„Wojny kobiet” Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego – przeczytaj, kiedy brakuje Ci sił…

Kulturantki_Wojny kobiet_recenzja książkowaW „Wojnach kobiet” zebrane zostały historie kobiet, które zostały wyjątkowo okrutnie potraktowane przez los. Doświadczyły niewyobrażalnych koszmarów, po których nie sposób otrząsnąć się do końca  życia. W tej książce ujrzycie te wszystkie sprawy kryminalne, o których było naprawdę głośno w mediach w ostatnich latach, ale „Wojny kobiet” ukazują je z perspektywy kobiet.

Historia każdej z kobiet ukazana w książce jest odmienna, lecz wspólnym mianownikiem jest determinacja, lojalność i wewnętrzna siła, która pozwala przenosić góry. Każda z nich miała spokojne, szczęśliwe i poukładane życie, dom, w którym mieszkała miłość, a więzy rodzinne stały na pierwszym miejscu. Pewnego dnia najbliżsi – mężowie, bracia, ojcowie – zostają aresztowani, zamordowani lub porwani. Wtedy świat bohaterek „Wojen kobiet” wywraca się do góry nogami. Sprawy najbliższych są na ustach wszystkich – trąbią o nich w telewizji i telewizji, piszą w prasie, ludzie plotkują na przystankach autobusowych. Od tej chwili kobiety muszą znosić poniżanie, wyzwiska, często ich życiu grozi niebezpieczeństwo – sprawy często dotyczą mafii, dochodzi do tego skorumpowana policja, a także opieszały i lekkomyślny wymiar sprawiedliwości, na którego ramieniu nie można się oprzeć w tych trudnych chwilach. Bohaterki książki „Wojny kobiet” dumnie stawiają czoła przeciwnościom i walczą – a mają o co, bo o całe swoje życie!

„Wojny kobiet” to pozycja, w której na pierwszym miejscu są emocje – jest to całkowicie uzasadnione – wszak kobieta to istota składająca się przecież właśnie z uczuć. Mimo że często dla jej bohaterek minęło już sporo czasu, nawet długich lat, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że dla nich czas się zatrzymał i ten horror wydarzył się zaledwie wczoraj. Z ich wypowiedzi bije, zaraz za chłodną rzeczowością, nie tylko żal i gniew, za to wszystko, co się wydarzyło, ale też niespotykana wewnętrzna moc, która pozwoliła im uporać się z tragedią. Antidotum na stratę swoich najbliższych członków rodzin, kobiety te odnajdują w codziennej walce o ich dobre imię – ma się wrażenie, iż oni są obecni w ich życiu nadal. Ich dobre duchy towarzyszą kobietom, ich dzieciom, czasem a nawet wnukom, którzy nigdy nie mieli szansy poznać ich osobiście. Zamiast zamieść te osobiste tragedie pod dywan, bohaterki „Wojen…” zdecydowały się mówić głośno i otwarcie o niekompetencji śledczych, o niedociągnięciach i opieszałości prokuratury, o działaniach mafii, na które od lat państwo przymyka oko… Często ich głosy są zagłuszane, nie traktowane poważnie, często też otwarcie im grożą. Odwaga w toczonej wojnie tych kobiet polega na ich determinacji, popartej wiarą w niewinność swoich najbliższych, których przecież znały lepiej niż ktokolwiek inny.

Kończąc tę recenzję, chciałabym przytoczyć słowa Antoniego Kępińskiego: „Nasze słowa i uczucia są nieśmiertelne”. Dopóki bohaterki „Wojny kobiet” będą mówić, dopóki będą powstawały książki takie jak ta, dopóty ofiary będą nieśmiertelne, a ich sprawy nie zostaną zapomniane. Książka ukazała je z punktu widzenia kobiet, które kochały mimo rozdzielającej śmierci, nie poddały się i dzielnie walczyły o dobre imię swoich rodzin i ofiar z najdroższych osób. Polecam tę książkę osobom, które chcą spędzić kilka emocjonujących wieczorów i przeżyć tamte historie jeszcze raz, ale z perspektywy „a co by było, gdyby to przytrafiło się mnie…?”

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Rebis:

Dom Wydawniczy Rebis