Z nienawiści zrodziła się miłość… – Penelope Ward, Przyrodni brat

Są takie książki, które przykuwają uwagę czytelnika swoją okładką, ale treść niekoniecznie jest już tak ciekawa, jak ich wygląd zewnętrzny. Zdarzają się również sytuacje odwrotne. Okładka jest nieciekawa lub nawet odpychająca, a treść niesamowicie wciąga. Taką właśnie sytuację mamy w przypadku „Przyrodniego brata” Penelope Ward.

Siedemnastoletnia Greta mieszkała w Bostonie z matką i ojczymem. Uczyła się, pracowała dorywczo i prowadziła spokojne życie. Działo się tak do czasu, gdy jej ojczym, Randy, oświadczył, że przez najbliższy rok będzie z nimi mieszkać jego zbuntowany syn, Elec, rówieśnik dziewczyny. Niestety Greta nie była na to tak przygotowana, jak jej się wydawało. Plan posypał się w momencie, kiedy Elec tylko przekroczył próg ich domu. Zareagowało na niego również serce Grety. Już po pierwszym dniu dziewczyna przekonała się, że życie z przyrodnim bratem nie będzie łatwe. Chłopak ciągle jej dokuczał, wyśmiewał, wyżywał się na niej, pokazując niechęć wobec ojca i jego nowej rodziny. Sprowadzał do domu kolejne dziewczyny z nowej szkoły. Mimo, że Greta go szczerze nienawidziła, jednocześnie ją fascynował. Był przystojny, dobrze zbudowany, niezwykle ją pociągał, a jej ciało, wbrew umysłowi, reagowało na niego nadzwyczaj ochoczo. W końcu udało im się znaleźć nić porozumienia, a łączące ich uczucia zaczęły się zmieniać. Do tego stopnia, że pewnej nocy przekroczyli granicę, zza której nie było już odwrotu. Następnego dnia rano Elec wyjeżdżał z powrotem do Kaliforni, znikając tak samo nagle, jak pojawił się w życiu Grety. Po siedmiu latach rodzinna tragedia spowodowała, że spotkali się ponownie, choć nigdy miało do tego nie dojść. Zaskoczona Greta odkrywa, że uczucia, którymi darzyła Eleca kilka lat temu, nadal są równie silne, a młody, przystojny, zbuntowany nastolatek, dla którego niegdyś straciła głowę, wyrósł na mężczyznę, który w chwili obecnej doprowadza ją do szaleństwa.

Kiedy zaczynałam czytać historię wymyśloną przez Penelope Ward, nie spodziewałam się, że wciągnie mnie aż do tego stopnia. Ona po prostu mnie pochłonęła. I to już od pierwszych stron. Przewracałam kartkę za kartką, będąc ciekawa, co będzie dalej. To jedna z tych historii, od których nie można się oderwać, dopóki nie skończy się całości. Trudno znaleźć spokojniejszy moment w treści, kiedy można z czystym sumieniem książkę odłożyć, żeby pójść spać. Tę historię odłożyłam raz, tylko dlatego, że najzwyczajniej zamykały mi się ze zmęczenia oczy i mój mózg więcej już nie przyswajał. Nie chciałam tracić treści, więc poddałam się zmęczeniu, żeby następnego dnia od rana do niej wrócić.

Nie będę ukrywać, że zarówno mnie, jak i wielu czytelników ta okładka wręcz odrzucała. Twarz mężczyzny umieszczonego na jej przedzie jest po prostu odpychająca. Nie umiem określić dokładnie, co mi w nim przeszkadza, ale, dosłownie, nie mogę patrzeć na nią, żeby później ta koszmarna twarz nie śniła mi się po nocach albo żebym nie miała jej przed oczami nawet wtedy, kiedy na nią nie patrzę. Ciekawość treści wzięła jednak górę po przeczytaniu opisu z okładki. Czytałam ją, starając się na okładkę nie patrzeć, pochłaniając wyłącznie jej treść.

Życie jest podobne do zabawy słowami, gdzie drobna zmiana może odsłonić nowe znaczenie. Życie może być kształtowane przez niedole albo przez błogosławieństwa. Wszystko zależy od tego, jak na nie spojrzysz.

Na początku podczas czytania drażniła mnie jeszcze pewna kwestia. Tytuł książki to „Przyrodni brat”, co jest dosłownym tłumaczeniem z języka angielskiego. Jednak nie do końca jest to zgodne z prawdą w kwestii samych bohaterów, gdyż nie są oni w żaden sposób spokrewnieni. Każde z nich ma innych rodziców. W Polsce takie „rodzeństwo” określa się mianem przybrane. Może to być mylnie odebrane przez osoby, które książki jeszcze nie przeczytały, bo w rzeczywistości nie doszło do żadnego związku między siostrą a bratem, gdyż realnie są oni dla siebie obcymi osobami.

Narratorką powieści jest Greta. To jej oczami widzimy całą historię. Dodatkowo w drugiej połowie książki możemy poznać skrawek myśli Eleca, nie tylko od momentu, gdy pojawił się w domu Grety, lecz również odnośnie jego przeszłości w Kaliforni. Pozwala to na zachowanie nutki tajemniczości przez większość powieści, aby na jej koniec rzucić przysłowiową bombę i wyjaśnić wszystkie niedopowiedzenia, narastające od pierwszej strony książki.

Jestem jednak bardzo zawiedziona jedną kwestią. Ta książka jest po prostu za cienka! Co to jest ledwie 300 stron na taką wciągającą historię? To jest właściwie nic. Powieść, która wkręca czytelnika już od pierwszych stron, nie odpuszczając ani na chwilę, powinna mieć, wg mnie, co najmniej 500 stron. Bo jak żyć, kiedy wciąga się w historię, pochłania kolejne strony i nagle jest jej koniec? Kac książkowy gwarantowany. Tak właśnie miałam w tym przypadku. Polubiłam historię Grety i Eleca do tego stopnia, że z powodu jej zbyt małej objętości, miałam po niej książkowego kaca. Zdecydowanie nie chciałam jeszcze opuścić pokręconego świata tej dwójki.

Ze śmierci zrodziło się życie. Z nienawiści zrodziła się miłość.

„Przyrodni brat” nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród historii z gatunku New Adult, jednak ma w sobie coś, co powoduje, że jest w pewien sposób wyjątkowa. Nie jestem nawet w stanie określić, co dokładnie wpływa na tę wyjątkowość. To jedna z tych powieści, które po prostu na długo zapadają w pamięć, a ja cieszę się, że miałam możliwość ją poznać. Bardzo chętnie przeczytam inne powieści autorki i mam nadzieję, że będą równie dobre, albo i lepsze niż ta.

Polecam Wam bardzo lekturę „Przyrodniego brata”, jeśli tylko lubicie ten gatunek, a także, jeśli lubicie skomplikowane historie, pokazujące trudną miłość, rodzącą się między dwójką młodych ludzi.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Editio Red