Ulubione momenty – ile jesteś w stanie poświęcić, by ich doświadczyć?

ulubione momentyParę dni temu zakończyłam lekturę książki „Ulubione momenty” Adriany Popescu. Teoretycznie powieść jest o miłości i dylematach z nią związanych jest wiele. Można by pomyśleć, że jest to kolejna książka o podobnej fabule i klasycznym happy endem. Nieprawda. Większość książek, w których uczucia grają główną rolę uważam za przesadzone i oderwane od rzeczywistości. Cały urok „Ulubionych momentów” polega na tym, że jest prawdziwa i do bólu realna.

Gdyby nie to, że wiem, że jest powieścią, można by pomyśleć, że historia ta wydarzyła się naprawdę, a przynajmniej jej część. Layla Desio ma stonowanego narzeczonego, którego kocha i małą firmę fotograficzną, dzięki której zdobywa zlecenia na robienie zdjęć z imprez w nocnych klubach. Na jednej z nich poznaje Tristana Wolfa, z którym od razu łączy ją nić sympatii. Tristan jest tylko momentem, motywem zdjęcia, tak zdaje się Layli, dopóki nie zaczynają wpadać na siebie nieco częściej. W głowie Layli pojawia się coraz więcej sprzecznych i irytującej ją myśli. Poza tym przez cały czas podkreśla, że są tylko przyjaciółmi – ona ma narzeczonego, on dziewczynę. Oboje zaczynają przeżywać swoje ulubione momenty. Ile przyjdzie im za nie zapłacić? Tristan niespodziewanie naciska delikatne struny serca, odsłania marzenia, które Layla starała się przez lata stłumić. Dawniej kochała fotografię, uwielbiała tworzyć portrety pełne emocji. Czy tak długo wypierane marzenia mają szanse na realizację?

„-Nie, przepiękne. To jest chyba kobieta z tamtego zdjęcia? Znasz ją?

Myśl o niej w tej chwili to emocjonalny cios poniżej pasa.

– Tak. To moja babcia.

Która chciała, żebym spełniła swoje marzenia i urzeczywistniła swoje pragnienia. Której nieustannie mi brak. […] Odwracam się od niego. Nie ma prawa tak mówić o moich zdjęciach i budzić we mnie uśpione nadzieje. Dużo czasu zabrało mi ich pogrzebanie, chociaż w rzeczywistości jeszcze nie całkiem się z nimi pożegnałam. Ale  nie chcę już na ten temat rozmawiać. I nie potrzebuję jego komplementów.”

Książka wciąga od początku do końcu. Różnica jest taka, że w pierwszych rozdziałach można odczuć, że będzie to typowa książka z romantycznym happy endem. Jednak wraz z biegiem fabuły wcale nie jest to tak oczywiste, a w pewnym momencie zdaje się niemożliwe. Choć na początku można pomyśleć, że na pierwszym planie będą głównie uczucia, czytelnik szybko przekonuje się, że ważniejsze jest poznanie samego siebie, swoich słabości i pragnień. O tym, jak walka o marzenia wpływa na dotychczasowe życie. „Ulubione momenty” mogę polecić z czystym sumieniem. Zderzają się w niej pragmatyzm z ideami, pasja z potrzebą zarabiania, tęsknota z odrzuceniem. Od lektury nie oderwiecie się ani na moment. W bohaterach można dostrzec cząstkę siebie, a przez to nawet po zakończeniu lektury najdą Was liczne refleksje.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Media Rodzina

Media Rodzina