„Z chmur do Azji” Teresa Grzywocz

z chmur do AzjiTeresa Grzywocz od lat pracuje jako stewardessa arabskich linii lotniczych. Liczne podróże do krajów Dalekiego Wschodu zainspirowały ją do spisywania swoich obserwacji dotyczących codziennego życia mieszkańców Azji, ich przyzwyczajeń, absurdów, lokalnych smaków. Zapiski, początkowo publikowane na blogu zzyciastewardessy.blogspot.com, przybrały formę książki, dzięki czemu każdy z nas może spojrzeć na Azję oczami tej obdarzonej bardzo dobrym zmysłem obserwacyjnym, humorem oraz ciętą ripostą stewardessy.

Singapur, Wietnam, Kambodża, Malezja, Sri Lanka, Tajlandia – m.in. w te miejsca rzucił Teresę los. A raczej jej praca. Podczas pobytu w tych miejscach Teresa starała się wtopić w tłum, poznać rytm życia i obyczaje mieszkańców. Dzięki swoim obserwacjom i optymistycznemu podejściu do życia oraz odwiedzanych miejsc mogła później opisać swoje wrażenia z domieszką ironii oraz przyjemnego w odbiorze poczucia humoru.

Wspomnienia z Dalekiego Wschodu

Życie stewardessy to z pewnością nie jest łatwy kawałek chleba. Ma jednak wiele zalet. Jedną z nich jest możliwość podróżowania w najdalsze zakątki świata. Dzięki temu mogła spędzić dużo czasu w Singapurze – obejrzeć atrakcje turystyczne, poczuć rytm i specyficzny klimat tego miasta. Odwiedziła liczne zakątki turystyczne – parki rozrywki, muzea, restauracje i bary. Podziwiała liczne świątynie i meczety. Jednym słowem – korzystała z życia. W Singapurze spędziła najwięcej czasu, nic więc dziwnego, że większa połowa książki to zapiski z tego miasta-państwa. Stewardessa ma lekkie pióro i doskonały zmysł obserwacyjny, nic więc dziwnego, że czytając tę książkę czułam się jakbym zwiedzała to fascynujące azjatyckie miasto razem z nią – czułam charakter singapurskich ulic, smak lokalnych potraw. Wraz z Teresą dziwiłam się i niekiedy irytowałam podróżując komunikacją miejską (tam to niekiedy mają absurdalne przepisy, nie to co my w Polsce). Zaśmiewałam się czytając jej przygody z masażystami oraz powitanie jej na singapurskim lotnisku – Singapurczycy mówią to, co myślą, nasza krajanka przeżyła więc mały „szok kulturowy”. O co dokładnie chodziło? Tego nie zdradzę. Zaskoczeń w Azji było znacznie więcej:

Spotykam się z niewidzianym od kilku lat znajomym, który, tak się składa, mieszka w Chinach.

Sorki za spóźnienie, ale był straszny ruch na granicy – tłumaczy się mój kolega.

– Na jakiej granicy? – pytam zdziwiona.

– Na chińskiej.

– To gdzie Ty mieszkasz? – dopytuję się, bo może jestem niedoinformowana.

– No w Chinach.

– Zaraz, a gdzie my teraz jesteśmy?

– Hongkong to specjalny obszar, ma granicę z resztą Chin – śmieje się mój znajomy. – Mieszkam w mieście po drugiej stronie zatoki. Jadąc tu pociągiem, musiałem przekroczyć granicę dwa razy – wyjaśnia.

– Nie wiedziałam – przyznaję ze skruchą.

– Gdyby nie było granicy, Chińczycy zalaliby Hongkong. Tutejsi ludzie nie uważają się za Chińczyków, ale za Hongkończyków. Nie lubią tych z kontynentu. Jeśli jesteś mieszkańcem Hongkongu, to bez problemu wjedziesz na kontynent, ale jeśli mieszkasz na kontynencie, potrzebujesz wizy, żeby dostać się do Hongkongu.  

Małe kompendium ciekawostek o Dalekim Wschodzie

Stewardessa przed wylotem do Azji dużo czytała o miejscach, w które niebawem rzuci ją los. Dzięki temu była bardzo dobrze przygotowana i mogła brylować w towarzystwie, rzucając ciekawostkami dotyczącymi Singapuru. Poznała takie szczegóły jak liczba mieszkańców, powierzchnia kraju, kamery i cenzura. Dotarła do informacji o założycielu miasta, a nawet polskich akcentach w tym odległym kraju (w Singapurze swoje pomniki mają Joseph Conrad i Jan Paweł II).

Co z minusami?

Znacznie mniej informacji i ciekawostek znajdziemy z pozostałych miejsc, które Teresa odwiedziła. Wynikało to oczywiście z faktu, że spędziła tam znacznie mniej czasu. Mimo wszystko, po barwnym przedstawieniu Singapuru i wielu perypetii, które ją tam spotkały, czułam lekki niedosyt czytając jej zapiski ze Sri Lanki czy Indonezji. Mam jednak nadzieję, że Teresa będzie mogła ponownie udać się w tamte zakątki świata, zostać na dłużej i zrobić tak wiele zapisków, by wystarczyło na trzecią książkę. 


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu

logo