Uważaj z kim idziesz na układ … – Elle Kennedy „Układ”

uklad_28,5mm.inddMacie dosyć nudnych, szablonowych powieści o miłości? Szukacie czegoś nietypowego, co rozbawi Was do łez? Lubicie, gdy książka pochłania Was tak bardzo, że tracicie poczucie czasu? Jeśli chociaż na jedno z pytań odpowiedzieliście twierdząco – ta powieść jest zdecydowanie dla Was. Tylko, czy jesteście gotowi by odważyć się na oferowany przez Elle Kennedy „Układ”?

Ona – Hannah Wells – jest studentką wokalistyki na uniwersytecie Briar. Gdy w końcu znajduje chłopaka, który wzbudza jej zainteresowanie, okazuje się, że ten w ogóle jej nie zauważa. On – Garrett Graham – jest kapitanem uniwersyteckiej drużyny hokejowej. Od zawsze marzył o karierze zawodowego gracza, jednak, gdy jego średnia ocen drastycznie spada, przez niezaliczony egzamin z jednego przedmiotu, grozi mu zawieszenie w meczach.  Jedynym ratunkiem dla niego jest poprawa egzaminu. Sam jednak tego nie zrobi, potrzebuje pomocy kogoś, komu udało się jakimś cudem zdać ten egzamin.

Gdy przypadkiem, po zajęciach ze znienawidzonego przedmiotu, trafia na Hannah, ta kategorycznie odmawia udzielenia mu korepetycji, nie dając się przekonać żadną formą zapłaty. Garrett jednak nie daje za wygraną, chodzi za nią, błaga, wysyła jej smsy, zachowując się jak rasowy stalker. W końcu trafia na słaby punkt dziewczyny – szkolną gwiazdę futbolu, Justina. Proponuje jej układ. Ona udzieli mu korepetycji i pomoże zdać egzamin, a on pomoże jej wzbudzić zainteresowanie i zazdrość Justina, co pozwoli jej umówić się z chłopakiem. W końcu nikt nie podbije notowań społecznych dziewczynie, jak związek z gwiazdą drużyny hokejowej i jej kapitanem w jednym.

Posyłam jej uśmiech, ten z dołeczkami, na którego widok laski zawsze wymiękają.

– Czy to zawsze działa? – pyta zaciekawiona.

– Co?

– Ten uśmiech „ojejku” małego chłopca… Czy pomaga ci dopiąć swego?

– Zawsze – odpowiadam bez wahania.

– Prawie zawsze – poprawia mnie.

Elle Kennedy, „Układ”

Zaczynają wprowadzać w życie swój szalony plan, jednocześnie spędzając ze sobą co raz więcej czasu. Jednak wystarczy jeden „próbny” pocałunek z Wellsy, wyzwalający między nimi pożądanie i wszystko zaczyna się komplikować. Przed zafascynowanym dziewczyną Garrettem znów pojawia się trudne zadanie. Musi przekonać upartą i charakterną Hannah, że to właśnie on jest mężczyzną jej marzeń.

– Tak z czystej ciekawości – mówi – rano po przebudzeniu podziwiasz siebie w lustrze przez godzinę czy dwie?

– Dwie – odpowiadam wesoło.

– Przybijasz ze sobą piatki?

– Oczywiście, że nie – uśmiecham się ironicznie. – Całuję oba bicepsy, a potem wznoszę wzrok ku sufitowi i dziękuję temu na górze za stworzenie tak idealnego męskiego osobnika.

– Uhm. No to bardzo mi przykro, Panie Perfekt, że przebijam pana balonik, ale nie jestem zainteresowana umawianiem się z panem na randki.

Elle Kennedy, „Układ”

Nie myślcie sobie, że to kolejna banalna historyjka o tym, jak to przeciwieństwa się przyciągają, a na koniec żyli długo i szczęśliwie. Pozornie utarty schemat to w tej powieści wyłącznie podstawa znakomitej całości. Nie jest to kolejna przesłodzona, pełna przesadnego dramatyzmu, historia o życiu studentów i ich osobistych, szkolnych i miłosnych problemach. Elle Kennedy daje nam dynamiczną, przezabawną, pełną sarkazmu i ciętego humoru historię o tym, jak łatwo pogubić się w swoich intrygach, realizowanych by osiągnąć upragniony cel oraz jakie mogą być tego skutki uboczne, często bardzo przyjemne. Za sprawą tej autorki nie raz będziecie płakać ze śmiechu, nawet w bardziej pikantnych momentach powieści.

Ten śmiech łaskocze mi gardło i zaglądam jej w oczy, by określić, gdzie mam ją uplasować na mojej niezwykle celnej skali pijaństwa, gdzie jeden to trzeźwość, a dziesięć to „obudzenie się nago w Portland, nie pamiętając, jak się tam dostało”. Ponieważ ma ostre spojrzenie, nie mamrocze ani się nie potyka, decyduję przyznać jej piątkę – wstawiona, ale świadoma.

Elle Kennedy, „Układ”

Kennedy porusza także bardziej poważne tematy. Oboje mają swoje demony z przeszłości, które potrafią się ujawnić w najmniej oczekiwanym momencie. Mimo wszystko, ta para nie poddaje się i dzielnie stawia im czoła przez całe swoje życie, również pomagając sobie nawzajem. Dramatyczny wątek nie zdominował na szczęście książki, ale daje czytelnikowi do myślenia.

„Układ” to historia, po przeczytaniu, której pomyślicie „ja chcę jeszcze raz”, natychmiast po przeczytaniu epilogu. Z całą pewnością do niej wrócę i to zapewne prędzej, niż później. Podejrzewam, że nawet nie raz. Zdecydowanie wrzucam powieść Elle Kennedy do grupy „do wielokrotnego przeczytania”. Na pewno u mnie trafi właśnie na tą półkę. To także kolejna książka, w której ilość stron (462) i długość historii jest jej atutem. Nie przerażajcie się jej objętością. Hannah i Garrett to postaci, które niechętnie się opuszcza.

Mam nadzieję, że wydawnictwo Zysk nie poprzestanie wyłącznie na „Układzie” i zaserwuje nam kolejne historie o hokeistach z Briar, które wyszły spod pióra autorki.

 


 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk