Wampir z Szombierek powrócił?! Mrożące krew w żyłach śledztwo na Śląsku

pionekZabrze, Bytom, Gliwice… moje rodzinne strony, w których znam wiele zakamarków, których ktoś spoza Śląska pewnie by nie zauważył. Do tej pory nie zdarzyło mi się mieć  w ręce kryminału, którego akcja rozgrywałaby się właśnie tutaj. Czytając książkę Małgorzaty i Michała Kuźmińskich „Pionek”, pierwszy raz tak doskonale potrafiłam oczami wyobraźni widzieć zdarzenia, ulice, budynki. Zwłaszcza, że wiele z nich dotyczy mojej uczelni – Politechniki Śląskiej.

„Pionek” to druga książka, w której pierwszoplanowe role odgrywają Anna Serafin i Sebastian Strzygoń. Niestety, nie czytałam pierwszej części i dopiero w trakcie lektury zorientowałam się, że było coś wcześniej. Pomimo tego, że pojawiały się jakieś drobne nawiązania do poprzednich wydarzeń, nie odczułam, by miały one szczególne znaczenie dla nowej akcji.

Wampir powrócił?

W 1992 roku w Zabrzu dochodzi do brutalnego zabójstwa studentki. Dziewczyna została wielokrotnie ugodzona nożem. Było to pierwsze z kilku morderstw Wampira z Szombierek, który aż do teraz jest w więzieniu. Każde popełniane przez niego zabójstwo było bardziej brutalne, bardziej okrutne. Zanim sprawca został znaleziony, na Zabrze padł strach… Kobiety bały się wychodzić, mężczyźni spóźniali się do pracy, by odprowadzać dzieci do szkoły albo robić zakupy. Pomimo upływu lat, sprawa dalej odbija się echem wśród mieszkańców miasta. Aż do dnia, kiedy w parku sąsiadującym z Politechniką Śląską zostaje zamordowana studentka architektury. Zbrodnia do złudzenia przypomina wydarzenia z 1992 roku…

Dziennikarstwo śledcze na wysokim poziomie

Ani Anna ani Sebastian nie są z policji. Anna jest wykładowcą socjologii na Politechnice Śląskiej, Sebastian dziennikarzem szukającym dobrego tematu. Anna zadaje studentom architektury projekt, a ci decydują się na zagłębienie w przeszłość i historię Wampira. Sebastian wpada na ten sam pomysł. Wampir nikomu nie zdradził ani tego, w jaki sposób mordował ani dlaczego to robił. Z nikim nie rozmawiał. Zaczyna razem z Anną drążyć temat i skłania ją do wizyty w więzieniu… Zupełnie niespodziewanie okazuje się, że w dochodzeniu sprzed lat zaczynają pojawiać się luki i wina skazanego wcale nie jest taka jednoznaczna. Niejasności jest coraz więcej i zupełnie nieświadomie Anna i Sebastian zaczynają stąpać po kruchym lodzie…

Bo godanie jest gryfne…

Ponieważ akcja kryminału rozgrywa się na Śląsku, nie brakuje gwary. Autorzy bardzo dobrze zrobili dołączając na końcu książki słownik śląskich wyrażeń. O ile dla mnie wszystko było jasne, w końcu od dziecka jestem obyta z godaniem, zabawą na klopsztandze i larmem na placu, o tyle czytelnicy z innych regionów Polski mogliby mieć problem ze zrozumieniem poszczególnych fragmentów. Co się tyczy samego regionu, wszystkie opisane miejsca, ulice, nawet domy istnieją naprawdę i kiedy czytałam nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że idę tuż obok bohaterów książki. Fascynująca fabuła, sprawa prowadzona na „moim podwórku” i barwne osobistości sprawiły, że „Pionek” mnie wręcz zahipnotyzował. Nie potrafiłam się od niego oderwać. Myślę, że to jeden z tych tytułów, do których będę miała zawsze nieco większy sentyment.

„-Kończmy na dzisiaj – mruknęła ze znużeniem.

-Karmi pani beboka z piwnicy.

Roześmiała się.

-Jak pan powiedział?

-Przepraszam – odchrząknął. – Potwora, chciałem powiedzieć. To słowo z dzieciństwa, tak się u nas mówiło.

-U nas, czyli gdzie?

-Na Śląsku. Faktycznie, kończmy już na dzisiaj.

Pokręciła głową – jak można nazwać demona „bebok” i dalej się go bać?”


Za książkę do recenzji dziękujemy wd-logo001