Wojna oczami nazisty – „Strefa interesów” Martin Amis

coverbig (2)Parę dni temu skończyłam lekturę książki „Strefa interesów” Martina Amisa. Zazwyczaj po przeczytaniu ostatniego zdania od razu mam ochotę zabrać się do pisania recenzji. Tym razem było inaczej, dlaczego? Jak wiele ostatnio czytanych przeze mnie tytułów, Amis porusza tematykę II wojny światowej. Jednak zrobił to w sposób tak nietypowy, wręcz kontrowersyjny, że potrzebowałam kilku dni na to, by ostudzić negatywne wobec głównych bohaterów emocje i przemyśleć zawarte w książce treści.

Wyjątkowość „Stresy interesów” nad innymi książkami polega na tym, że wojna nie jest obserwowana oczami tysięcy ofiar, a oczami ich katów, nazistów, którzy wiodą codzienne życie, żyją w obłudzie hitlerowskich idei, a ich problemy sprowadzają się do tego, że kolejny „ładunek” który przyjedzie do obozu zabrudzi drogę… Nie wiem, czy bardziej wstrząsające były dla mnie opisy wychodzących, rozbieranych siłą dzieci, obcinanych włosów, wyrywanych plomb i tym podobnych okrucieństw, czy bestialstwo, nienawiść i fanatyzm pokazywany przez oprawców jako coś wzniosłego i naturalnego. Przekonani, że Żydzi nienawidzą Niemców, ci muszą się ich pozbyć zanim los tez spotka Aryjczyków…

Książka jest podzielona na rozdziały, a te z kolei na trzy podrozdziały, w których narratorami są trzy osoby: Golo Thomsen – oficer SS, Paul Doll – komendant obozu koncentracyjnego i Szmul – więzień obozu, Sonderkommando, który zajmuje się trupami, ich ograbianiem, paleniem, a czasem zmuszony jest omamiać, krzywdzić żywych… Raczej nie zdarza się, by w trakcie czytania nie można było utożsamić się, czy polubić żadnego z głównych bohaterów. „Strefa interesów” stanowi wyjątek…

„Tego popołudnia wszystko się zasadniczo popsuło już z pierwszą partią i to od razu – ledwie wysiedli z bydlęcych wagonów. Profesor Zulz i jego chłopaki nawet nie zaczęli selekcji; 800 mężczyzn, kobiet i dzieci zaczęło ślizgać się albo tarzać na lodowaciejącej brei i poszło. Najpierw skowytanie, które jakby czegoś szuka, próbuje wymacać, wysondować, potem prawdziwy pierwszy wrzask, po nim uderzenie pejcza, dalej odgłos uderzenia pięścią, na koniec strzał.

90 minut później znów zapanowało coś na kształt porządku: 600 paru ocalałych różnorakimi metodami wciśnięto, zagnano pejczami i wpędzono gęsiego pod bagnetami do furgonetek Czerwonego Krzyża i karetek pogotowia. Ja stałem na platformie, wsparty pod boki, zastanawiając się, ile czasu zajmie sprzątanie tej niewielkiej przestrzeni.”

Na tle tych wszystkich dramatycznych wydarzeń autor próbuje wpleść miłość. Zakazaną, niebezpieczną miłość między Thomsenem i żoną Dolla – Hannah. Jest to coś groteskowego, niepasującego do miejsca, do krzyków i wciąż unoszącego się zapachu śmierci. Czy w piekle, tam, gdzie każdego dnia umierają tysiące, może narodzić się coś czystego? Czy zakończenie wojny i wspomnienia będą na korzyść niedoszłych kochanków?

Powieść jest niezwykle trudna w odbiorze. Być może dlatego, że przedstawione sytuacje i osoby są tak mocno zarysowane. Być może dlatego, że o wojnie mówi się w inny niż powszechnie znany sposób. Być może dlatego, że Amis wręcz perfekcyjnie ukazuje złą naturę człowieka i to, jak można nim manipulować poprzez ideologię, by ten myślał, że postępuje w zgodzie z prawami natury… „Strefę interesów” polecam osobom o mocnych nerwach, lubiących trudne tematy i szukającym nieszablonowej interpretacji wydarzeń historycznych.

Mogę zapewnić, a czytałam wiele książek poświęconych tamtemu okresowi, że w żadnej powieści nie znajdziecie tak dokładnie przedstawionego sposobu i schematu myślenia nazistów. Sądzę, że właśnie to niewyobrażalne zło, jakie może zasiedlić ludzką duszę sprawiło, że nie potrafiłam zebrać myśli po lekturze ani od razu opowiedzieć Wam o tej książce.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Rebis

Dom Wydawniczy Rebis