„Wóda i bala” – Grzegorz Żurek

woda-i-bala-b-iext29010977Dziś książka zupełnie różniąca się od literatury, z którą zwykle obcuję. Myślę, że i dla Was będzie nowością, bo styl pisania jest tak wyrazisty, że staje się wyjątkowo oryginalny, niepodrabialny, zaskakujący. Czy jest w stanie zainteresować każdego? Niekoniecznie, ale na pewno spodoba się osobom, które w literaturze poszukują powiewu świeżości, indywidualizmu i czegoś nieszablonowego. A to wszystko znajduje się w książce „Wóda i bala” Grzegorza Żurka.

Jak sam tytuł wskazuje, akcja toczy się wokół alkoholu i piłki nożnej. Główny bohater, Grześ, mieszka na Śląsku w Mysłowicach, od dziecka gra w Lechii 06 i podobnie jak wszyscy wokół niego, lubi zaglądać do kieliszka. Właśnie te dwie kwestie stanowią główny trzon powieści, wokół nich budowana jest cała fabuła. Autor prowadzi nas przez perypetie Grzesia od dzieciństwa, przez pierwsze mecze aż po jego życie dorosłość. Chłopak z wyjątkowo wysokim IQ, inteligentny i sprytny, wielbiciel piłki nożnej. Wydawałoby się, że czeka go świetlana przyszłość, a jednak coś stoi na przeszkodzie… alkohol. Nawet nie powiedziałabym, że każdy dookoła spożywa alkohol, a posłużyłabym się określeniem z książki, że wszędzie wokół bohatera chleją, dosłownie. Picie pojawia się nie tylko w życiu Grzesia, ale także jego sąsiadów, znajomych, rodzinie. Jest jak podstępny robak, który za chwilę nirwany wbija się coraz bardziej w ciało i umysł. Można powiedzieć, że „Wóda i bala” stanowi pewną opowieść o tym, jak alkohol każdego może sprowadzić na dno.

Cała książka jest napisana bardzo ostrym, specyficznym językiem. Poza ciętą ironią i sarkazmem, od którego ocieka każda strona, są na przykład sformułowania typowe dla slangu młodzieżowego. Nie brakuje niecenzuralnych określeń, przez co czytelnik ma wrażenie, że opowieść snuje wyluzowany młody człowiek (czasem będący pod wpływem alkoholu). Przynajmniej takie było moje odczucie. W męski sposób opisywany jest problem alkoholizmu, co widać przez całą lekturę. Między wierszami pojawiał się problem bezrobocia, brak meldunku i kilka innych współczesnych problemów. Chociaż książkę „Wóda i bala” skończyłam kilka dni temu, długo zastanawiałam się nad tym, jak zawrzeć w recenzji wszystko to, co pozwoli odczuć jej klimat. Doszłam do wniosku, że jest ona tak unikatowa, że jedynie poprzez dodanie cytatu, możecie mieć pogląd na całość.

A ja twardo nie i chuj, grał będę i głuchym na argumenty. Czasem trafiają się jednak ludzie trudno zbywalni, ludzie, którzy za nic w świecie nie chcą odstąpić, amatorzy erystyki, którzy w przekonaniu, przemawianiu do rozsądku, wyświetlaniu swych racji są tak namolni, że proste „odpierdol się” nijak nie stanowi dla nich satysfakcjonującej odpowiedzi. Dla nich mam coś specjalnego. Serwuję im opowieść – parabolę, którą kiedyś ukułem, tak by zawsze czekała na podorędziu i w razie potrzeby chroniła mnie ode Złego. Jestem bowiem święcie przekonany, że owi natręci są emisariuszami Szatana, przedstawicielami handlowymi Piekła sp. z o.o. na okręg Planeta Ziemia.”

W tak bezpośrednie, niecenzuralne często zdania wplecione są głębsze przemyślenia, obrazujące intelekt narratora. Prawda, że dość oryginalne? Jak pisałam, „Wóda i bala” nie przypadnie do gustu wszystkim, ale na pewno może zainteresować osoby szukające nietuzinkowych lektur.

 


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Oficynka

oficynka