Więcej niż my – Jay McLean

Dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji jednej z lepszych młodzieżówek, jakie miałam okazję w życiu przeczytać, czyli „Więcej niż my” Jay McLean.

Kiedy osiemnastoletnia Mikayla Jones żegnała się z rodzicami przed wymarzonym balem na zakończenie liceum, nic nie zwiastowało, że ten wieczór zrujnuje jej życie. Bajkowa noc zamieniła się w prawdziwy koszmar. W zaledwie kilka godzin jej cały świat się zawalił.  Zaczęło się od nakrycia wieloletniego chłopaka na zdradzie z jej najlepszą przyjaciółką. Świadkiem tego był, również osiemnastoletni, Jake Andrews, który zaproponował załamanej dziewczynie spędzenie tego wieczoru z nim i jego przyjaciółmi. To właśnie on był również świadkiem najgorszego momentu w jej życiu – odkrycia, że ktoś zamordował całą jej rodzinę i wraz z rodziną, okazali jej wsparcie, którego tak bardzo potrzebowała. Czy w pustym sercu Mikayli znajdzie się miejsce na miłość? Czy w jej sercu jest miejsce na WIĘCEJ?

Jestem okładkową sroką i to właśnie ten element zwrócił najpierw moją uwagę na tę książkę. O konieczności jej przeczytania, upewniłam się, kiedy przeczytałam opis wydawniczy. Zaintrygował mnie tak bardzo, że musiałam ją poznać. Odleżała niestety trochę czasu na półce, czekając na swoją kolej, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu, że z nią zwlekałam, mniej czasu będę musiała czekać na kolejny tom.

Historia chwytająca za serce

„Więcej niż my” to historia jednocześnie piękna, ale i smutna. Pełna dramatycznych wydarzeń, a przy tym niezwykle delikatna. Z całą pewnością chwyta za serce. Smutna z powodu tragedii, jaka dotknęła Mikaylę. Nikt nie powinien nigdy przechodzić przez coś takiego. Jednak w tej tragicznej dla niej sytuacji, okazało się, że na jej drodze stanęli ludzie, którzy w jej życiu będą znaczyć więcej, niż mogłoby się wydawać. Na których może liczyć w każdej sytuacji. Nie spodziewała się też, że spotka chłopaka, który nagle stanie się dla niej nie tylko wsparciem w najtrudniejszych momentach życia, ale i osobą, bez której nie wyobraża sobie przyszłości.

Na drodze Mikayli stanął Jake – chłopak, jakiego nie jedna dziewczyna chciałaby spotkać. Czuły, troskliwy, dbający o jej bezpieczeństwo, wspierający ją w najtrudniejszych chwilach. Przedkładający potrzeby Mikayli nad własne. Rozumiejący wahania nastroju dziewczyny, spowodowane tragedią, która ją dotknęła. Na uwagę zasługują również rodzice Jake’a, którzy perfekcyjnie odnaleźli się w zastanej sytuacji i stali się wsparciem dla dziewczyny, a także przyjaciele chłopaka, którzy bezwarunkowo przyjęli Mikaylę do swojego grona, również oferując jej swoją pomoc.

Jeśli oczekujecie po tej historii wielkich emocji i iskrzenia pomiędzy bohaterami, to oczywiście nie będziecie zawiedzeni. Jednak, jeśli czekacie na gorące sceny pomiędzy parą głównych bohaterów, które są bardzo często spotykane w powieściach gatunku new adult, możecie być rozczarowani. Nie ma tu ani jednej sceny zbliżenia pomiędzy Mikaylą a Jakiem. Nie mniej jednak atmosfera pomiędzy nimi jest tak napięta, że momentami aż iskrzy.

Trzymamy się w objęciach, jakbyśmy nigdy nie chcieli się puścić. Choćby na sekundę. Patrzymy sobie z czułością w oczy. Mówimy bez słów. Czujemy bez dotykania.

– Jake?

– Tak?

– Tylko ty. Dla mnie ważny jesteś tylko ty. I zawsze będziesz ważny tylko ty.

 

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jay McLean, ale jedno jest pewne – nie będzie ono ostatnie. Spodobał mi się zarówno styl pisania autorki, jak i pomysł na tę historię. Jestem niesamowicie ciekawa, co przygotowała w dalszych tomach serii. Szczególnie po dość szokującym epilogu i wydarzeniach, których się tam nie spodziewałam.

„Więcej niż my” to pierwszy z pięciu tomów serii More than. Każda z części przedstawia historię innego z bohaterów, poznanych już w pierwszym tomie, wprowadzającym do całej serii. Już na skrzydełku okładki znajdziecie zapowiedź dwóch kolejnych tomów, czyli „Więcej niż ona” oraz „Więcej niż on”. Także w epilogu autorka uchyla rąbek tajemnicy, pokazując, czego możemy spodziewać się w kolejnej części. A jej premiera została już zapowiedziana na marzec.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu