodzieżowe” klimaty, to mogę Was zapewnić, że często warto ryzykować, by nie zmarnować okazji na przeczytanie znakomitej historii.

Postać Rowe pokochałam od pierwszych stron, mimo że niewiele wiedziałam na jej temat. Jednak sama świadomość jej prób walki z własnymi słabościami wynikającymi z traumatycznych wydarzeń z przeszłości, w zupełności mi wystarczyła. A gdy do kompletu pojawił się Nate, łamiący stereotypy na temat przystojnych sportowców, nie mogłam zrobić nic innego, jak gorąco kibicować tej dwójce, licząc na jak najszybsze rozwinięcie wątku pomiędzy nimi i jednocześnie odwlekając finał powieści, by nie musieć zbyt szybko żegnać bohaterów.

Pozwalam sobie długo wpatrywać mu się w oczy. Napływa następna fala łez, ale powstrzymuję je siłą woli. I wszystko wydarza się w jednej chwili: zakochuję się w nim, tylko na niego patrząc. Ale to nie ma znaczenia, bo nie mogę z nikim być blisko.

 

Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. Pisze o nich odważnie i otwarcie, zwracając na nie uwagę i podkreślając, że należy o nich rozmawiać. Niestety nie mogę zdradzić Wam, o jaki problem (niestety typowy dla amerykańskiego środowiska) chodzi, by nie pozbawiać Was efektu zaskoczenia. Być może i na Was wywrze tak mocne wrażenie i ściśnie serca, jak było w moim przypadku.

To kolejna książka Ginger Scott, w której ważną rolę odgrywa sport, a dokładnie baseball. Autorka podkreśla jak bardzo lubi ten sport i pokazuje to w swoich książkach. Na dodatek robi to w taki sposób, że trudno nie zostać fanem tej dyscypliny.

Najbardziej cieszy mnie fakt, że „Zapadnij w serce” to dopiero pierwszy z czterech tomów serii „Falling”. Każdy z nich opowiada losy pary innych bohaterów, których możecie poznać już w pierwszej części. Mam nadzieję, że jak najszybciej będziemy mogli znaleźć je w polskim wydaniu.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu