„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” Magdalena Majcher

wiosna

Magdaleny Majcher nie trzeba już nikomu przedstawiać. Ta młoda zdolna polska pisarka ma już na swoim koncie kilka książek, uwielbianych przez miliony kobiet. Ja miałam przyjemność recenzować Matkę mojej córki, Wszystkie pory uczuć. Jesień oraz Wszystkie pory uczuć. Zima. Niedawno premierę miała trzecia już część cyklu — „Wiosna”. Zapraszam na recenzję.

Tym razem główną bohaterką jest Ewelina, która marzy o dziecku. Jak się jednak okazuje, jest bezpłodna. Z tego powodu rozpadło się jej pierwsze małżeństwo. Po rozwodzie jest przekonana, że nie zasługuje na miłość i nie chce wpuścić nikogo do swojego życia. Gdy jednak poznaje Adriana, zaczyna na nowo wierzyć w miłość. Po długich rozmowach decydują się na adopcję. Jednak gdy mają zostać rodzicami dziewięcioletniego Piotrusia, dopadają ich wątpliwości. Chłopiec cierpi na FAS — alkoholowy zespół płodowy. W chwili swoich narodzin miał ponad promil alkoholu we krwi. Całe swoje 9-letnie życie spędził w domu dziecka.

 Pisarka z misją

Jestem wielką fanką twórczości Magdaleny Majcher. Do tej pory uważałam, że jej najlepszą książką jest „Zima”, ale po przeczytaniu „Wiosny” zmieniłam zdanie. W tej książce „odpaliła petardę” i pokazała, na co ją stać. „Wiosna” to lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, bez względu na wiek. Uświadamia, jak wiele zła może wyrządzić „symboliczny jeden kieliszek wina”, gdy jesteśmy w stanie błogosławionym. Im wcześniej będziemy budować świadomość społeczeństwa i edukować siebie i kolejne pokolenia, tym mniej będzie przypadków narodzin „pijanych dzieci”, które już na starcie mają pod górkę. I to dzięki własnym matkom. Temat picia alkoholu w ciąży wciąż niestety jest za mało nagłaśniany w mediach i spychany na margines. Mam nadzieję, że dzięki książce Magdaleny Majcher będzie o nim coraz głośniej.

Powieść, która przynosi wiosnę w sercu

„Wszystkie pory uczuć. Wiosna” dotyka trzech bardzo ważnych i aktualnych tematów — bezpłodności, adopcji oraz picia w ciąży. Połączenie ze sobą tych wątków daje niezwykle emocjonalną książkę, która na długo zostaje w pamięci. Wywołuje łzy, ale i uśmiech, bo pokazuje, że są ludzie, którzy nie boją się obdarzyć miłością dziecka z problemami, dziecka adoptowanego. 
Podziwiam Ewelinę i Adriana za podjęcie tak trudnej decyzji, która przecież zaważyła na całym ich życiu. Podjęli się wychowywania adoptowanego dziecka z FAS i starali się ze wszystkich sił zrekompensować mu dotychczasowy brak miłości i prawidłowej opieki. Najbardziej wzruszyła mnie jedna z końcowych scen książki — ta, w której Adrian w końcu słyszy z ust dziecka upragnione przez siebie słowo „Tato, tatusiu”. Miałam łzy w oczach, naprawdę. Nie mogę zdradzać co to za scena i jak do niej doszło, ale została tak plastycznie opisana, że stanęła mi przed oczami. Czułam się jakbym oglądała film. Ta książka jest tak dobra, że żadna recenzja jej nie dorówna. Broni się sama i powinna znaleźć się na liście lektur obowiązkowych każdej Polki.
Zazwyczaj dzieci z płodowym zespołem alkoholowym nie są prawidłowo zdiagnozowane. Proszę zwrócić uwagę, że przeważnie rodzą się one w rodzinach patologicznych, w których świadomość istnienia pewnych deficytów jest niewielka… Poza tym na pewno państwo wiedzą, że FAS jest konsekwencją spożywania alkoholu przez matkę. Która kobieta przyznałaby się, że piła w ciąży? Zazwyczaj zdecydowanie zaprzeczają, ale matka Piotrka… no cóż, urodziła dziecko, będąc pod wpływem alkoholu. Poza tym chłopiec miał typowe dla płodowego zespołu alkoholowego cechy morfologiczne — anomalie w budowie twarzy, wadę serca i dlatego dość szybko postawiono mu właściwą diagnozę.  


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Autorce oraz Wydawnictwu: