Zanim zniknę – Anna Dąbrowska

Ania Dąbrowska powraca z kolejnym wyciskaczem łez, do czego już chyba przyzwyczaiła fanów swoich powieści. Koniecznie musicie poznać powieść „Zanim zniknę”.

Osiemnastoletnia Wiktoria Braun przeżywa właśnie życiowy dramat. Po tragicznej śmierci ojca, musi zmienić całkowicie swoje życie. Z Krakowa musi przeprowadzić się aż do Gdańska, gdzie czeka na nią nowa szkoła i brak znajomych. Na dodatek przeprowadzają się do nowego partnera jej matki, którego obwinia za rozbicie małżeństwa jej rodziców. Okazuje się, że to dopiero początek zmian, jakie zaplanował dla niej los. Na jej drodze staje dwóch tajemniczych chłopaków. Syriusz i Maks są niczym ogień i woda, dwa przeciwne bieguny magnesu, ale każdy ma w sobie coś kuszącego. Jednak serce dziewczyny zaczyna się wyrywać do jednego z nich. Okazuje się tylko, że prawda o nich jest zupełnie inna, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Odkąd po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Ani Dąbrowskiej, czyli podczas lektury powieści „Nakarmię cię miłością”, sięgam po jej kolejne książki zupełnie w ciemno. Nie muszę nawet czytać opisu, bo po prostu wiem, że dostanę znakomitą lekturę. Tym razem oczywiście nie było inaczej. Lektura nie tylko była znakomita, ale i mocno zaskakująca. Choć przyznam, że po lekturze „W rytmie passady” w powieściach Ani nic mnie już dziwić nie powinno. Mimo to, udało się jej mnie zaskoczyć i wycisnąć naprawdę sporo łez z oczu, które czytały już wiele.

„Zanim zniknę” to powieść z przełomu gatunku young i new adult, gdyż nasi główni bohaterowie mają zaledwie osiemnaście lat. Jednak niech Was nie zmyli ich młody wiek. To nie jest historia o problemach powoli wkraczających w dorosłe życie nastolatków. To piękna, mądra i pouczająca powieść o życiu, o tym co w nim ważne, o wyborach, które podejmujemy i ich wpływie na naszą teraźniejszość i przyszłość. To także historia o skrywaniu tajemnic i ich skutkach, nawet po wielu latach. A także o dawaniu drugiej szansy i tym, jak ważne jest wysłuchanie drugiej, szczególnie tej bliskiej osoby. Coś dla siebie znajdą w niej zarówno ci młodsi, jak i starsi, dojrzalsi czytelnicy, którzy czasy licealne mają dawno za sobą.

Ania znów wycisnęła ze mnie łzy i zrobiła to w sposób dość spektakularny. Uwierzcie mi, że wielu sytuacji się nie spodziewałam, mimo że znałam zaskakujący i wstrząsający finał „W rytmie passady”, czyli mogłam spodziewać się właściwie wszystkiego. Tutaj zrobiła to równie ciekawie i ponownie skradła tym moje zranione serce. Wielokrotnie zaskoczyła mnie zwrotami akcji, których nigdy w życiu bym się nie spodziewała, gdy zaczynałam lekturę powieści. Pomysły na fabułę, bohaterów, ich losy, były naprawdę ciekawe i znakomicie wprowadzone. Dzięki temu powieść „Zanim zniknę” pochłania się jednym tchem, chcąc wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Nasza rzeźba w końcu zaczęła nabierać kształtu. Jakby miała duszę. A między nami rodziło się coś, czego na razie nie umiałam, a może nie chciałam nazwać, tylko tliło się małym płomieniem w źrenicach naszych oczu. Wiedziałam o tym i odczuwałam niepokój. Wolałam, by ten płomień zgasł. Nie potrzebowałam, by płonął. To nie był odpowiedni czas.

 

Autorce udało się stworzyć bohaterów, których bardzo polubiłam już od pierwszych stron. Choć nie wszystkich, o czym sami się przekonacie, dlaczego tak się stało i myślę, że będziecie mieć na ten temat podobne odczucia, jak ja. Mamy tu kilka, z pozoru, czarnych charakterów, mających na swoim sumieniu co nieco. Jednak to właśnie te negatywne postaci wprowadzają mnóstwo zamieszania i ciekawie urozmaicają nam lekturę. Pamiętajcie tylko, że nie wszystko złoto, co się świeci i możecie mocno się zdziwić, gdy odkryjecie prawdę o niektórych postaciach.

Cieszę się, że Wydawnictwo Lira daje szanse polskich autorkom, w tym właśnie Ani i wydaje kolejne jej powieści. „Nauczyciel tańca” był strzałem w dziesiątkę i tak samo jest w przypadku „Zanim zniknę”. Od niedawna wydawnictwo ruszyło na podbój nowych klientów, gdyż w urzędach pocztowych można zakupić inną powieść Ani, czyli „Jedna chwila”, która została wydana w ramach serii Biblioteczka Liry. Jest ona dopiero przede mną, ale już nie mogę się doczekać jej lektury.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Autorce i Wydawnictwu Lira