„Wzgórze psów” – Jakub Żulczyk

Książka, o której chcę dzisiaj opowiedzieć, nie jest w żadnym razie optymistyczna, ani poruszająca temat wzniosłych uczuć. Nie ma w niej subtelności i delikatności. A co jest? Brutalność warmińsko-mazurskiej prowincji, marazm, mroczna tajemnica z przeszłości, która rzutuje na obecne życie mieszkańców i cała gama postaci reprezentujących różne odcienie szarości. Poznajcie najnowszą książkę Jakuba Żulczyka – „Wzgórze psów”.

Rzadko zdarza się, żeby książka nie miała bohaterów pozytywnych i negatywnych, z tym tytułem tak właśnie jest. Pojawiające się osoby są ludźmi z krwi i kości, trochę dobrymi i trochę złymi. Ot, przeciętnymi ludźmi, jakich mijamy każdego dnia na ulicy. Jednocześnie każdy bohater jest zupełnie inny, przez co mamy do czynienia z różnymi charakterami i podejściami do tych samych spraw. Kogo zatem poznajemy na kartach „Wzgórza psów”?

Burzliwi bohaterowie

Jest Mikołaj. Przez brak pracy musi razem z żoną zrezygnować z mieszkania w Warszawie i wrócić do rodzinnego miasta, Zyborka, co wcale nie jest dla niego przyjemne. Wciąż przeżywa zdarzenia z przeszłości, nękanie matki przez ojca, śmierć matki, zabójstwo swojej pierwszej dziewczyny, Darii. Razem z nim przyjeżdża jego żona, Justyna. Kobieta straciła pracę jako dziennikarka i małżeństwo straciło środki do życia. Mało tego, związek chyli się ku rozpadowi, Justyna zdradzała Mikołaja ze swoim szefem. Generalnie już od pierwszych stron można zastanawiać się, jakim cudem są razem. Poznali się, kiedy Mikołaj zażywał narkotyki, kiedy był na dnie, a Justyna wyciągnęła rękę. Wieczne żale i wzajemne pretensje.

Po przyjeździe do Zyborka poznajemy kolejne barwne osobistości. Jest ojciec Mikołaja, jest Agata, jego druga żona. Do tego dochodzi Grzegorz, brat Mikołaja i wielu mieszkańców prowincji, którzy pojawiają się we wspomnieniach mężczyzny. Wszystko wygląda tak, jakby Zybork stanął w miejscu. Nic się nie zmieniło. Prawie nic…

Mroczne sekrety miasta?

Aby rozładować emocje i wydarzenia, które tak mocno odbiły się na Mikołaju, po wyjeździe z rodzinnego miasta napisał książkę, ukazującą Zybork w bardzo złym świetle. Nieświadomie pomógł tym wygrać wybory obecnej pani burmistrz, z którą wielu mieszkańców próbuje walczyć. W tym najaktywniejszy jest jego ojciec. Im dłużej Mikołaj i Justyna są w Zyborku, tym bardziej zaczynają poznawać mroczną stronę tego miejsca. Tajemnicze zniknięcia, morderstwa, zastraszanie. O co w tym wszystkim chodzi? I gdzie jest klucz do rozwiązania zagadki?

„- Ja wiem jedno. Gdziekolwiek pojedziesz, bierzesz swoje gówno ze sobą – mówi. – Możesz chodzić z czernią w brzuchu na co dzień, ta czerń rozlewa się na całe ciało, zalewa łeb, wpływa w żyły. I tak chodzisz sobie z tą czernią i fantazjujesz. Fantazjujesz, że gdzieś tam jest magiczna kraina, w której się jej pozbędziesz, Mikołaj. W której się w końcu, kurwa, umyjesz.”

Książka Jakuba Żulczyka jest jednym z tych tytułów, które charakteryzują się językiem wulgarnym. Nie ma kwiecistych zwrotów. Jak odzywa się ktoś pod wpływem alkoholu, to tak, jak słyszymy to na ulicy. Jak ktoś jest zdenerwowany, tak samo, zero cenzury. Dla jednych może to stanowić zaletę, dla innych wadę, jednocześnie język jest czymś, co jest dla tego tytułu bardzo charakterystyczne.


Za książkę do recenzji dziękujemy: